Dlaczego nie powtórzę takiego wyjazdu na See Bloggers?

with 35 komentarzy

See Bloggers to największe wydarzenie dla twórców internetowych w Polsce. Mimo, że blogujemy stosunkowo niedługo kusiło nas by wziąć w nim udział. Lista plusów była długa: interesujący prelegenci, wielu partnerów, ponad 1500 zgłoszonych osób, a na dodatek nadmorska Gdynia. Decyzja mogła być tylko jedna: jedziemy! Nasz entuzjazm i oczekiwania wobec konferencji były tak duże, że nie wzięliśmy pod uwagę wszystkich minusów. Jak się skończyło? Zobaczcie.

To był nasz pierwszy wyjazd na See Bloggers. Wcześniej byliśmy już na tegorocznym Blog Conference Poznań. Wróciliśmy zachwyceni z bagażem nowej wiedzy i motywacji. Tam jednak nie popełniliśmy tego błędu co tutaj, ale po kolei.

3 dni nad polskim morzem? Przygotuj się na wszystko!

Do Gdyni przyjechaliśmy w piątek w samo południe. Planowaliśmy wylegiwanie się w słońcu na plaży. Wyjeżdżając z Wrocławia termometr wskazywał ponad 30 stopni! Gdyńska aura nie była taka łaskawa – 14 stopni i deszcz… no ładnie. Już sam początek nie wróżył nic dobrego.

Mimo, że na weekend wzięłam całą walizkę ciuchów, nie było w niej wystarczająco dużo ciepłych i przeciwdeszczowych rzeczy. Pomyśleć, że lepiej spakowałam się na 3 tygodnie do Stanów, ale tam wiedziałam, że na trasie będzie zarówno 0 stopni, jak i 40. Tym razem konieczna okazała się wizyta w gdyńskiej Riwierze. Uff dobrze, że konferencja odbywała się w wielkim mieście, a nie np. w puszczy, czy na pustyni, bo tam z zakupami byłoby gorzej.

<< Razem z 15. Miesięczną córką zwiedziliśmy zachodnie Stany USA. Jesteś ciekawy jak było?>>

Kiepskie pakowanie – było. Ale to nie był nasz główny błąd!

Jedziesz na See Bloggers? Jedź sam!

Nasze pierwsze wrażenie po przeczytaniu programu See Blogers było… średnie. Nie było tutaj takich warsztatów, czy paneli, na które koniecznie chcielibyśmy się dostać. Mieliśmy wręcz wrażenie, że pewnie wynieślibyśmy o wiele więcej gdybyśmy byli blogerkami urodowymi, kulinarnymi albo youtuberami :D. Mimo, że organizatorzy zapewnili zarówno strefę Sport, jak i Turystyka, to według mnie zostały one potraktowane mocno po macoszemu.

Nie będziemy marudzić, bo jednak na miejscu okazało się, że tak naprawdę nie o merytorykę tu przede wszystkim chodzi, bo czasem zwykła rozmowa lub możliwość posłuchania kogoś kto odniósł w blogowaniu sukces może dać więcej niż przeładowany w teorię i praktykę warsztat.

Wybraliśmy kilka zajęć, zapisaliśmy się (udało się) i przeszliśmy do opracowania planu i strategii działania. Tutaj przejdziemy do zdradzenia Wam naszego błędu, bo to kluczowe przy naszej ocenie całego See Bloggers.

Prowadzimy bloga o podróżowaniu z małym dzieckiem w myśl zasady: da się! Więc na SeeBlogers pojechaliśmy w trójkę. Z naszą 15. miesięczną córką.

Taaaaaak, ostrzegano nas i mówiono, żeby dzieci zostawić w domu.

No, ale jak to?. Przecież my podróżujemy z córką. Przejechaliśmy 5,5 tys. km po Stanach, chodzimy po górach, uprawiamy sport, nam konferencja nie straszna – pomyśleliśmy i tak też zrobiliśmy!

Zbieraj się na See Bloggers„Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga powiedz mu o swoich planach”

Myśleliśmy tak: Sara będzie się pięknie bawić w strefie dziecięcej. Oczywiście pod opieką jednego z nas, bo „zostawić” dziecko pod opieką animatorów można od 3 roku życia, co zresztą jest zrozumiałe i oczywiste, nasze dziecko, mimo, że odważne i żywe… z kimś obcym by jednak jeszcze nie zostało. Będziemy na zmianę chodzić na warsztaty i panele (tu owa wspomniana logistyka, by nie zapisać się w tym samym momencie na te same zajęcia). Około 14 Sara uśnie i wtedy ja pójdę na salę główną, a Jacek na warsztaty z fotografii.

Poza tym możemy przecież chodzić z nią po stoiskach partnerów, albo rozmawiać z ludźmi. Przecież konferencja to nie tylko warsztaty i prelekcje, ale także możliwość nawiązania nowych znajomości i relacji.

Taaaa…

No tak, ale jak tu mówić o relacjach, kiedy dziecko w połowie rozmowy klepie Cię po twarzy, albo wyrywa się z rąk bo nagle w tłumie dostrzegło kogoś kto niesie piękny różowy balonik. Jak spokojnie stać przy stoisku, kiedy Twoje dziecko wbiega w tłum ludzi, którzy raczej nie spodziewają się spotkać pod nogami 80-centymetrowej dziewczynki. A później słyszysz od obsługi, że dzieci mogą przebywać tylko w strefie dziecięcej.

Ja nie wiem jak to jest, że wszystkie dzieci obok takie grzeczne i spokojne. Siedzą sobie w wózeczkach i z ciekawością obserwują co się dzieje wokół, oglądają książeczki i NIGDY nie płaczą. Czary jakieś? Nasze dziecko ma aktualnie bunt… przeciwko wszystkiemu i wszystkim. See Bloggers nie było jej ulubionym miejscem. Chusta i nosidło to zło, wózek jest zbędnym gadżetem. Sara musi iść tam, gdzie… akurat nie może i absolutnie nie znosi sprzeciwu! Kiedy coś jej się nie podoba głośno daje temu wyraz. No co tu dużo kryć… mamy kryzys.

Jasne, mogliśmy zrobić tak, że jedno z nas zostałoby na konferencji podczas gdy to drugie spędziłoby miło czas na plaży. Tylko, że skoro prowadzimy bloga wspólnie, chcieliśmy wspólnie się czegoś na See Bloggers nauczyć.

Równocześnie cały czas mieliśmy w głowie przemyślenie, że nasze dziecko zamiast tu, wolałoby teraz siedzieć na plaży, albo chociaż przebywać na świeżym powietrzu.

Co prócz nauczki, żeby nie jechać z dzieckiem na konferencję?

To nie tak, że nie wynieśliśmy z See Bloggers nic. Mimo pierwszego wrażenia odnośnie agendy znaleźliśmy w niej coś dla siebie, a na samym wydarzeniu spotkaliśmy ludzi, którzy inspirują i motywują do działania.

Poniżej kilka warsztatów, które najbardziej zapadły nam w pamięci.

See Bloggers 2017
fot. See Bloggers

Nigdy nie jest za późno na pierwszy raz

Pierwszego dnia konferencji wzięłam udział w warsztacie z Januszem Leonem Wiśniewskim pt. „Podsłuchujemy, podglądamy, rozmawiamy, czyli szukamy inspiracji do pisania dobrych historii”. Mimo, że pod koniec zajęć pan Janusz powiedział „ale ja ich nic przecież nie nauczyłem”. Co tu kryć, trudno przeprowadzić pełnowartościowy warsztat w zaledwie 90 minut, szczególnie gdy uwielbia się dużo mówić:). Mimo wszystko wyszłam oczarowana.

Tak sobie myślę, że w warsztacie, czy nawet prelekcji podczas konferencji, nie chodzi tyle o merytorykę, bo często my to wszystko przecież wiemy, albo możemy przeczytać. Chodzi o inspirację, o przekazanie energii, pokazanie i zwrócenie uwagi na coś, o czym sami byśmy nie pomyśleli. Tak było tym razem. Swoją drogą nie wiedziałam, że Janusz Leon Wiśniewski jest przede wszystkim naukowcem nauk ścisłych (m.in. dr hab. chemii), a pierwszą książkę opublikował w wieku 47 lat! Książkę „Grand”, którą dostaliśmy od Accor Hotels, który był organizatorem tego spotkania, połknęłam w drodze powrotnej z Gdyni do Wrocławia.

Sukces wymaga poświęcenia

Kolejne spotkanie, które okazało się dla mnie niezwykle inspirujące to rozmowa z Anią Skurą „Czy sukces musi być za wszelką cenę? O tym, czego nie dostrzegają ludzie obserwujący Instagram”. Anię z What Anna Wears znałam głównie z pięknego Instagrama. Na żywo okazała się być dokładnie taka jak w tym, wydawać by się mogło, wyidealizowanym świecie, z niesamowitą energią i charyzmą, która aż krzyczy: możesz spełnić swoje marzenia! Ania opowiadała o momentach przełomowych w rozwoju swojego bloga, jednym z nich było postawienie wszystkiego na jedną kartę w myśl zasady, że jeśli nie przeznaczymy na bloga, czy projekt internetowy maksimum czasu, to nic z tego nie będzie. Bo blogowanie to nie tylko pasja, czy możliwość zarabiania pieniędzy (o której wielu marzy), to przede wszystkim ciężka praca, która wymaga czasu i poświęcenia. Wydaję mi się, że wielu ludzi o tym po prostu nie wie.

Ania nie dość, że wygląda jak milion dolarów, to jeszcze sprawiła, że bardziej „zachciało mi się chcieć” i nie wstydzić głośno powiedzieć o swoich marzeniach.

Dzięki Ania! Sarze ta energia też się chyba udzieliła, bo pod koniec spotkania obudziła się nagle i zaczęła przeraźliwie płakać. Wybiegłam wtedy z Sali, bo nic nie denerwuje i stresuje mnie tak bardzo jak płaczące dziecko, nawet własne. Pewnie chciała się też zaprezentować, albo dodać, że na naszym Insta też nie pokazujemy jak płacze :). To był jeden z dwóch momentów, kiedy razem z dzieckiem byliśmy na sali. Tym razem się udało. No prawie, bo jednak większość wywiadu udało mi się w spokoju wysłuchać.

Oś fotograficznej umiejętności, czyli grunt to samoocena

Warsztat z Tomaszem Zienkiewiczem „Jak robić lepsze zdjęcia”, czyli po prostu Zieniem, był równie inspirujący. Nie chodzi tu nawet o samą wiedzę techniczną o zdjęciach i fotografii, bo to możemy sobie przeczytać w Internecie i tak naprawdę najważniejsza jest… praktyka.

Znów jednak okazuje się, że nie ważne co, ale ważne kto. Zieniu okazał się być świetnym człowiekiem, który pokazuje, że zawsze można zacząć robić to co się kocha, ale należy pamiętać o ciągłym doskonaleniu się i znajdywaniu w sobie obszarów do poprawy. Bo wiedza to fotograficzna podstawa. Na pewno uczciwie spojrzymy teraz na to, gdzie jesteśmy w fotograficznym układzie współrzędnych i będziemy ćwiczyć. To świetny drogowskaz rozwoju. Nigdy nie można spocząć na laurach.

Definicje są umowne – to Ty określasz kim jesteś

Pewniakiem wśród „inspiratorów” był oczywiście Tomek Tomczyk, vel Jason Hunt, który obiecywał, że jego wystąpienie będzie tak nudne, że można przyprowadzić dzieci, na pewno usną.

Otóż Jasonie Huncie – Sara nie tylko nie zasnęła, ale wręcz patrzyła na teorie 3 kółek z rozdziawioną buzią. Potem niestety powiedziałeś coś, z czym nasze dziecko po prostu nie mogło się zgodzić i na znak protestu postanowiła opuścić salę! No więc sorry, usypiać dzieci nie potrafisz, ale na blogach znasz się dużo lepiej ;P.

Jacek niestety nie został dłużej na prelekcji (no cóż… siła wyższa – dziecko), ale wysłałam mu ciekawy slajd o jakości, tak jakby jego branża: „Gdy ktoś mówi Ci, że Jakość jest najważniejsza, to pamiętaj że ta jakość zawsze była zbiorem norm, które najwięksi artyści mieli głęboko w dupie” – to chyba clou sprawy w wielu dziedzinach, także w blogowaniu.

Konferencja z dzieckiem? Nie!

Wierzę, że podróżowanie z dzieckiem jest możliwe, mimo, że ostatnio jest trudno. Jednak nie wierzę w efektywną pracę, czy udział wspólny udział w konferencji.

Podziwiam wszystkie matki, które będąc w domu z dzieckiem, potrafią równocześnie pracować. Ja nie umiem i bynajmniej nie uważam, że winą jest moja zła organizacja pracy. Po prostu, kiedy moje dziecko przychodzi do mnie z książeczką, albo sandałkami w dłoni, to przecież nie odmówię jej spaceru, czy wspólnego czasu… a później w środku nocy próbuję nadgonić to co powinnam zrobić … na wczoraj.

Podsumowując. Weekend na konferencji z dzieckiem to ani pobyt na konferencji, ani weekend z dzieckiem. Niestety z See Bloggers nie wynieśliśmy tyle, ile byśmy mogli gdybyśmy byli sami. Równocześnie nie pospacerowaliśmy, pozwiedzaliśmy, czy nie pobawiliśmy się na plaży tyle, ile moglibyśmy gdyby to był zwykły weekend nad morzem. Niby proste, ale musieliśmy się przekonać o tym na własnej skórze.

Cóż, nie zawsze można upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Dlatego w przyszłym roku Sara zostaje we Wrocławiu :D.

Co myślicie o konferencji z dzieckiem?

  • Na temat konferencji z dzieckiem mamy coś do powiedzenia ;) Też wychodzę z założenia, że bloga prowadzimy razem, więc razem bierzemy udział w takich wydarzeniach. Zawsze co dwie pary uszu to nie jedna, można się rozdzielić i dowiedzieć jeszcze więcej.
    U nas nie ma opcji, aby córka została na dłuższy czas z kimś innym niż mama i tata, więc próbujemy jedynie z doskoku znaleźć pomoc, ale w Gdynii zadziałało to na tyle, że byliśmy na tych warsztatach i panelach, na których nam najbardziej zależało. Sara to po prostu Gwiazda, która ma dużo do powiedzenia na temat podróży i blogowania, więc jak tak może w spokoju siedzieć i słuchać? :D
    A za rok proponuje wynająć na spółkę opiekunkę do naszych dwulatek :D

  • Nie mam jeszcze dzieci, więc to póki co mnie nie dotyczy, ale wydaje mi się że faktycznie zbyt kolorowo nie jest.

  • Ja byłam na See bloggers, a dziecko z ojcem zwiedzało Gdynię ;) Wpadali co jakiś czas w odwiedziny do matki i jak zobaczył tłum i matkę to jakby diabeł go nawiedził, szalał a ja patrzyłam na resztę dzieci i myślałam, dlaczego moje nie może grzecznie posiedzieć w wózku tylko jest taki wyrywny i szalony. I teraz jestem w zasadzie pewna, że większość matek ma dokładnie te same myśli w głowie ;) Dodatkowo Szczepan, kiedy jest z ojcem jest aniołem, a kiedy tylko na horyzoncie pojawia się matka zaczyna świrować i buntować :|

  • Dziecka nie mam, ale gdybym miała, nigdy nie zabrałabym go na taką konferencję. Może dlatego, że już wiem, jak to wygląda, wiem, że większość wykładów i prelekcji jest bardzo interesująca i po prostu nie chciałabym ich opuszczać, zajmując się dzieckiem w osobnej strefie? Może, gdyby tematy wykładów od razu Was zainteresowały, to też zdecydowalibyście się zostawić małą w domu, a sami pojechalibyście do Gdyni z zamiarem wyciśnięcia z See Bloggers jak najwięcej ;)
    A żeby Ci nie było smutno, to przyznam się, że miałam dokładnie taką samą przygodę z pakowaniem, niestety przegrałam z pogodą, bo u nas przez cały tydzień było gorąco i pierwsze co zrobiłam po dojechaniu do Gdyni, to udałam się do Riviery po długie spodnie ;)

  • Myślę, że pogoda na południu Polski wszystkich nas zmyliła i spodziewaliśmy się w Trójmieście prawdziwych tropików. Co do córki, to nie zostawialiśmy jej jeszcze z nikim na noc, więc to wpłynęło na decyzję. Bo gdybyśmy musieli ewentualnie wracać, to jednak 5-6 godzin jazdy. W Poznaniu były z nami babcie, które przejęły opiekę nad Sarą i dzięki nim udało nam się być w 100% na konferencji.

  • haha :) coś w tym jest. Najwidoczniej dzieci jak widzą inne matki na horyzoncie to udają aniołki, a później pokazują na co je stać.

  • ejjj nie jest źle ;) z dziećmi jest naprawdę super… no, może poza pracą i konferencją właśnie :P

  • Zdecydowanie, to jest świetny plan, jesteśmy umówieni! Dziewczyny będą już duże, więc z pewnością zaakceptują inną, niż znana opiekę.

  • W pełni rozumiem Wasze podejście. Ja też byłam z dzieckiem, głównie na rękach, bo Młody nie chciał być ściśnięty nosidłem, ani tym bardziej siedzieć w wózku. Nie mogłam go z nikim zostawić (ma 13 miesięcy). Wyniosłam coś z konferencji? Prawie nic. Własnie sama piszę relację u siebie na blogu. Wciąż ponoszą mnie emocje, więc z tego korzystam. Jednak moje zdanie jest takie, samo See Bloggers w przyszłości tak, ale nie z dzieckiem. :/

  • Magda, ja słyszałam, że dzieci najgorzej zachowują sie przy swoich matkach 🙄 Zaczynam w to wierzyć 😂

  • Ponoć to dlatego, że tylko przy matkach pozwalają sobie na pokazanie prawdziwej twarzy, bo czują się najbezpieczniej :p przy innych trzymają emocje na wodzy.

  • Ja pędizłam taksówką po bluze, bo przyjechałam w bluzce bez rękawów i z odkrytym brzuchem ;)

  • Wiesz, zastanawiałam się, czy pojechać, ale musiałabym zabrać ze sobą swojego 10 miesięcznego malucha. Chyba dobrze, że jednak zdecydowałam nie jechać. Ale w przyszłym roku nie odpuszczę :-D

  • Marcin Perfuński

    Ostatnia myśl tak bardzo moja. ;) Już kilka razy zastanawiałem się, czy nie wziąć rodziny ze sobą. Myślę jednak, że dzieci by się mocno nudziły. Jedynie najstarsza córka (8 lat) mogłaby uczestniczyć w prelekcjach, bo już wie, co to są blogi, zna YouTube’a i sądzę, że pójdzie drogą wyznaczoną przez tatusia. ;)

  • Zrobiłam błąd udając się na See z córką podczas pierwszej edycji. Nigdy więcej tego nie powtórzyłam. Pierwsza edycja była na 100-150 osób. Na sali 3 dzieci, w tym moje, które miało w tym czasie 1,5 roku. Jak zabieram ją wszędzie, na wszelkie wyjazdy, rejsy, loty – tak na tego typu wydarzenia już raczej nie.

  • Bardzo dziękuję za miłe słowa i udział w warsztatach :) I jedynie żałuję, że nie mieliśmy okazji dodatkowo pogadać na afterparty :) ps. zjedliście ostatniego dorsza w Przystanku Orłowo – dla mnie już nie starczyło :)

  • Człowiek to jednak uczy się na własnych błędach :). Jakby inni nie mówili, to zawsze musimy wszystko przetestować samemu. Nasza córka to mała podróżniczka, ale już nie zaplona uczestniczka konferencji.

  • Serio? Rośnie Ci konkurencja? Czy rozszerzacie rodzinny biznes by dotrzeć do nowych grup docelowych… haha :). Starsze dzieci mogą spędzić czas w strefie pod opieką animatorów – siedziałam tam długo i naprawdę było fajnie. Chociaż prawda jest taka, że jak masz świadomość, że za ścianą jest Twoje dziecko to zamiast iść na kolejną kawę z (nie)znajomym blogerem, zaglądasz sprawdzić co tez ono robi.

  • Myślę, że im dziecko większe tym trudniej, bo… świat je wzywa :D

  • Dokładnie! Cieszę się, że nie jesteśmy odosobnieni w naszych wnioskach. Choć tak jak wspominałam, my naprawdę wiele rzeczy robimy z dzieckiem, o których inni nawet nie pomyślą, że można… no, ale udział w konferencji nie wyszedł.

  • Marcin Perfuński

    Raczej rozszerzalibyśmy grupę docelową, bo moje córki idą chyba w jutuba. Biorą nasze telefony i nagrywają całe historie za pomocą figurek świnki Peppy, Strażników miasta itp. Na razie tego nie wrzucam, ale kurczę! – jest w tym potencjał. :D

  • dobre! to jak zrobicie, to nasza córka już niedługo będzie je oglądać, bo na razie jeszcze na youtuba nie zagląda :P

  • Podróże z Mamą i Tatą

    Na konferencji z dzieckiem nie byłam. Nawet 10 latek słabo wytrzyma warsztaty czy prelekcję która jej nie interesuje. Oczywiście w strefie dziecka można ją zostawić nawet zadzwoni ze swojego telefonu jak się znudzi, ale to może szybko nastąpić jak nie będzie jej rówieśników. Podróżowanie z coraz starszym dzieckiem jest coraz trudniejsze, bo trzeba brać pod uwagę jego zdanie i potrzeby, które potrafią się mocno rozmijać z naszymi. Najciekawsze są place zabaw i stoiska z chińskimi pamiątkami, a proponowane przez nas trasy za długie. My też nie umieszczamy zdjęć z kolejnym fochem, ale łatwo nie jest.

  • Jacek Zbieraj

    cała przyjemność po mojej stronie :) After party też żałuje, ale siła wyższa (choć niższa wzrostem) zadziałała inaczej. Mam nadzieję, że jeszcze to nadrobimy!
    P.S co złego, to nie my.. po nas zamówili 7 porcji dorsza.. to ONI!!! ;)

  • to jeśli mogę to podrzucę moje przemyślenia po See Bloggers -> ok. 4:30 wspominam o grupie parentingowej, zainspirowany naszym spotkaniem :)
    https://youtu.be/YEut9evUQlg

  • Jacek Zbieraj

    wyzwanie przyjęte ;) przy następnej okazji zabalujemy tak, że jak spytasz „która godzina”, to ja Ci powiem „spytaj lepiej który dzień tygodnia” ;D No, chyba, że po godzinie się zwinę zmieniać pieluchy…

  • Gdyby tylko na konferencjach był sztab niań ….:)

  • Jacek Zbieraj

    Czyli konferencje powinny być organizowane na spółkę z kongresem niań! :) Albo zrobimy letnie praktyki dla studentek i studentów pedagogiki! To jest myśl

  • Jacek Zbieraj

    Fakt! Im dziecko młodsze, tym łatwiej się podróżuje :) Ale kto da rade jak nie my? Sara na szczęście jeszcze fochów nie robi, po prostu wyraźnie manifestuje swoje niezadowolenie ;)

  • Na pewno bardzo chciałabym wziąć udział w takiej konferencji i za rok może mi się uda. Jednak maluszka zostawię w domu bo nie mogłabym sie skupić i wykorzystać tego przedsięwzięcia w pełni.

  • Dokładnie, przy matkach zwiększa się pewność siebie dziecka, ale zmniejsza się ta pewność siebie u matki :D

  • Sylwia Kolpuc

    hmm, patrząc na trójmiejską pogodę teraz to i tak w weekend trafiliście nieźle. Takie to w tym roku lato nad morzem, że trzeba je sobie wyobrazić. Podziwiam że wybraliście się razem. Chyba najbardziej męczące jest przełączanie się z roli uczestnika na rolę rodzica kilka razy na minutę. No i z dzieckiem trudno się wybrać na after ;)

  • Jacek Zbieraj

    Zdecydowanie warto mieć pomoc na miejscu, albo zostawić maluszka w domu. Rzeczywiście masz problem ze skupieniem się, bo czujesz, że dziecko jest blisko i chcesz z nim spędzić czas. Na BCPoznan udało nam się pojechać z babciami, które dzielnie opiekowały się Sarą, a my wtedy mogliśmy w pełni korzystać z konferencji.

  • Jacek Zbieraj

    After – zdecydowanie niemożliwy :) Chociaż na BCPoznan było kilkoro dzieci (dla nas to jednak nienajlepsze wyjście). Ale odrobimy lekcję na następny raz!
    Pogoda zdecydowanie nas nie rozpieszcza, we Wrocławiu też deszcze i chłód. Przydałoby się trochę kalifornijskiego słońca.. ahhh :)
    P.S pozdrawiamy i do następnego razu!

  • Dla mnie See Bloggers to najlepsza konferencja w kraju, choć osobiście uważam, że w tym roku trochę strefę travel odpuścili. Ale liczę na to, że w przyszłym wróci to do normy. Najfajniejsi w tym wszystkim są ludzie, ale też uważam, że najpierw trzeba kogoś znać z internetu, by nawiązać dobrą znajomość w realu. Ja jednak wróciłam z mnóstwem motywacji do działania.