Park Narodowy Joshua Tree i droga przez pustynię

with 22 komentarze

Po Palm Springs przyszedł czas na pustynny treking w Parku Narodowym Joshua Tree, położonym na Pustyni Mojave i Colorado. Marzyliśmy, że spotkamy tu żółwie pustynne toteż zjeździliśmy park wzdłuż i wszerz. Zwiedzaliśmy jak prawdziwi amerykanie: przez okno samochodu (brak drzew sprawia, że w ciągu dnia jest tu prawdziwa patelnia i 35 stopni). Co nie znaczy, że było całkiem leniwie, wczoraj poszliśmy na krótką wędrówkę po parku.

W parku spędziliśmy popołudnie drugiego dnia i przedpołudnie trzeciego. Moglibyśmy dłużej, ale przed nami 6 godzin jazdy do Wielkiego Kanionu, który zamierzamy zobaczyć już jutro. Trasę podzieliliśmy na 5 godzin jednego dnia i godzinę drugiego. Po dzisiejszych doświadczeniach już wiemy, że to był błąd i podczas podróży z dzieckiem odcinki powinny być zdecydowanie krótsze. Po drodze powinno być też więcej atrakcji, tak by dziecko mogło się wybiegać, a nie praktycznie cały dzień siedzieć w aucie z krótkimi wyjściami na rękach. Dziś się jednak nie dało się inaczej. W parku było bardzo gorąco, a potem jechaliśmy przez pustynię, więc nawet nie było gdzie się zatrzymać. Poza tym na dworze było za gorąco na spacery, a nie będziemy przecież przechadzać się z dzieckiem po Walmart’cie.

Wracamy zatem do naszej relacji :)

Jest druga w nocy i … idę do Parku

Po zjedzeniu burgerów (nie, nie jemy w fast foodach… w Polsce:p) i warzyw na parze (Sara) w Danny’s skierowaliśmy się do Parku. Jednak zanim przekroczyliśmy jego granicę, kupiliśmy kartę American Beauty, która pozwala nam na wjazd do wszystkich Parków Narodowych w USA przez rok. Kiedy Jacek poszedł ją kupić w Visitors Center i podpisywał się na karcie, Strażniczka Parku spojrzała na jego zegarek i wywiązała się zabawna rozmowa:

– Czy na Twoim zegarku jest naprawdę 2? Przecież teraz jest 5?

– Nie przestawiłem jeszcze zegarka. W moim kraju jest teraz 2.

– Ale to druga p.m.?

– Nie, to druga a.m – odpowiedział z dumą i uśmiechem Jacek

Jooooohn!!! Tutaj stoi gość, który ma teraz 2 w nocy, jeszcze się uśmiecha i zamierza iść na treking do Parku!

– Jak się czujesz?

– Śpiący.

Kiedy Jacek wrócił do auta i opowiedział nam tą rozmowę Sara głośno się zaśmiała. No tak, skoro dziecko się śmieje, to my też powinniśmy, niezależnie na porę ;). Wsiedliśmy zatem do samochodu i pojechaliśmy na podbój Parku Narodowego Joshua Tree. Mieliśmy jeszcze kilka godzin do zachodu słońca.

Co zwiedzamy? Pustynia Mojave upstrzona tysiącem skał i „kaktusów”  

Park Narodoy Joshua Tree_Zbierajsie.pl _glowne

Park Narodowy zawdzięcza swoją nazwę tysiącom sterczących roślin. Rosną na pustyni i mają kolce, więc stereotypowo pomyślałam, że to kaktusy. Jednak to nieprawda, są to jukki. Zgodnie z legendą pustynne jukki nazywane są „Joshua Tree” – „Drzewa Jozuego”, ponieważ pierwszym pionierom (Mormonom) skojarzyły się z prorokiem wznoszącym ręce do nieba.

Wieczorny trekking po Parku Narodowym Joshua Tree

Dobrze się stało, że dotarliśmy na miejsce po 17, słońce było już nisko, w parku było dużo cienia i było całkiem przyjemnie. Dzięki temu mogliśmy pójść na, jak to mówią amerykanie, krótki hiking. Najpierw zmieniliśmy sandały na kryte buty i skarpetki (w parku mieszkają węże, tarantule, skorpiony i inne takie przyjemniaczki) i wyruszyliśmy na szlak. Zrobiliśmy godzinną pętle po parku do sztucznej tamy i jeziora stworzonego przez jednego z pionierów. Sara nie chciała iść niesiona przez tatę, dzisiaj miała ochotę na ramiona mamy.

Po powrocie do Polski zamierzamy szczegółowo opisać trasy, parki i oglądane przez nas atrakcje. Tak więc, jeśli będziecie zainteresowani, zapraszam w czerwcu na bloga :). A tymczasem zobaczcie jak łapaliśmy kolejny z #52oddechynatury.

Joshua Tree – Mekka wspinaczy

Park Joshua Tree, wspinanie, zbierajsie.pl_4

Ponoć park to jedno z ulubionych miejsc amerykańskich wspinaczy i faktycznie formacje skalne jakie napotykaliśmy na drodze były niesamowite i gdybym tylko lubiła się wspinać pewnie pobiegłabym od razu w kierunku skał. Poprzestałam jednak na zrobieniu zdjęć, ze szczególną dedykacja dla cioci Sary, Summit_ka.

Pustynna zwierzyna

Czy też tak macie, czy tylko ja jestem takim ignorantem, że kiedy myślę „pustynia”, przed oczyma mam piach, piach i długo, długo nic. A tutaj okazuje się, że pustynia może być całkiem zielona.

zielona pustynia_zbierajsie.pl

A skoro są rośliny, to żyją też tu zwierzęta. Naszym marzeniem było wykorzystanie instrukcji na przeniesienie żółwia pustynnego przez drogę. Wszystko przez ten filmik, który zobaczyliśmy kilka tygodni przed wyjazdem.

Od Strażników Parku dowiedzieliśmy się, że jest duża szansa, że je spotkamy i mamy po prostu wypatrywać zarośla. Niestety nam się nie udało. Spotkaliśmy za to mnóstwo mrówek, jaszczurek i … dwa kojoty. Pierwszego zobaczyłam ja, tak się przeraziłam, że nie zrobiłam nawet zdjęcia. Drugiego upolował Jacek, całkiem niedaleko parkingu.

Wisienka na torcie – Keys view

Park Narodowy Joshua Tree można zjeździć samochodem. Jest dużo tras trekingowych i dla wspinaczy, ale w dużej mierze „zwiedzanie” polega na jeżdżeniu z mapą od punktu do punktu. Drogi są różne, w zależności od możliwości, są zarówno drogi asfaltowe, jak i szutrowe, a przy punktach postojowych są śmietniki, ławki, miejsca na grilla i toalety.

Jednym z takich punktów jest Keys View, na południu parku. Położony na wysokości 1 581 metrów n.p.m. taras widokowy ma (zgodnie z informacją w parkowym przewodniku) „breathtaking view” na pustynne miasta i góry, w tym także Palm Springs i Mt San Jacinto, na której byliśmy wczoraj. Widać też Słone jezioro, o czym przeczytałam dopiero przed chwilą ;p! Widać też parujące wszystko, co mokre, które objawia się jako mgła i rozmazany krajobraz.

JOshua tree, Keys View, zbierajsie.pl

Podróż po USA z dzieckiem

Atrakcje, atrakcjami, parki, parkami, ale pytacie co z dzieckiem? Żyje i ma się całkiem dobrze. Biega, śmieje się, czyta książeczki i chce się bawić w piasku. Tak bardzo spodobało jej się nad oceanem w Los Angeles, że teraz, kiedy widzi piasek przy drodze, od razu wyrywa się i chce łapać go do rączek.

Co prawda kiepsko znosi zmianę czasu, ale ma tą przewagę nad nami, że w każdej chwili może iść spać, z czego chętnie korzysta. Drugiego dnia praktycznie całą drogę spała. Gorzej było dzisiaj. Dopadł nas pierwszy kryzys. W ruch poszedł tablet i kolejne odcinki Świnki Peppy, a tak nam dobrze szło nie puszczanie dziecku bajek (sic!). Za nami karmienie na poboczu drogi na środku pustyni i przewijanie na kolanach na przednim fotelu, byleby tylko nie wychodzić na 40 stopniowy upał. Mimo wszystko, to bardzo dzielna dziewczynka i podróżniczka. A dziś zaserwowaliśmy jej zdecydowanie za długi odcinek, no i ta pogoda.

A czy rozrywki jej się podobają? Myślę, że tak. Tuli się i do mamy i do taty oraz może sobie pochodzić w swoich nowych sandałkach, a to przecież lubi najbardziej!

Dzisiaj to na tyle. Kierujemy się w stronę Wielkiego Kanionu. Także wielkie przygody jeszcze przed nami! Baaaaaardzo nam miło, że nas czytacie i zapraszamy po więcej! Ślemy Wam amerykańskie uśmiechy!

 

<< Tutaj możecie sprawdzić nasze plany na dalszą podróż po zachodnich Stanach >>

  • świetne zdjęcia :)

  • Piękne zdjęcia :) z wycieczki.

  • Cudownie wiedziec że u was dobrze, kryzysy się zdarzają:) piękne widoki, napewno coś w głowie Sary zostanie z tej eskapady a z całą pewnością rodzice na wyciągnięcie ręki każdego dnia- więc dziewczyna niech korzysta póki może:) buźka uważajcie na siebie!

  • dziękujemy, uważamy, uważamy. Wczoraj był maraton w samochodzie, dziś już będzie króciutko, bo jesteśmy niemal na miejscu :)

  • :) niedługo wyruszamy w Waszym kierunku! Jesteśmy jeszcze na Florydzie i zamykamy formalności związane z autem. Będziemy śledzić! Best of luck!

  • Zazdroszę swobodnego i pełnego humoru doboru zdań. Podziwiam Was za to, że pomimo rodzicielskich obowiązków i trudów podróży znajdujecie czas i siły na dosyć szczegółowe opisywanie Waszych przygód, a do tego jeszcze foty. Moje szczere gratulacje. Ja bym tak nie potrafił, nie tylko z racji mojego wieku, ale dlatego, że aparat fotograficzny i komputer wciąż sprawiają mi wiele kłopotu, a po przejściu kilku mil w upale, padam na wznak i nie ruszam się do czasu, aż zimna noc mnie ocuci.

  • Ależ Wam zazdroszczę podróży! <3

  • Kochani,Wasze relacje i zdjęcia na blogu są bardzo ciekawe, cudne,zachwycające!!! Czytamy i oglądamy po kilka razy:) Zdjęcia z Sarą po prostu rozczulają,taka dzielna ta nasza Kruszynka w taaakich plenerach!:) No i oczywiście całym sercem kibicujemy i życzymy Wam Powodzenia!!!:):):) Mocno Was ściskamy.

  • Podziwiam najbardziej małą powodzenia i dalszych relacji prosze

  • My polowaliśmy na Niedźwiedzia – to król tamtejszych parków, no i każdy chce spotkać słodkiego misia

  • Chcialabym spotkać wapiti! Jest dostojny i niezwykle wyjątkowy. Niewiele ich pozostało niestety. Na szczęście są już pod ochroną. Od 16 lat o tym marzę. Dzięki wapiti wszystko się zmieniło w moim życiu.

  • Wy chcieliście spotkać pustynnego żółwia w celu udzielenia mu kilku zasad ruchu drogowego a zamiast niego spotkaliście lub mogliście spotkać jaszczurki, węże, tarantule i skorpiony. Spotkania z kojotem Wam zazdroszczę, bo ja właśnie jego chciałabym spotkać, albo bardziej jego głos wyjący tęsknie do księżyca, bo właściciela głosu lepiej podziwiać z oddali

  • Wypatrywaliście żółwi pustynnych i niedźwiadków, ale nie udało się. Ja chętnie popodglądałabym niedźwiedzie, bo uwielbiam ich krewniaka- Misia o bardzo małym rozumku!

  • ciekawe, czy jakbyśmy spotkali takie misie też byśmy uważali, że są słodkie

  • czyli co, szykuje się wyprawa do Azji? :)

  • Póki się nie spotka to się tak myśli ale wypatrywaliśmy skutecznie i nic

  • widzimy, że ktoś tu śledził naszą wyprawę, w sumię to fakt, głos kojota na pustyni ma swój klimat

  • hahaha :) i koniecznie baryłkę z zawrtością :)

  • No ba

  • Nie no w stanach tez wapiti wystepuje!

  • Joanna Paradowska faktycznie! zdecydowanie musimy się podszkolić ;)

  • Hahahahah misia bym nie chciała spotkać :)