Czy kochasz miejsce, w którym mieszkasz?

with 106 komentarzy

Od kilku dni jestem z córką na feriach u mojej mamy. Idę na przedpołudniowy spacer i widzę Karkonosze. Czasem widać tylko ich zarys lekko majaczący zza mgły, a czasem wyglądają tak, jakbym mogła dotknąć je ręką. Wiem, że tam są i nic tego nie zmieni. Taki punkt odniesienia, którego tak bardzo brakuje mi we Wrocławiu. Bo Poltegor mógł runąć, a Śnieżka zawsze będzie na swoim miejscu. Taki życiowy pewnik. Jest mi dobrze, jak nigdzie indziej. Może właśnie dlatego nigdy nie poczuję się Wrocławianką. Bo gdy patrzę przez okno widzę jedynie budynki. Czy zatem chcę tutaj wrócić? Nie wiem.

Zbieraj się, góry

Urodziłam się w Jeleniej Górze. Wychowałam 7 km od niej, w Staniszowie położonym na Wzgórzach Łomnickich z przepięknym widokiem na Karkonosze. Od 12 lat mieszkam we Wrocławiu, czego zawsze bardzo chciałam. Kilka tygodni temu spotkałam znajomą, która powiedziała, że Wrocław nie jest dla niej, bo ona nie jest wielkomiejska. Później dużo o tym myślałam. Stawiałam sobie pytanie, czy ja jestem, skoro wciąż tęsknie za moją malutką wioseczką u stóp Śnieżki? Przecież tak marzyłam o tym, aby wyprowadzić się do dużego miasta.

Blask wielkiego miasta

Chciałam mieć wszystko w zasięgu ręki: szeroki wybór miejsca pracy, ciekawe wydarzenia, teatry, kina, sklepy, szkoły, przedszkola. Było też prozaicznie, chciałam po prostu, żeby autobus jeździł często. Serio. Tak po prostu chodziło o zwykły czerwony autobus. W miejscowości, w której się wychowałam, autobusy do domu miałam co godzinę. Jeśli spóźniłam się na ten o 7.20, nie miałam szansy już ani na pierwszą, ani na drugą lekcję. Ostatni powrotny był o 20.20. Dla nastolatki to był prawdziwy dramat. Nie chciałam by moje dzieci też miały takie marzenia. Dlatego marzyłam, że wychowam je we Wrocławiu. Teraz nie jestem już tego taka pewna.

Plac Grunwaldzki,Olgierd Rudak
Węzeł przesiadkowy na Placu Grunwaldzkim we Wrocławiu, fot. Olgierd Rudak
Mama z miasta Wrocław

Dziś jestem mamą z wielkiego miasta. Tak, Wrocław to przecież Europejska Stolica Kultury i czwarte co do wielkości polskie miasto. Złoszczę się kiedy na ulicy nie ma podjazdu dla wózka, a krawężnik jest za wysoki, irytuje kiedy na parkingu w centrum handlowym szukam miejsca do parkowania dla rodzin. Chodzę na zakupy o 22, często jem „na mieście” i lubię mieć świadomość, że wszystko mam na wyciągnięcie ręki. W czasach „sprzed dziecka”, częste wizyty w kinie, wieczorna sauna, czy włóczenie się po wrocławskim rynku około północy były moją codziennością.

Wielkomiejskie dziecko

Moje dziecko, co prawda nie oddycha świeżym powietrzem, nie raczkuje po trawie i nie patrzy każdego ranka na góry, ale ma inne atrakcje. Podczas gdy „wiejskie” dzieci skaczą w kałużach i puszczają kaczki na stawie, my chodzimy na pływanie dla niemowląt. Mała nurkuje już jak zawodowy pływak. Bardzo to lubi, a ja wierzę, ze taka aktywność wpłynie pozytywnie na jej zamiłowanie i predyspozycje do sportu. Dbamy też o kulturę już od najmłodszych lat, w czwartki chodzimy na „Gordonki” w Centrum Edukacyjnym Narodowego Forum Muzyki. Pod okiem niezwykle utalentowanej Pani Martyny, Sara osłuchuje się z muzyką (uwielbia jazz :D), poznaje instrumenty i ma kontakt z dziećmi. Później biegiem na seans filmowy podczas Wózkowni w kinie Era Nowe Horyzonty. Jeśli nie mamy ochoty na kino zawsze są zajęcia Buggygym we wrocławskich parkach (pisałam Wam o nich tutaj).

Na wyciągnięcie ręki są też sale zabaw, sensoplastyka, spektakle dla maluchów w Teatrze Lalek, czy też joga dla mam, salsa dla chustujących rodziców i wiele innych rzeczy, na które najzwyczajniej w świecie nie mamy już czasu. Prócz tego duże miasto to szerszy wybór żłobków, przedszkoli i klubów dla dzieci. Placówka państwowa, czy prywatna, pedagogika Montessori, a może przedszkole katolickie – naprawdę jest w czym wybierać. Jasne, mogłoby być ich więcej i mogłyby być tańsze, ale są! Mamy też dostęp do specjalistów. Począwszy od lekarzy, rehabilitantów przez promotorów karmienia piersią na doradców chustonoszenia kończąc.

Miejsca przyjazne aktywnym dzieciom

Na porządku dziennym są restauracje i miejsca przyjazne rodzicom z małymi dziećmi. Do dziś pamiętam pogardliwy wzrok pani z kawiarni w Cieplicach, którą zapytałam, czy przypadkiem nie mają miejsca, w którym mogłabym swobodnie przewinąć 3-miesięczną córkę. Podczas gdy kilka dni wcześniej obsługa nowej restauracji we Wrocławiu sama z siebie przepraszała nas, że jeszcze nie zakupili przewijaka, ale pomogą nam coś zorganizować. Oczywiście generalizuje, bo zarówno w małych miastach są miejsca przyjazne, jak i w dużych nieprzyjazne. W dużych jest po prostu większy wybór.

W mieście jest wszystko, nie tylko często kursujący autobus

Miasto nakręca do działania. Tutaj nie sposób żyć wolno i nie wypada stać w miejscu. Kiedy wokół tyle możliwości to wstyd z czegoś nie skorzystać. Jarmark bożonarodzeniowy?! – Idziesz, czy tego chcesz, czy nie. No dobra, ja nie byłam :). Szeroki rynek pracy – super! Jednak, kiedy uświadamiasz sobie, że dojazd do biura zajmuje Ci minimum 45 minut, to nie jest już taki plus. W rezultacie, ta ciągła gonitwa sprawia, że miasto wysysa energię, nie dając nic w zamian. Całe dnie spędzasz w zamkniętej przestrzeni. Patrzysz w okno i … widzisz kolejne budynki.

Kiedy zatem wracam „do domu”, w Karkonosze, uświadamiam sobie jak bardzo za tym tęsknię. Za górami, które towarzyszą w każdej czynności, patrzą z oddali jak jem śniadanie, biegnę na autobus, czy idę na spokojny spacer. Tutaj mam czas na to by spojrzeć w górę i rozkoszować się widokiem ośnieżonych szczytów.

Zbieraj się, zalew Sosnówka

Powtórzę zatem pytanie: czy kochasz miejsce w którym mieszkasz?

Nie. Nie kocham.

Sky Tower nie zastąpi mi gór. Dźwięki syren w niczym nie przypominają świergotu ptaków o poranku, a świecące całą noc latarnie nie są rozgwieżdżonym niebem. Park jest sztuczny i nie pachnie naturą, a plac zabaw pod blokiem otoczony płotkiem i nadopiekuńczym okiem innych mam i sąsiadek nie sprawi, że moje dziecko poczuje się wolne, samodzielne i nie rozwinie swojej wyobraźni. Miasto, które z pozoru daje nam nieograniczony wybór, bezpowrotnie coś nam odbiera. A wielkomiejskie atrakcje to tylko nagroda jaką otrzymujemy za brak wolności i natury na wyciągniecie ręki. Czy są tego warte? Ja wciąż nie wiem.

A ty?

  • Ja mieszkam w Jeleniej Górze z widokiem na Śnieżkę :)

  • My mieszkamy pod Wrocławiem i mi że bardzo lubię to miasto to nie zmieniła bym miejsca zamieszkania.

  • a gdzie mieszkacie? my rozglądamy się po okolicy, żeby choć mieć kawałek ogródka, ale wciąż nas nic nie urzekło :(

  • A ja uwielbiam Wrocław, który po 5 latach wydaje mi się taki niewielki. Kocham to, że mam tyle możliwości na wyciągnięcie ręki. Moja rodzinna miejscowość wydaje mi się za mała i zbyt ograniczona. Autobusy też co godzinę, chociaż obecnie poruszam się już na szczęście autem, kiedy tu jestem. A gdybym miała wybierać gdzie chciałabym zamieszkać, to miałabym trudny wybór pomiędzy Warszawą, a Trójmiastem.

  • Świetny tekst. Ja też często się nad tym zastanawiam i mimo, że często wracam do domu rodzinnego na wieś i wypoczywam na łonie natury to czuję, że właśnie Wrocław to moje miasto. Już po pierwszym roku studiów wiedziałam, że tu zostanę :)

  • Ja też lubię to miasto, ale nie ma tej miłości. Doceniam wszystkie możliwości jakie daje mi mieszkanie tutaj i chętnie z nich korzystam. A jeśli chodzi o Trójmiasto to rozważamy :) bo tak samo jak góry kochamy morza i oceany :)

  • Ja im dłużej mieszkam tym mniej jestem tego pewna :) Kończąc studia kilka lat temu byłam przekonana, że zostanę tu na zawsze. Ba! nawet przekonałam do tego mojego męża, który miał w planach powrót do rodzinnego Wałbrzycha. Dzisiaj mam mega mieszane uczucia.

  • cudownie! zazdroszczę :) ale tak pozytywnie!

  • Wpis bliski mojemu sercu, bo ja teraz jestem rozdarta między Lubin a Wrocław, chociaż te miasta wcale nie są tak od siebie daleko…

  • trudne to takie, najlepiej byłoby móc być w dwóch miejscach jednocześnie :) A Lubin znamy, przejeżdżamy zawsze w drodze nad morze.

  • Może nie mieszkam w najpiękniejszym miejscu Polski, ale z każdym rokiem lubię swoją wieś coraz bardziej :)

  • Od kilku lat jeżdżę z Mężem właśnie w okolice Jeleniej, dokładnie do Lubiechowej (pisałam o nim u siebie „Pijani powietrzem”). Zakochałam się na amen. Marzy nam się tam dom z ogórdkiem. Z chęcią zamieniłabym miasto (nie, właściwie wieś, bo od kilku lat mieszkam już poza Warszawą) na życie bliżej natury. I choć ja od urodzenia mieszkałam w wielkim mieście (które kocham), to tak jak Ty tęsknię za ciszą, spokojem i zielenią trawy bez psich kolców na każdym kroku.

  • Obecnie Śnieżka pod pierzynką ;)

  • Zazdro, my już po feriach!

  • Zbieraj się My mieszkamy w Miękini

  • Pochodzę z Wałbrzycha ale zawsze mi był bliski Walim i okoliczne góry Sowie. Od 27 lat mieszkam we Wrocławiu i jak tylko będę mógł to stąd znikam :)

  • Ostatnio ktos mnie zapytał czy czuje sie bardziej „karkonoszanką”, „wrocławianką”? Tekst idealnie w punkt :) ale Ty wiesz, ze to moj ulubiony. Myślę, ze każdy potrzebuję taki trwaly grunt jakim dla nas jest to miejsce :)

  • Byłam niedawno w Jeleniej Górze. Nawet stworzyłam relację u siebie na blogu z tego wyjazdu :) Ja wręcz odwrotnie. Kocham miejsce w którym mieszkam. Kocham Warszawę i marzyłam o tym, żeby tu mieszkać. Za swoją rodzinną miejscowością nie tęsknię… ale może dlatego, że nie ma tam gór i takich pięknych widoków? Chociaż wątpię, żeby coś to w moim przypadku zmieniło, bo kocham Warszawę z całego serca i to moje miejsce na ziemi. :)

  • Mam podobne odczucia. Z jednej strony człowiek tak już przyzwyczaił się do tempa życia, ciągłego biegu i wyścigu z czasem, że w małym mieście czuje, że czegoś mu brak. A z kolei w rodzinnych stronach (zakładam w mniejszej miejscowości) może się zatrzymać i nie musi nigdzie gonić na złamanie karku, ale po jakimś czasie też zaczyna mu czegoś brakować. Myślę, że problem nie leży w tym gdzie mieszkamy tylko w tym czego oczekujemy od życia… I tak szukamy. Tylko nie wiemy czego… I nie osiągniemy pełni spokoju i równowagi dopóki tego nie znajdziemy. Ale przecież całe życie to podróż, więc szukajmy dalej, ale korzystajmy z wielkomiejskich dobrodziejstw i spokoju jakie oferuje łono natury.

  • Czasem śmiejemy się, że najlepiej byłoby mieć mieszkanie w mieście, a dom w górach na weekendy. Tylko te weekendy powinny wtedy trwać zdecydowanie więcej niż dwa dni :P

  • Góry Sowie, przepiękne i niezwykle tajemnicze :) Jacek pochodzi z Wałbrzycha.

  • wiem <3 ale zobacz, że na wszystko potrzeba czasu, także na to, żeby zrozumieć, jak bardzo się coś kocha <3

  • ooo! to lecimy czytać :) A jak dlugo mieszkasz w Warszawie? masz dzieci? U mnie trochę tęsknota za górami i naturą wzmogła się w momencie kiedy pojawiło się dziecko. ps. Warszawę też lubimy :)

  • Człowiekowi nigdy nie dogodzisz, chciałby najchętniej „i to, i to” :). Myślę też, że magia „powrotów” wynika z tego, że teraz to dla nas czysty relax, zapomnieliśmy trochę o codzienności, trudnościach, jakie bez wątpienia niesie mieszkanie na wsi, czy w małej miejscowości. Dziś wydają nam się takie błahe, kiedyś, często, byłu górami nie do przejścia.

  • Zbieraj się W lipcu minie 6 lat. Dzieci jeszcze nie mam, ale szczerze wątpie, żebym i wtedy zatęskniła za domem rodzinnym. Za naturą może bardziej, ale znam miejsca w Warszawie, gdzie mogę ją poczuć. :) A jak tego będzie za mało to zaplanuje się jakiś wypad w góry. :)

  • Ja ostatecznie wybieram duże miasto. Teraz mieszkam pod Warszawą i to mi najbardziej pasuje. Na co dzień spokój, a kiedy mamy ochotę ruszamy do stolicy.

  • Ja mam trochę problem z mieszkaniem pod dużym miastem, boję się, że dojazdy do centrum zajmą mi wieki. A kiedy ma się małe dziecko i w przyszłości trzeba będzie je wozić do przedszkola, szkoły, na basen itp. to się niestety tego nie uniknie.

  • Aleksandra Wnuczek W Karkonosze <3

  • Zbieraj się Mam w planach! :D

  • chociaż chyba powinniśmy kliknąć: nie lubimy! więcej ferii dla rodziny :(

  • Zbieraj się My mamy to wszystko na szczęscie na miejscu. Dopiero szkoła średnia będzie pewnie w Warszawie, ale mam nadzieję, że moja mała będzie już wtedy samodzielna.

  • Lubię moje miasto, lubię całą aglomerację śląską. Ale od czasu do czasu marzy mi się domek na wsi bądź w środku lasu. Żeby tak uciec od ludzi, budynków, smogu… Nie wiem tylko jak długo tak naprawdę wytrzymałabym w takim domku ;)

  • To mamy ten sam dylemat :) Z jednej strony chcielibyśmy ciszy i spokoju wśród zieleni, ale miasto tak bardzo przyzwyczaja do wysokich obrotów, że cisza może być największym hałasem :)

  • Zbieraj się Święte słowa!!

  • Zaraz zrobimy kawę i do lektury:)

  • Jak to się mówi, wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Każde miejsce na swoje wady i zalety. Kocham góry, kocham wędrówki i świeże powietrze, ale boję się, że mając je na co dzień, spowszedniałyby mi. W mieście jest dostęp do wszystkiego, to prawda, o wszystko łatwiej, ale i niebezpieczniej. Staram się kochać Dom gdziekolwiek on jest ;). Pozdrawiam!

  • Świetny tekst, mam te same rozterki, większość dnia spędzam w wielki mieście, gdzie wszystko mam na wyciągnięcie reki, ale po całym dniu wracam do małego miasteczka, gdzie wszystko płynie bardziej spokojnie.
    Ja tak naprawdę kocham spokój i chciałbym żyć w tym, myślę, że trzeba to jakoś pogodzic i tyle może wakcje i dini wolne spędzać wśród zieleni, a reszte wielkim mieście.
    Wpadnę tu jeszcze po naprawde świetny tekst :)

  • Nie wyobrażam sobie życia w dużym mieście. Przeraża mnie ten ciągły pośpiech i gonitwa nie wiadomo za czym.

  • Od ponad trzech lat mieszkam w Gdyni. Miasto, w którym mieszkamy nie było naszym wyborem , lecz przymusem – mąż dostał tu pracę. Wcześniej mieszkaliśmy w małym miasteczku 200 km od Gdyni.
    Będąc tu pierwszy raz pokochałam je! Spokój, uśmiechnięci ludzie, w Urzędach sprawy załatwiam od ręki… to jest moje miejsce na ziemi :)

  • Oj, nie dziwię się, że tęskno Ci za górami. Klimat gór jest niesamowity. Ostatnio miałam okazję odwiedzić Jelenią Górę i Karkonosze, było wspaniale! Ja też pochodzę z małego miasteczka i przeniosłam się do miasta. Ale nie zmieniłabym tego, za nic :)

  • Ciężko porównać głośnego miasta, do ciszy górskiej. To jest chyba odwieczny dylemat, gdzie mieszkać? Każde miejsce ma swoje plusy i minusy, dlatego sądzę, że tak modne jest kupowanie małej działki gdzieś na mieście, gdzie mamy ŚWIEZE powietrze, gdzie nie dojeżdża żaden autobus, gdzie nie zobaczymy żadnego biurowca. Ja mieszkam w warszawie, lecz w takiej okolicy, gdzie jest sporo zieleni. To narazie mi wystarcza. A jak bedzie w przyszłości? nie wiem :)

  • I możesz znowu zmienić opinię za kilka lat :) Pamiętam, jak w podstawówce napisałam wypasioną rozprawkę na temat zalet mieszkania na wsi. W czasie studiów za to bardzo chciałam mieszkać w mieście. Białystok nie jest duży, ale jednak. Dzisiaj, gdy powoli zakładam rodzinę, znów doceniam wieś. Mamy bardzo blisko do miasta, więc nie m problemów z komunikacją, każdy ma prawo jazdy. Na razie problemem jest tylko dziurawa droga, którą na szczęście mają niedługo zrobić.
    Każdy nasz wybór ma swoje wady i zalety. Często sobie myślę, ile straciłam w dzieciństwie mieszkając na odludziu. Mnóstwo! Ale też jest druga strona medalu. Jak zawsze.

  • a wiesz, że Gdynia nam się trochę marzy :)

  • W wielu przypadkach to kwestia przyzwyczajenia. Ja już dziś np. nie słyszę, że jest głośno. Miasto ma swoje plusy, ale i spore minusy. Niestety :(

  • taaaak, weekendowa działka i dom jest fajna :) tylko wtedy jest problem, że masz dwa domy, wokół których trzeba jednak chodzić. Frajdy dwa razy więcej, ale obowiązków też.

  • dobrze powiedziane!

  • dziękuję, bardzo mi miło, zapraszam :)

  • cieszę się, że podobały Ci się moje rejony :)

  • pewnie tak będzie, nic nie jest w życiu stałe i często zmieniamy punkt widzenia w zależności od.. punktu siedzenia :)

  • Nie dziwię się że tesknisz. Piękne widoki. I chociaż miasto daje dużo możliwości to wlasnie w takich malych miejscach się odpoczywa.

  • idealne byłoby duże miasto położone w górach, czyż nie? :)

  • A ja kocham swoją Legnicę gdy wstaję rano i jest dobra pogoda widzę Śnieżkę z sypialni i mam wrażenie że góry mam na wyciągnięcie ręki. Legnica że swoim spokojem jest moim miejscem na Ziemi.

  • A ja z całego serca pokochałam Jagniątków (dzielnica Jeleniej Góry) ! Bliskość lasu, szlaków i kawusia na ogródku przekonują, że nie ma piękniejszego miejsca na ziemi ! I do tego klimat, cała wioska trzyma się razem, przyjaciele na których zawsze można liczyć! ;)

  • Kocham miejsce, w którym mieszkam! To był prezent od Boga :) Uwielbiam naturę, ciszę którą przedzierają tylko ptasie trele tudzież kosiarka :) I tak mam :)

  • Widzisz Śnieżkę z Legnicy? Wow! to ponad 70 km.

  • Znamy Jagniątków :)Przepiękne miejsce. Kiedyś jeździłam tam na wyjazdy harcerskie. Może w tym roku wybierzemy się w okolicę w ramach naszych oddechów natury.

  • Cudownie :) Oby tak było zawsze.

  • Ach cieżki temat mieszkamy w mieście bo jest praca ale kiedyś chciałabym mieszkać w domku na wsi na mazurach;)))

  • Karkonosze to dla mnie miejsce pełne sentymentów. Brat taty przeprowadził się z rodziną do Szklarskiej Poręby, a teraz mieszka w Piechowicach. Każde wakacje, każde ferie spędzałam w Karkonoszach, budziłam się, a oczom ukazywały się Śnieżne Kotły, a w Piechowicach Chojnik. Co do miejsca, w którym mieszkam, jeszcze jestem na długiej drodze. Od roku mieszkam na Cyprze, czuję się tu dobrze, ale nie mam jeszcze swojego miejsca, mieszkania. Czekam na ten moment, kiedy będę mogła powiedzieć, że w moim domu czuję się jak w domu :)

  • mieszkam w Jeleniej Górze od urodzenia,był moment ze rozpatrywalismy na poważnie wyjazd do Wrocławia ale na całe szczescie moja malomiasteczkowosc zwycieżyła, szczerze kocham to miejsce i mysle ze mam wielkie szczescie ze tutaj wychowuja się moje dzieciaki bo to naprawde jedno z piekniejszych miejsc jakie znam

  • Piękny pomysł! Najgorsze jest to, że nie ma idealnego rozwiązania (przynajmniej my go jeszcze nie znaleźliśmy) :/

  • Cypr – ciekawie! My w naszej „chałupce” czujemy się dobrze, lubimy wracać do naszego domu, mamy tu swoje korzenie, ale czujemy, że moglibyśmy je gdzieś przenieść i czuć się jeszcze lepiej… Też jeszcze szukamy…

  • Tak, okolice Jeleniej Góry są bez wątpienia przepiękne:). Choć samo miasto mogłoby rozwijać się dynamiczniej.

  • no jasne tutaj czas sie zatrzymał i nawet sasiedztwo miejscowosci turystycznych czy innych atrybutów nie sprawia zeby cokolwiek sie zadziało, ale ja mowiłam własnie , o pieknych okolicach, o wszechobecnym widoku gór i ich bliskości

  • Magdalena Witek jasne :) ale trochę serducho mnie boli, że mając takie olbrzymie atuty miasto ich nie wykorzystuje. Porównuję sobie z Wałbrzychem, z którego pochodzi Jacek, tam miasto dostało olbrzymiego kopa – promocyjnego, kulturalnego i naprawdę zmienia się na lepsze. A nasza Jelenie, tak jak mówisz, zatrzymała się w miejscu… choć nie… galerie handlowe rosną jak grzyby

  • Naprawdę piękny tekst. Nieczęsto trafiam na coś tak czystego i ciepłego (choć w gruncie rzeczy bije z tego również smutek). Większość swojego życia spędziłam w Legionowie – dość sporym mieście pod Warszawą. Mieszkałam na osiedlu bloków, ale tuż przy lesie, więc w zasięgu ręki miałam i cywilizację, i naturę. Myślę, że to dobre rozwiązanie. Po ślubie przeniosłam się do podmiejskiej dzielnicy trochę mniejszego miasta – Nowego Dworu Mazowieckiego. Tutaj również mam dość blisko do cywilizacji, ale jednak muszę sobie już do niej dojechać. Za to tam, gdzie mieszkam panuje raczej klimat małomiasteczkowy. Ludzie przeważnie się znają, chociażby z widzenia. To dobrze i źle zarazem;) Długo nie mogłam się przyzwyczaić do nowego miejsca, bo jednak lubiłam mieć wszystkie udogodnienia miejskie blisko siebie, ale z czasem dostrzegłam, że mieszkanie poza miastem ma duże plusy. Zwłaszcza, gdy ma się małe dzieci. Jest spokojniej, czyściej, wolniej. Choć trochę zazdroszczę tego dostępu do zajęć dla dzieci, jakich dusza zapragnie:)

  • A ja mieszkam w …małym miasteczku. Ważniejsze instytucje mam pod reką, ale pod ręka jest również piękny zielony park i las. Tak – kocham te miejsce :)

  • Dobrze Cię rozumiem. Ja pochodzę z Bełchatowa, a obecnie mieszkam głównie w Łodzi. I wiem, że Łódź nie jest miejscem, w którym chcę zostać na zawsze. I też ma te liczne zalety, że wszystko jest pod ręką, że tramwaje itd. Ale też zdecydowanie nie kocham tego miejsca. Coś czuję, że wyląduje kiedyś nad morzem :)

  • Tak, mogę uczciwie stwierdzić że kocham <3 ale mieszkam w Wilczycach dopiero 4 miesiac
    ..poki co wcale nie tesknie za poprzednia, rodzinną lokalizacja :)

  • to o mnie:/// Karpacz mojej Babci my love!!!!

  • hahahaha no wlasnie nawet do heliosa nie trzeba juz jezdzic do wałbrzycha czy wroclawia ;)

  • Ja wychowałam się w Warszawie, ale bardzo kocham góry. Moim marzeniem jest zamieszkanie w Tatrach, ale pewnie nigdy to nie nastąpi i w Tatry będę po prostu wyjeżdżać. Nie oszukujmy się, życie w mieście jest wygodne, ale z drugiej strony też droższe. Ja akurat mieszkałam w dzielnicy na obrzeżach i miałam skakanie po kałużach i moczenie się w zbirnikach wodnych, latanie po lasach. Teraz czasy trochę się zmieniły i wszędzie mamy blokowiska. Teraz mieszkam w Ząbkach. To prawie Warszawa. Jest blok na bloku i wszędzie ludziom przeszkadzają te zwykłe, dziecięce zabawy, bo dzieci hałasują, rysyją kredą po chodniku (kto by na to kiedyś zwracał uwagę?). Są zakazy gry w piłkę. Posadzono jakieś paskudne krzaki i nawet na trawę stąpnąć nie można. To chyba znak czasów, który do tych mniejszych miejscowości jeszcze nie dotarł.

  • Cudownie :) Małe miasteczka bywają urocze. Niestety my wciąż szukamy, najlepiej takiego w promieniu 60 km od Wrocławia :P

  • Bardzo Ci dziękuję! To miłe czytać takie słowa. A jeszcze lepiej robi się na sercu, kiedy widzę jak wiele osób ma podobne dylematy. Bez wątpienia wszystko ma swoje plusy i minusy, to od nas tylko zależy jakie okulary włożymy na nos, czy będą różowe. Fajnie, że ty widzisz świat w tych jaśniejszych barwach:).

  • Morze jest super :). My też planujemy :) – emerytura na Fuertaventurze :D chociaż Bałtykiem też nie pogardzimy!

  • Super, że wam się dobrze mieszka :) Musimy kiedyś przyjechać na spacer!

  • <3

  • Swoją drogą to przerażające, że ludzie zapomnieli, że kiedyś byli dziećmi i też się śmiali. Dzisiaj, w dużej części, to banda smutasów, którym przeszkadzają maziaje na chodniku, czy piszczące dzieci :(.

  • Zapraszamy serdecznie!!! :) Antos bardzo chętnie pospaceruje w towarzystwie Waszej Pieknej Damy <3

  • Niby blisko miasta, ale krajobrazy niczego sobie ;) :D

  • W punkt. Sama wciaz nie wiem, co lepsze, ale poki co Wrocław wygrywa. Takze tym, ze z pracą jest wiecej opcji. A co do atrakcji dla maluchów-nawet nie wiedzialam, ze jest tego az tyle! Z moim 8-miesieczniakiem jesteśmy na liscie rezerwowej Gordonek:( ale na wozkownie chadzamy regularnie. Do zobaczenia w czwartek:)

  • Tak, rynek pracy jest nieporównywalny :). ps. Też byliśmy na liście rezerwowych :p Trzymam kciuki, żeby coś się zwolniło!

  • Dylemat rzeczywiście nie jest najłtwiejszy, ale pociesz się tym, że z Wrocławia już tak naprawdę za godzinę można byc w górach. Czego nie mogę powiedzieć sama, bo pochodzę z Brzegu (między Opolem a Wrocławiem właśnie), a mieszkam w Warszawie… To dopiero depresja :)
    Wszystko ma swoje plusy i minusy, pewnie gdybyś została w tej wioseczce brakowałoby Ci luzu, możliwości i dostępu do wielu sfer, tymczasem mieszkając w mieście tęsknisz za naturą i wolnością. Doskonale Cię rozumiem i obawiam się, że nie jest łatwo zdecydować na 100 %, bo jakaś część nas zawsze nie będzie w pełni usatysfakcjonowana.

  • Myślę, że to kwestia bardzo indywidualna. Niektórzy faktycznie nie nadają się do życia w wielkim mieście, a inni z kolei nie wyobrażają sobie być na dłużej w przestrzeni wiejskiej. Ja zaznalam życia w wielkim, jak również mniejszym (ale nie małym) mieście i dochodzę do wniosku, że na każdym etapie życia możemy mieć inne potrzeby. Młodość ciągnie do wielkomiejskiego zgiełku, morza atrakcji etc., a z wiekiem coraz bardziej szukamy spokoju i odpoczynku. Ja osobiście nie wyobrażam sobie życia w mieście małym (ok. 10-15 tys.), przynajmniej w polskich realiach.

  • Od pięciu lat mieszkam z mężem i córką na podkrakowskiej wsi (wcześenij, przed narodzinami Małej mieszkaliśmy w Krakowie). Muszę przyznać że bardzo polubiłam nasze wiejskie życie – to że w lecie dzieci biegają po naszej ulicy (jest ślepa więc tylko mieszkańcy po niej jeżdzą). Ze w niedziele na spacerze wpadamy ja jednych albo drugich sąsiadów i z dwóch słów robi się spotkanie przy kawie, z dziećmi bawiącymi się w ogrodzie. Lubię też to, że Krakow jest na wyciągniecie ręki i kiedy tylko potrzebujemy – możemy podjechać. Często jeździmy na śniadania do Krakowa albo na dłuższy spacer wzdłuż Wisły. Mamy naszą „oazę” ale równie chętnie korzystamy z miejskiego życia. I to jest dla mnie najlepszy blanas.

  • Czasem trzeba się po prostu umieć przestawić :). A jak z dojazdami? Pracujecie w mieście? Dzieci mają na miejscu przedszkole/szkołę, czy będziecie dojeżdżać. Mnie te dojazdy trochę przerażają i wolałabym tego uniknąc.

  • dobrze powiedziane! na każdym etapie życia są różne potrzeby. Idealnie byłoby spróbować wszystkiego i MÓC później samodzielnie zdecydować, gdzie nam najlepiej :)

  • jak to mówią „wszędzie dobrze gdzie nas nie ma” :)

  • Ja uwielbiam duże miasta. Lubię to, o czym piszesz – to, że w mieście jest wszystko. O każdej porze dnia i nocy mam dostęp do jedzenia, opieki medycznej, rozrywek. Jeżeli chcę poobcować z naturą idę do parku (nie odbieram go jako sztucznego tworu) lub jadę odwiedzić rodziców. Dlatego w odpowiedzi na Twoje pytanie: tak, kocham miejsce, w którym mieszkam. I Tobie życzę, abyś się w takim znalazła :)

  • Zbieraj się Dojazdy są ok – mamy ok 17km do centrum ale zarówno przedszkole Małej jak i praca męża są na „początku” miasta od naszej strony :) Ja pracuję w domu wiec nie wjeżdżam często w miasto. Szkołę podstawową mamy w naszej wiosce i Mała do niej pójdzie więc będzie jeszcze bliżej

  • Bardzo podoba mi się klimat Twoich zdjęć! Zapragnęłam przenieść się w te cudowne strony. Góry, zapach powietrza o poranku uwielbiam takie klimatyczne miejsca.

  • Ja też zawsze cierpię kiedy wracam do Wrocławia. Niby lubię swoje mieszkanie, ale za oknem bloki i cudze okna. Na szczęście nie wycieli nam katalpy z oknem i jest trochę zieleni. W góry wracam z radością. Myślimy o kupnie małego mieszkanka na starość w górach

  • TO super :) życzę Ci by ta miłość została jak najdłużej :)

  • Koniecznie przyjedź do Kotliny Jeleniogórskiej :) Cudna jest!

  • oj tak :) my sobie też planujemy gdzie to nie będziemy mieli domu/mieszkania na starość :P

  • Cale zycie mieszkam w miescie, ale powoli dojrzewam do decyzji o przeprowadzce. Chcialabym byc blizej natury, bo wlasnie spacery po lesie, bliskosc wody sprawiaja, ze jestem szczesliwa.

  • Prawdę mówiąc, ja ostatnio dość często zastanawiam się, gdzie jest lepsze miejsce dla mnie do życia. Mieszkam pod Warszawą, ostatnio jednak częściej w niej bywam i chwilami zastanawia mnie jak się tam żyje na co dzień i szczerze mówiąc trochę ambiwalentne odczucia mam wobec tego:)

  • Pięknie tam :) Świetny wpis

  • Jak patrzę na formę moich rodziców to na starość możemy nie mieć siły chodzić po górach. Co najwyżej oglądanie widoków zostanie.

  • Generalnie pochodzę z Kielc i dopiero doceniłam moje rodzinne strony, jak musiałam wyprowadzić się na Mazowsze. Teraz tęsknię do pagórkowatych Kielc i całego Województwa Świętokrzyskiego oraz chętnie tam wracam. Natomiast Mazowsza chronicznie niecierpię i mam nadzieję, że uda mi się stąd kiedyś wyprowadzić.

  • Ale Zakopane się rozrasta a za to się dusi.

  • Spokojnie.Lex Szyszko dopadnie i Twoją zieleń

  • Elka W-j no właśnie, i tak źle i tak niedobrze.

  • Temat dla mnie bardzo na czasie. Mam dokładnie odwrotnie – mieszkałam całe życie w mieście a teraz w małym miasteczku, wsi raczej. Doceniam kontakt z naturą i wszystkie uroki mieszkania tutaj, ale bardzo brakuje mi miasta z wszystkimi jego zaletami i wadami. Wydaje mi się że prędzej czy później wrócę tam, żeby ciepłą nocą spacerować po rynku i mieć wszędzie blisko…

  • wybór nie jest prosty i tak naprawdę na co by się człowiek nie zdecydował zawsze coś straci :( ale najważniejsze to chyba cieszyć się z tego co się ma. ot co.

  • A ja kocham Wrocław i nie zamieniłabym go na żadne inne miejsce :) B.J.