Dziecko chore na wakacjach

with 18 komentarzy

Strach przed tym, że nasze dziecko zachoruje podczas zagranicznych wakacji paraliżuje wielu, którzy o takich podróżach marzą. Niektórzy rezygnują z dalekich podróży, jeszcze inni rezygnują z dzieci… Nas nie przestraszył. Z kilkumiesięcznym niemowlakiem pojechaliśmy na pierwszą wycieczkę zagraniczną. Z 15-miesięczniakiem zjeździliśmy zachodnie stany USA. Wróciliśmy cali i zdrowi! Choroba przyszła później. A wraz z nią refleksja, co by się stało, gdyby Sara zachorowała jednak na wakacjach? Czy nasz entuzjazm do podróżowania z dzieckiem wciąż byłby taki sam?

Dziecko chore na wakacjach to stres. Co w takiej sytuacji robić: wracać, nie wracać? Gdzie znaleźć lekarza, z którym uda nam się dogadać? Gdzie kupić leki? Takie pytania stawiamy sobie myśląc o wakacjach z dziećmi. Jednak często zamiast po prostu znaleźć na nie odpowiedzi, rezygnujemy z marzeń, odkładając je na później, które może nigdy nie nadejść. Często zamiast szukać rozwiązania skupiamy się na potęgowaniu strachu i nakręcamy sytuację.

Rodzice są z zasady rozsądni

Pamiętam, że kiedy jeszcze nie miałam dziecka, koleżanka z pracy opowiadała o swoich znajomych, którzy z dziećmi (w tym z niemowlakiem) polecieli na wakacje do Stanów… większość czasu spędzili na poszukiwaniach lekarzy i aptek. Z podróży nici, no bo jak podróżować z gorączkującym maluchem? O tyle, ile w przypadku własnej choroby, zazwyczaj wiemy na co możemy sobie pozwolić i czasem ryzykujemy: idziemy w góry mimo przeziębienia, wchodzimy do wody z katarem, czy jedziemy w daleką podróż biorąc antybiotyk itp. Jest to mniej lub bardziej rozsądne, ale w przypadku chorego malucha powinniśmy być wyłącznie rozsądni. W końcu jesteśmy rodzicami.

Wiele osób w obawie przed taką sytuacją rezygnuje. Czasem z posiadania dziecka, bo przecież tyle miejsc jest jeszcze do zobaczenia :p, a dziecko może im w tym tylko przeszkadzać :p.

Najważniejsze to nie dać się strachowi

Nie rezygnuj. Z niczego. Najważniejsze jest to, czego chcesz. Jeśli marzysz o wakacjach w dalekim kraju i możesz sobie na nie pozwolić, nie daj się strachowi. Oczywiście pamiętaj o pewnych zasadach i nie bierz dziecka do amazońskiej dżungli, czy na afrykańskie safari. Chociaż pewnie znajdą się i tacy, dla których nie jest to nic nadzwyczajnego i niebezpiecznego, ale to pewnie doświadczeni podróżnicy. Chcesz lecieć do Grecji? – leć! Wyspy Kanaryjskie? Tam też są lekarze i apteki.

Naprawdę, mam wrażenie, że wielu rodziców często demonizuje dalekie, zagraniczne podróże i obawy przed chorobami, zapominając o tym, że to w Polsce pogoda latem zmienia się jak w kalejdoskopie, a kiedy za oknem pada, a my siedzimy w nieogrzewanym domku na kampingu, o katar, czy przeziębienie nie trudno.

Demonizujemy też samo posiadanie dzieci, ale o tym nie dziś :).

Choroba może zdarzyć się wszędzie, także na wakacjach

Przejechaliśmy z Sarą ponad 5,5 tys. km w klimatyzowanym samochodzie. Często zmienialiśmy wysokość nad poziomem morza, a co za tym idzie: ciśnienie, pogodę i temperaturę. Spaliśmy w 15 różnych miejscach, jedliśmy w kilkudziesięciu. To był bardzo intensywny czas. Choroba nie przyszła. Żadna! Nie złapaliśmy nawet najmniejszej infekcji, nawet kataru! Czy o niej myśleliśmy? NIE! Co nie znaczy, że nie byliśmy na nią przygotowani. Apteczka nienaruszona wróciła do Polski (byliśmy przygotowani, chociaż wszystko spokojnie moglibyśmy kupić w USA).

<< Zobacz jak wyglądał plan naszej podróży po zachodnich stanach USA >>

Wróciliśmy do domu, kontynuując naszą ideę zielonych weekendów i mikrowypraw, a nagle pewnego dnia BACH – Sara zachorowała, a jej choroba trwała 3 tygodnie. Wysoko gorączkowała przez 2 tygodnie, przypałętała się trzydniówka, potężny katar, kaszel, zapalenie ucha, a później kiepska morfologia i powiększona wątroba – łatwo nie było. Te 3 tygodnie dały mi bardziej w kość niż 15 miesięcy razem, tym bardziej, że… sama zachorowałam.  Chyba przez empatię:p (zawsze tak mam kiedy choruje Jacek). Skończyło się na antybiotyku. Do dziś, nie doszłam do siebie i po weekendzie nad morzem znów jestem przeziębiona.

dziecko chore na wakacjach

 

Pierwsze dwa tygodnie choroby były straszne, właściwie cały czas miałam dziecko na rękach i na piersi. Zaczęłam sobie myśleć: co by było gdyby ta choroba przyszła 2 miesiące wcześniej, np. wtedy kiedy byliśmy nad Wielkim Kanionem, czy w Dolinie Śmierci, czyli w połowie zaplanowanej  trasy… daleko do domu (do lotniska, a potem kilkunastogodzinny lot)… daleko do dużego miasta.

Słabo.

Dziecko chore na wakacjach… czyli co by było gdyby

Byłoby ciężko. Byłoby źle.

Pewnie skończyłoby się na łzach, nie tylko córki ale i naszych. Poczucie bezsilności. Bo z jednej strony olbrzymia troska o naszego malucha i chęć zrobienia wszystkiego, żeby jak najszybciej wyszło z choroby, a z drugiej po prostu taka zwykła ludzka złość i rozczarowanie… bo wszystkie plany i marzenia nagle przez głupią chorobę biorą w łeb i nasz długo wyczekiwany wyjazd kończy się pokoju hotelowym.

Tyle, że… w domu też tak jest. Płakałam, kiedy kolejną noc termometr nagle, ni z tego ni owego wskazywał 40 stopni. Płakałam wychodząc od lekarza z diagnozą: zapalenie ucha i antybiotyk, bo Sara była taka słaba i bezbronna, ja też robiłam się coraz słabsza, a mój kalendarz zadań pękał w szwach. Płakałam i złościłam się, że mimo pięknej pogody za oknem, my kisimy się w domu i co gorsza… nikt nie wie, kiedy to się skończy.

Choroby, czy na wakacjach, czy nie, nie przewidzisz. Może się zdarzyć. Może się jednak nie zdarzyć!

Nam się nie zdarzyło zachorować w podróży, ale w domu i owszem. Czy to zatem znaczy, że w obawie przed chorobą nie powinniśmy być w domu?

Dziecko chore na wakacjach – co robić?

Moim zdaniem przede wszystkim nie tracić zimnej krwi i jeszcze przed wylotem dobrze się do takich wakacji przygotować. Kompletna apteczka i rozeznanie w sytuacji: „co robić gdy” – to podstawa rozsądnego rodzica. Do dziś pamiętam moje przerażenie, kiedy córka po raz pierwszy w życiu dostała gorączki, miała kilka miesięcy, a ja zupełnie nie wiedziałam co w takiej sytuacji robić.

Najważniejsze to jechać na wakacje ze świadomością, że w kraju, do którego jedziemy też żyją ludzie, (ba!) żyją także dzieci i co więcej, chodzą do lekarza! Jeśli zatem nie  planujecie amazońskiej dżungli, gdzie zamiast lekarza trzeba by korzystać z pomocy szamana, czy znachora, to lekarza można znaleźć wszędzie, tłumacza także.

dziecko chore na wakacjach

Właśnie z tego powodu zdecydowaliśmy się żeby pierwszą daleką podróż z córką odbyć do Stanów, gdzie nie ma bariery językowej, a i opieka medyczna jest w na odpowiednim poziomie. Kusiła nas Azja i Karaiby, ale mieliśmy obawy, więc postawiliśmy na kraj, w którym czujemy się dobrze i znamy jego kulturę.

Poza tym żyjemy naprawdę w fajnych czasach. Prawie z każdego miejsca na ziemi możemy skonsultować się z polskim lekarzem (My mamy taką opcję i często, nawet będąc w Polsce, korzystamy z telefonu, czy chata medycznego z lekarzem).

(Nie) myśl co może Ci się przytrafić

Bądź przygotowany na chorobę, ale nie myśl o niej przesadnie. Kilka ładnych lat temu byliśmy na wakacjach w Tunezji i pojechaliśmy na trzydniową podróż na Saharę. Do tematu jedzenia podeszliśmy na luzie. Jedliśmy i piliśmy normalnie. Oczywiście nie ryzykowaliśmy i nie piliśmy niebutelkowanej wody, nie jedliśmy w knajpach, gdzie na pierwszy rzut oka było widać brud i  robactwo.

Nie mieliśmy żadnych problemów żołądkowych. Inaczej nasi znajomi, których poznaliśmy podczas wyprawy, od pierwszych chwil przeżywali, że tu wszędzie jest brudno. W pewien sposób swoim ciągłym narzekaniem sami ściągnęli na siebie kłopoty. Nie znaczy to jednak że nie dbaliśmy o higienę i bezpieczeństwo. Dbaliśmy, ale nie była to nasza główna aktywność podczas wyjazdu, a nasze myśli bardziej koncentrowały się na tym co widzimy, niż na tym „co złego może nam się przytrafić”.

Przed wyjazdem warto zaopatrzyć się w kompletnie wyposażoną apteczkę, najlepiej jej skład skonsultować z lekarzem lub farmaceutą. Poczytać na temat chorób i miejsca do którego jedziemy, a także opieki i służby zdrowia na miejscu. Na stronie MSZ znajdziemy kompletne informacje. Trzeba też pamiętać o ubezpieczeniu, które pokryje ewentualne koszty leczenia (jeśli to miejsce poza UE).

Nie pojadę na dalekie wakacje, bo…

Hmm… czy pod wpływem naszego chorowania zmieniamy nasze podróżnicze plany? Nie, nie zmieniamy. Dalej mamy bardzo ambitną listę!

Chcieliśmy tylko powiedzieć i zaapelować:

Jeśli nie chcesz jechać na dalekie wakacje, bo

  • nie jest to twoje marzenie,
  • szkoda Ci pieniędzy,
  • wolisz odpoczywać w domu,
  • boisz się,
  • … lub cokolwiek innego

to po prostu o tym powiedz, a nie mów nam o rozsądku lub jego braku.

Nie buduj w nas poczucia „złych rodziców”, którzy nie mają wyobraźni i nie wiedzą „co może się stać gdy dziecko zachoruje”. Uwierz, że wiemy. Nie damy się jednak zniewolić strachowi. Bo choroba może się zdarzyć, ale jest prawdopodobieństwo, że jej nie będzie.

A Ty? Czy domniemana choroba dziecka sprawia, że zmieniasz wakacyjne plany?

  • Super tekst. Piękna podróż. A choroba może zdarzyć się wszędzie – większe prawdopodobieństwo że akurat w domu. Trzeba pokazywać małemu szkrabowi świat :) A na wakacjach w razie W, należy być przygotowanym :)

  • Wszędzie żyją ludzie i zawsze w ostateczności może pomóc.

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Zgadzam się – choroba może dopaść nas wszędzie i nie warto rezygnować ze wszystkiego i nadmiernie się ograniczać. My przed naszym tegorocznym wyjazdem do Chorwacji wyrobiliśmy EKUZ – a dodatkowo wykupiliśmy ubezpieczenie. Trzeba się zabezpieczyć – ale również wyzbyć czarnowidztwa :)

  • Tosia zachorowała nam na wakacjach rok temu, musieliśmy z tego powodu zweryfikować plany i z części atrakcji zrezygnować, ale myślę, że ona nie odczuła żadnej straty. A to w tym wszystkim najważniejsze.

  • Zimna krew to podstawa. Przeżyliśmy chorobę, a raczej zatrucie pokarmowe niespełna rocznej córki na wakacjach w Turcji. Gdyby nie to, że karmiłam piersią, to na bank byśmy wylądowali w szpitalu z powodu odwodnienia… Z drugim dzieckiem myślę, że jednak będę ostrożniejsza.

  • Jak zawsze lekarstwem na wszystko okazuje się pierś <3. ps, My już powoli myślimy o odstawieniu, tzn. ja, bo córka ani myśli (16 miesięcy)

  • Wiem coś o tym ;) Nam udało się odstawić dopiero gdy mała miała 2 lata, a i tak nie było łatwo

  • Na szczęście podczas wakacji nie trafiały się nam choroby, z wyjątkiem jednego złamania ręki na placu zabaw. Zawsze jednak wcześniej sprawdzaliśmy, gdzie moglibyśmy się udać po pomoc w razie potrzeby. :)
    Bookendorfina

  • Wygodnicki

    Ja podróżując z moją żoną i dwójką dzieci od roku zawsze mamy apteczke, moze do tej pory raz sie tylko przydala (na szczescie). aAkurat nasz maly Kubuś spadł z rowerka i niezle zdarł sobie skore, mielismy Linoseptic dzikei ktoremu rana szybciej sie zagoila i nie pieklo tak jak po spirytusie.

  • A ja zaliczyłam chorobę dziecka we Wiedniu. Dzięki bardzo „rozsądnej” mamie, która wzięła chorego maluszka do knajpy, w której były inne dzieci i o chorobie dziecka raczyła powiedzieć dopiero po kilkudziesięciu minutach wspólnej zabawy. Dzień później gorączka i gile do pasa u mojej. Środek nocy. A my nie mieliśmy nic prócz paracetamolu. Dziecko 6-miesięczne. Maciek w środku nocy zjeździł pół Wiednia w poszukiwaniu aspiratora do kataru. Od tamtej pory już go zabieram w podróż ;)

  • Dobrze, że to się stało w Wiedniu, a nie na jakiś norweskich bezdrożach.

  • Dokładnie, apteczka to podstawa na wyjeździe ;). Oby nam się nigdy nie przydawała!

  • Bebe Talent

    Zrobiliśmy z 11-miesięcznym dzieckiem ponad 3,5 tys km. Było fantastycznie, ominęły nas wszelkie choroby. Mała zniosła podróż bardzo dobrze, wszystko ją interesowało. Zwiedziliśmy sporo, bo jeszcze dobrze nie chodziła, wiec wsadzaliśmy ją do wózka i w drogę. Choroba tez przyplątała nam się w domu. Spędziliśmy kilka dni w szpitalu. Ogromny stres dał w kość całej rodzinie, dlatego nie możemy już się doczekać kolejnego wyjazdu.

  • admin

    To dokładnie tak jak u nas! Też odliczamy dni do jakichś wakacji i liczymy, że zmiana klimatu sprawi, że wszystkie choróbska pójdą precz! ps. a gdzie byliście z Maluchem?

  • Joanna Kołpak

    My bierzemy ze sobą jakieś podstawowe leki. Ostatnio nad Bałtykiem dopadło nas jakieś przeziębienie i mimo wszystko wypoczynek się udał. Pokonaliśmy chorobę choć robiłam już rozeznanie gdzie przyjmuje lekarz.

  • admin

    Super, że udało się bez lekarza! To pewnie przed nadmorskie powietrze ;)

  • Karolina Borycka

    W podróży nigdy nic nie wiadomo, więc pól apteki sie zabiera, ale to dobrze, bo czasami jest potrzebne. Lepiej dmuchać na zimne.

  • Zrezygnowac z wakacji z obawy ze ktos moze zachorowac? Eh nie dajmy sie zwariowac, przez to nic zlego. Niektore leki przeciez mozna wziac ze sobie.