Dolina Śmierci okazała się dla nas łaskawa

with 16 komentarzy

Mimo, że to najcieplejsze (na świecie) i najbardziej suche miejsce Ameryki Północnej, tego dnia wiało, padało i temperatura, mimo że chwilami osiągała 37 stopni, była do zniesienia. Nie czuliśmy tego sławnego „piekarnika”. Nie doceniliśmy wcześniej tego miejsca. Myślałam, że wjedziemy, zobaczymy i wyjedziemy. Jednak to co zastaliśmy na miejscu poraziło nas swoją różnorodnością. Gdybyśmy mieli planować podróż znowu, zarezerwowalibyśmy na to miejsce zdecydowanie więcej czasu. Kto wie, może nawet zdecydowalibyśmy się tu zanocować?

Plan był by wyjechać z Vegas o 6.00. Plany mają jednak to do siebie, że się zmieniają. Nie mogliśmy się dobudzić, mimo że nasz pobyt w Vegas w żaden sposób nie przypominał filmu „Co się zdarzyło w Las Vegas”, czy „KacVegas”. Nie wiem, może to te opary trawy na korytarzu tak na nas podziałały, że obudziliśmy się chwilę po 8. Co prawda Mariola z forum „Podróże w USA” i Magda z bloga tropimy.com pisały nam, że jeśli będziemy na miejscu po 10, to może być już za późno (za gorąco). Całe szczęście prognoza pogody spełniła się w 100% i zachmurzenie dało nam odetchnąć :).

Wychodzi zatem na to, że leniwy ma szczęście. Z Vegas wyjechaliśmy dopiero o 10 (sic!), bo wcześniej zajechaliśmy do Einstain Bros. Bagels na bajgle. Nie mogliśmy się powstrzymać, kiedy byliśmy tu trzy lata temu smakowały przepysznie!

Droga do Doliny Śmierci to 2,5 godziny jazdy. Trochę baliśmy się, czy temperatura pozwoli nam w ogóle wyjść z auta. Nie powiem, żeby była dla nas przyjemnością, bo to pustynia i pustynia, ale szybko minęła. Po drodze widzieliśmy nawet malutką trąbę powietrzną!

Widok Dantego w Górach Czarnych

Inaczej niż w innych odwiedzanych przez nas Parkach, na wjeździe do Doliny Śmierci nie sprawdzali nam biletu. Było miejsce, gdzie stał automat, w którym można było dokonać opłaty, ale naszej rocznej karty wstępu nikt nie sprawdzał.

Pierwsze kroki w Dolinie Śmierci skierowaliśmy na punkt widokowy Dante View, a tam… 18 stopni! Zanim zaczniemy przemierzać dolinę chcieliśmy spojrzeć na wszystko z góry i zobaczyć, czy w ogóle warto tam jechać :p. Widok okazał się nieziemski! To białe na dole to sól!

Planowaliśmy tylko spojrzeć na dolinę z punktu widokowego na parkingu, toteż nie wzięliśmy ani nosidła, ani lepszych butów. Jednak odległe o kilkaset metrów wzniesienie kusiło i postanowiliśmy sprawdzić, jak stamtąd widać dolinę.

Podróżujemy we czwórkę

Musimy Wam przedstawić żabę „KUM”. Dotychczas siedziała w aucie i czekała na nas, ale dziś Sara uznała, że najwyższy czas by także ona zobaczyła trochę świata:D. Kiedy pokazaliśmy żabie już co widać ze wzniesienia i zdążyliśmy ją dwa razy zgubić, skierowaliśmy się ku kolejnemu punktowi widokowemu.

Wiatrzysko na punkcie widokowym „Zabrieskie Point”

Kiedy wsiadaliśmy do auta w Dante View zaczynało kropić, gdy dojechaliśmy do kolejnego punktu ostro wiało, ale po deszczu nie było śladu. Na termometrze zaledwie 22 stopnie, to i tak cieplej niż na poprzednim punkcie (18). Zobaczyliśmy, że punkt widokowy dostosowany jest dla osób niepełnosprawnych, więc tym razem wzięliśmy wózek. Zobaczcie na te widoki!

Jednak na górze, Sara pozazdrościła nam wiatru we włosach i stanowczo zażądała wyciągnięcia z wózka.

Tuż obok parkingu było wejście na szlak i ostrzeżenie, żeby nie wychodzić po 10 rano, bo może być bardzo gorąco! Mimo wspomnianych 22 stopni postanowiliśmy nie sprawdzać.

W Muzeum Doliny Śmierci

Naszym kolejny punktem był Visitors Center i muzeum interaktywne, gdzie poczytaliśmy i posłuchaliśmy strażników o budowie genealogicznej, florze, faunie i pierwszych osadnikach, a także… mogliśmy podziwiać gwieździste niebo nad doliną – WOW, robi wrażenie.

Centrum położone jest na wysokości 62 metry poniżej poziomu morza. Obok znajduje się termometr, który podczas naszej wizyty wskazył 99 stopni Fahrenheita, czyli „jedynie” 37 stopni. To mało, bo najwyższa odnotowana tutaj temperatura to 134 stopni F (57 stopni C)! Uff, dobrze, że nasze zwiedzanie przypadło na maj i przyznam, że nie zdecydowalibyśmy się na zwiedzanie doliny w najcieplejszych miesiącach roku.

Najniżej położone miejsce w Ameryce Południowej

Wybraliśmy się też na słone jezioro Badwater, które jest kwintesencją parku. Przeszliśmy się po suchym, szeleszczącym podłożu. Sprawdziliśmy, czy słone, słone! Chciałam żeby Sara pochodziła po soli, bo to ciekawe wrażenie, ale kiedy spojrzałam do nosidła okazało się, że smacznie śpi. Przeszliśmy zatem jeszcze kawałek, za ostatnich zwiedzających, tak, że już nie widzieliśmy kreski z zaznaczonym przy parkingu poziomem morza i biegiem wróciliśmy do auta, bo słońce zaczęło wychodzić zza chmur. Później sprawdziliśmy na zegarku i okazało się, że przeszliśmy prawie 2km Dolny Śmierci… uff, dobrze, że nie było słońca ;).

Lekcja geologii

Park jest prawdziwym rajem dla geologów. Dla nas, totalnych laików, to tylko możliwość by podziwiać kolory skał oraz ich rozmieszczenie. Przekonaliśmy się o tym podczas przejazdu trasą widokową Artists Palette. Czerwień, żółć, ale też błękit i zieleń! Niebywałe!

W tym miejscu na cztery stojące samochody, trzy należały do Polaków :). Okazało się, że tak jak my zmierzają oni w stronę Narodowego Parku Sekwoi. Kto wie, może jutro spotkamy się znów.

Narodowy Park Doliny Śmierci jest olbrzymi

Nie wiem jak to się stało, a może wiem, ale głupio przyznać :p, ale podczas planowania trasy z Doliny Śmierci do naszego dzisiejszego hotelu mieliśmy 3 i pół godziny. Kiedy wsiedliśmy do auta około 16.30 GPS wskazał „5 godzin” – oj nieeee! A Kika dni temu pisaliśmy, że to najdłuższy odcinek mamy już za sobą. Wychodzi na to, że mapy zrobiły nam psikusa… chociaż prawda jest niestety inna. Po prostu zapuściliśmy się w parku za daleko w innym kierunku niż jechaliśmy dalej. Park Narodowy Dolina Śmierci jest olbrzymi! Z punktu, w którym byliśmy wyjeżdżaliśmy ponad 2 godziny!

Auto ledwo zipie

Nasze auto miało do pokonania tysiące przewyższeń. Do parku wjechaliśmy z poziomu 927 m n. p.m. by wdrapać się na punkt widokowy na 1 669 m n.p.m.. Później zjechaliśmy do Visitors Center na -62 m p.p.m., później Badwater na -86 m p.p.m.. W międzyczasie podjazdy i zjazdy na trasie widokowej. Ale to nie wszystko. Kiedy już zarządziliśmy koniec zwiedzania i zaczęliśmy kierować się ku wyjazdowi z poziomu -86 m p.p.m. wjechaliśmy na 1511m , potem zjazd na 300m, potem znów 1500m, zjazd na 300m i wjazd na 1000m – nieźle, co nie? :P Do tego liczne zakręty i strome zbocza! A na poboczach znaki, które informowały, żeby wyłączyć klimę, co by nie przegrzać auta.

Ale Sara daje radę

Droga upływa nam na śpiewach, tańcach, rymowankach oraz skokach żabą. Bowiem nasz towarzysz podróży skacze po całym samochodzie. Ma do nóżki przywiązany sznureczek, dzięki czemu możemy wyciągnąć ją z każdej szczeliny. A on skacze i ukrywa się w różnych dziwnych miejscach. Wszystko tylko po to by zwalczyć nudę!

Nuda, co tu kryć, niestety jest. Raz okazała się tak wielka, że zatrzymaliśmy się w sklepie pośrodku pustyni i siedzieliśmy sobie na bujanym fotelu, wraz z localsami. Patrzenie w pustynię okazało się być zdecydowanie ciekawsze niż jazda autem. Ciekawe było również słuchanie komentarzy miejscowych na temat turystów :P Dwaj starsi panowie z wąsem i w kapeluszach, siedzieli na tych bujanych fotelach z mrożoną herbatą w ręku i używali sobie po całości z wszystkich gości bez koszulek, w klapkach (lub bez), zachwycali się samochodami, albo i nie ;) Niestety (albo stety;)) nie słyszeliśmy nic o sobie.

Cóż tu dużo mówić. Dzisiejsza podróż była ciężka. Nam daje się we znaki, a co dopiero dziecku. Ale to już naprawdę ostatni raz (oby!). Bo w kolejnych dniach czeka nas dużo chodzenia i … odpoczynku. Na przykład jutro zamierzamy zjeść drugie śniadanie w cieniu Sekwoi.

  • U nas też deszcz, wiatr i chmury :)

  • czyli mówisz, że nie wracać??

  • Zbieraj się no jak chcielibyście mieć „Kac Vegas” to wystarczyło się na „oglądanie” seriali umówić do Tomasz Sgtokar :D

  • organizujcie grilla, zrobimy Mleko Vegas :D

  • Zbieraj się zapraszam jak tylko wrócicie :)

  • Czy moglibyście napisać jaka dokładnie kupiliscie kartę żeby mieć dostęp do internetu. Wyruszamy z rodziną w Wasze ślady za tydzień i zastanawiam się co kupić na miejscu. Mieliście problemy korzystając z Google Maps?

  • Czesc, kupilismy roczna karte https://www.nps.gov/planyourvisit/passes.htm#CP_JUMP_5088574 za 80$. Kupisz ja w kaZdym parku (budka straznika lub visitor center). Jesli chodzi o mapy, to tuz przed prZyjazdem zainstalowalismy na telefonie offline’owe mapy Here(bezplatna appka) i dzialana swietnie. Mapy google uzywalismy tylko do planowania trasy i trzeba je traktowac bardzo pogladowo. Parki sa olbrzymie i maja mnostwo punktow do zwiedzania. Przy planowaniu trasy jako od odnosnik bralismy tylko glowny punkt parku, a potem okazalo sie, ze w samym parku robilismy dodatkowe 100mil, wiec czas trasy sie wydluzal.
    P.s parki sa swietnie zorganizowane, na wjezdzie zawsze dostaniesz mape z trasami.

  • A ja myślałam że żaden krajobraz przez Was pokazywany już mnie nie zaskoczy.Tutaj mam wrażenie że pokazujecie reprodukcję przepięknych obrazów!!! Cieszę się że chcecie troszkę zwolnić tempo i odpocząć,bo ja czytając,przeżywam razem z Wami i upały i wiatr i monotonię pustynnego krajobrazu…Mocno ściskam,szczególnie naszą dzielną malutką podróżniczkę Sarę i trzymam za Was kciuki w dalszej podróży!!!:):):)

  • Dzięki za odpowiedź. Z kartą chodziło mi o kartę żeby mieć dostęp do internetu. O kartę do telefonu �

  • Wojciech Łukasiewicz haha, no tak, odpowiadałem jeszcze śpiąc. Tym razem w końcu nie kupiliśmy karty do internetu, korzystamy w wifi rano i wieczorem, jedynie w Las Vegas mieliśmy problem ze słabym łączem. Aplikacja Here pozwala na korzystanie bez konieczności posiadania Internetu. W wielu miejscach sieci po prostu nie ma! Jak byliśmy trzy lata temu to kupiliśmy kartę SIM (to trzeba podkreślić) AT&T. Kartę rejestrujesz na paszport, nie było problemu, ale trzeba liczyć, że zajmie to trochę czasu.

  • Czadowo, jak wrocicie i skonczycie szalec z tym wyzwaniem swoim, to musimy sie spotkac. Macie co opowiadac :)
    Pozdrowki, tak trzymac!

  • Haha, wyzwanie trwa donkonca roku:) ale mozemy sie wybrac na wspolny oddech w gory:)

  • Zbieraj się deal!

  • Fakt, czasami sami myslimy, ze to fotomontaz, te widoki:)

  • MEYA

    Fenomenalne to gwieździste niebo!Żaby Kum pilnujcie!!!a czy żaba jechała już z Sarą w wózku?:-)

  • admin

    Mega, szkoda, że nie udało nam się zobaczyć tego na żywo. Nadrobimy w Polsce (Izery, albo Bieszczady). Chociaż Dolina Śmierci, to największy Park Ciemnego Nieba na świecie.