Cuda Arizony, czyli przełom i kanion – dzień czwarty

with 8 komentarzy

Zaraz po Wielkim Kanionie zaplanowaliśmy przełom rzeki Kolorado Horseshoe Bend i Kanion Antylopy. To dwa obowiązkowe punkty na liście naszych amerykańskich marzeń! Jesteśmy w Stanach dopiero kilka dni, a wydaje nam się, że minął już co najmniej miesiąc. Tempo zwiedzania mamy duże, każdego dnia widzimy coś nowego. Inni ludzie, inne krajobrazy, inne wszystko. W głowie dużo emocji, myśli, ale też ogólne zmęczenie. Jednak nie ma czasu na odpoczynek, bo plan napięty.

Czwartego dnia naszej amerykańskiej podróży ok. 11, po zwiedzeniu wschodniej części południowej krawędzi Wielkiego Kanionu wyjechaliśmy z Parku Narodowego Wielkiego Kanionu. Jechaliśmy najpierw przez Narodowy Las Kaibab, później długo przez pustynię i rezerwat Indian Navajo.

>> Jeśli jeszcze nie czytałeś relacji z Wielkiego Kanionu kliknij tutaj <<

Wypalona słońcem gleba i spalona zieleń sprawiała, że bardzo bolały nas oczy tzn. Jacka, bo on prowadzi, a ja staram się pisać i zabawiać Sarę. Kupiliśmy sobie zatem na stacji benzynowej, średnią, 1,5 litrową colę :D.

Po drodze mijaliśmy dzikie konie. Okazuje się, że ich populacja na tych terenach rozrosła się do tego stopnia, że Indianie zastanawiają się, czy nie powinni jej trochę ograniczyć. Ah gdybyśmy tam mogli zabrać je do Polski :). Kiedy rozważaliśmy biznes polegający na transporcie dzikich koni do Polski i ogarniała nas już lekka głupawka naszym oczom ukazał się olbrzymi parking – jesteśmy na miejscu! Uff. Jazda przez pustynie jest bardzo męcząca! Wreszcie odpoczniemy – pomyśleliśmy, nie wiedząc, że za chwilę czeka nas:

Sauna, solarium i peeling w jednym, czyli wędrówka po pustyni

Na parkingu nie było miejsca, ale udało nam się wcisnąć gdzieś na skraju drogi dojazdowej. Zostawiliśmy auto i zaczęliśmy wspinać się na wzniesienie. Przed nim był znak, który informował o warunkach atmosferycznych i konieczności wzięcia ze sobą wody.

Trasa niby krótka, ale bardzo męcząca. Warunki nie były łatwe. Palące słońce, a do tego porywisty wiatr, który sypał piaskiem po oczach i zrywał kapelusze z głów (dosłownie, omal nie straciłam swojego kapelusza, który poszybował przed siebie, by zatrzymać się tuż nad przepaścią!). Najpierw ostro w górę, później ostro w dół, po piasku, bez skrawka cienia, a do tego w ogromnym tłoku.

droga na Horseshoe Band, zbierajsie.pl

W połowie drogi Sara zaczęła protestować, że nie chce być niesiona w nosidle. Niosłam ją więc na ręku.

pustynia, Horseshoe Band, zbierajsie.pl

Lekko nie było, ale to co pojawiło się po podejściu na skraj urwiska zrekompensowało wszystkie niedogodności.

nad krawędzią, Horseshoe Band, zbierajsie.pl

Horshoe Bend jest dokładnie taki jak na zdjęciu. Niesamowite! O tyle, ile w Wielkim Kanionie zachwyca jego ogrom, ale do końca nie wiadomo co masz przed oczyma: góry, czy kanion, to tutaj nie ma wątpliwości, na jednym obrazku masz głównego bohatera i sprawcę całego zamieszania – rzekę Kolorado! To ona wyrzeźbiła w łupkowych i piaskowych skałach takie cuda. A w tym przypadku, niemogąc przebić się przez zbyt twardą skałę, zmieniła kierunek o 270 stopni.

Horsehoe band

Czysty zachwyt

Kiedy stanęłam nad przepaścią (brak barierek, trzeba uważać) aż odebrało mi mowę! Lazur wody, złoty kolor skał. Naprawdę, to było zdecydowanie to, czego szukałam wczoraj nad Wielkim Kanionem – czysty zachwyt i łza w oku, a więc to jest to! Jacek miał podobne odczucia.

Sara chyba też, ale tak bardzo zmęczyła ją krótka wędrówka, że nagle poczuła wielkie pragnienie. Na szczęście wszystko co jej trzeba mieliśmy ze sobą.

Chcieliśmy jak najdłużej napawać się widokiem, ale niestety słońce i wiatr szybko nas stamtąd przegoniły. Pojechaliśmy dalej z nadzieją, że w Kanionie Antylopy nie będzie tak wiało. W końcu jest osłonięty od wiatru. Niestety i tutaj pogoda sprawiła nam psikusa.

wejście do kanionu Antylopy

Suche wodospady w w Kanionie Antylopy

Na parking przy Antylopa Kanion Navajo Tours, z którym można zwiedzać wyższy kanion dojechaliśmy ok. 14.10, powinniśmy być o 15 by wejść na zwiedzanie o 16. Na szczęście na miejscu okazało się, że mają dla nas jeszcze wolne miejsce na zwiedzanie o 14.45. Uff, spędzenie niemal 2 godzin w nagrzanym samochodzie pośrodku pustyni nie należy do najprzyjemniejszych rozrywek.

To miejsce wyglądało zupełnie inaczej niż zadbane parkingi, toalety i budynki Parków Narodowych. Parking był szutrowy z wystającymi kamieniami, toaleta to zwykły plastikowy toi toi, a Indianie Navajo sprzedawali bilety na zwiedzanie kanionu siedząc na drewnianej ławeczce w szopie, na środku pustyni. Obok namiotu stał rząd terenowych samochodów, którymi za chwilę mieliśmy wybrać się na podbój Kanionu Antylopy. Żeby dotrzeć do kanionu trzeba najpierw przejechać około 10 minut pustynią.

Indianie ostrzegli nas, że dzisiaj jest bardzo wietrznie, więc powinniśmy wziąć coś co osłoni nas, a w szczególności Sarę, od piasku zarówno podczas drogi do kanionu, jak i już w samym kanionie. Jednak nas przewodnik stwierdził, że bezpieczniej będzie jeśli Sara pojedzie w kabinie samochodu, więc ominęła nas przyjemność jazdy na pace. Nie było wiatru we włosach i palącego słońca na twarzy :p. Szkoooda, tak to jest jak podróżujesz z dzieckiem. Pewne rozrywki przechodzą Ci koło nosa :P. Sarze przejażdżka bardzo przypadła do gustu!

Kanion Antylopy

Przyznam Wam, że początkowo byłam trochę rozczarowana. Wchodząc do kanionu liczyłam, że od razu ukaże nam się feeria barw i półcieni. Jednak początkowo tak nie było, bo kluczowe okazało się światło, a właściwie jego brak. Dzień, w którym przyjechaliśmy do kanionu był trochę pochmurny.

Kanion Antylopy znacznie różni się od tego oglądanego dzień wcześniej. Tym razem jest to wąski przesmyk wydrążony w skale, do którego można wejść i podziwiać działanie wody od środka. Zwiedzanie odbywa się w kilkunastuosobowych grupach pod wodzą przewodnika. Przewodnicy dbają, żeby zwiedzanie szło sprawnie i żeby każdy zobaczył jak najwięcej. A nie jest to łatwe w takich warunkach. Wąskie, często metrowe szczeliny kryją przed nami przepiękne niespodzianki ukryte w cieniach i półcieniach, które mogą ukazać się tylko pod wpływem promieni słońca i aparatu.

W jednym z takich wąskich przesmyków Sarze znudziło się podziwiania kamieni i zaczepianie towarzyszy podróży, szczególnie mocno upodobała sobie dwóch Azjatów. Zaczęła przeraźliwie płakać. Wyjęcie jej z nosidła nie pomogło, S. nie chciała już zwiedzać, a byliśmy uwięzieni w szczelinie. Nie było jak wyjść, nie było miejsca by usiąść i ją nakarmić, przytulić, cokolwiek, toteż.. karmiłam ją idąc. Chwała temu, kto wymyślił odzież dla matek karmiących, które pozwalają karmić nie obnażając się przy tym przed obcymi. To był jedyny sposób na ukojenie jej emocji. Roczniakowi nie wytłumaczysz, że musi chwileczkę przeczekać. Każda taka próba kończy się małą awanturą, a uwierzcie mi, płacz dziecka w kanionie niesie, że ho! Do kanionu nie można brać ze sobą żadnych toreb, czy plecaków, nawet jeśli są to rzeczy dla dziecka!

Laicy fotografii na lekcji u mistrza

Bardzo chcielibyśmy robić piękne zdjęcia. Nie możemy nawet powiedzieć, że się dopiero uczymy. Powiedzmy sobie szczerze: jesteśmy totalnymi laikami! Ustawienia aparatu to dla nas wciąż czarna magia. W takim miejscu jak to, to było widać. Na szczęście indiańscy przewodnicy okazali się … mistrzami fotografii. Lian, nasz przewodnik, nie dość, że bardzo ciekawie opowiadał o kanionie, to jeszcze mówił jak ustawić aparat, gdzie można zrobić dobre. Brał od nas aparaty i telefony i robił nam zdjęcia. Potrafił ustawić aparat niezależnie od języka i poinstruować gdzie i jakie zdjęcia możemy zrobić. Dzięki niemu wyszły nam takie cuda.

Z naszym przewodnikiem z plemienia Navajo, który okazał się mistrzem fotografii!

Po tej uczcie zmysłów, szybki dojazd do samochodu i … długa droga w stronę kolejnego Parku Narodowego. Wsiadając do auta na termometrze było 40 stopni, po 2 godzinach jazdy już… 8. A co widzieliśmy? O tym napiszemy Wam jutro.

Dajcie nam jakieś dobre słowo lub łapkę na fb. My ślemy Wam promienne uśmiechy!

  • :)

  • Świetnie się czyta Wasze relacje! Dzięki wielkie! �

  • Caroline

    Cudne te Wasze widoki,piękne zdjęcie robicie.Dzięki nim możemy uczestniczyć w Waszej Przygodzie!!!!

  • admin

    Dziękujemy ;) Zapraszamy po więcej! :)

  • To my dziękujemy i zapraszamy po więcej :)

  • :)

  • antalope canyon i byl na mojej liscie od 30 lat,a dopiero w tym roku udalo mi sie tam byc musze powiedziec ze zrobil na mnie ogromne wrazenie .duzo wieksze niz GrandCanyon

  • A mnie ciekawi czy zamawialiście wcześniej bilety u tych Indian? Bo planujemy się tam wybrać koło sierpnia/września i gdzieś przeczytałam że trzeba bilety duzo wcześniej zamawiać czy to prawda ? Pozdrawiam :)