Plany biorą w łeb – „zbieranie się” nie jest możliwe

with 5 komentarzy

Początek września od zawsze sprzyja refleksjom, przynajmniej u mnie. Mimo, że od dobrych kilku lat nie chodzę do szkoły, a moja córka jeszcze długo do niej nie pójdzie, z pewnym napięciem oczekuję tego momentu. Tak się jakoś utarło, że 1. września to dla mnie nowy początek. Taki symboliczny, drugi Nowy Rok, kiedy siadam z kartką papieru, oceniam sytuację i planuję co dalej. Cóż, w tym roku doszłam do wniosku, że mogłoby być lepiej. Część moich planów wzięła w łeb, a kiedy tak się staje, pojawia się frustracja.

Przyznam się Wam, że w tym roku  jesienna chandra dopadła mnie o wiele szybciej niż zawsze. Według kalendarza jeszcze przez ponad dwa tygodnie mamy lato, ale aura za oknem jakby o tym zapomina. A ja? Uparcie zakładam na nos niebieskie okulary licząc na słonce, które niestety zamiast przegonić smutne myśli, wywołują tylko uśmiech na twarzy mijanych przeze mnie osób. Bo prócz okularów wychodząc na dwór zamiast sandałów zakładam adidasy, a z szafy wyciągnęłam już lekką puchówkę. To znak… że jest już jesień. Poranki chłodne, a i w ciągu dnia jakby chłodniej. Na dodatek jakoś tak smutniej na duszy i mniej wiary we własnej siły kiedy zamiast letniej sukienki mamy na sobie trzy warstwy ciuchów, a i tak… jest zimno.

244 dni, 8 miesięcy, czyli 2/3 roku. Czemu ten czas tak szybko leci?!

Siadam więc z kubkiem czarnej herbaty z cytryną (moja ulubiona, to nic, że nie najzdrowsza) w ręku i myślę, w jakim stopniu udało mi się zrealizować to, co założyłam sobie na początku roku. Jakbym miała za mało zmian (macierzyństwo), to także w kwestii zawodowej postawiałam na ZMIANĘ. Czy dobrze? Jeszcze nie wiem. Czy jestem tam gdzie planowałam być?

Szybki rzut oka na listę celów i założeń … no nie, nie jestem.

Nie wszystko poszło zgodnie z planem. Mam wrażenie, że moja efektywność nie jest tak duża, jak w czasach kiedy nie byłam jeszcze mamą. Boję się, że nigdy nie wróci… Czasem z zazdrością patrzę na inne mamy, przedsiębiorcze kobiety, które mają nie jedno dziecko, a troje, do tego własny biznes i jeszcze czas na własne pasje. Cóż, może to przyjdzie wraz z liczbą dzieci :P. A wiadomo, że chciałabym więcej i lepiej.

Nie ma  jednak co ukrywać, dziś priorytetem jest dla mnie córka, nie praca, ale jak się nad tym głębiej zastanowić, to myślę, że czasem jest to dla mnie wymówka. Moje projekty zawodowe i pomysły na nie nie zostały zrealizowane w 100% na takim poziomie jakbym chciała. Mam rozgrzebany kurs wordpressa u Eweliny Muc, na który wciąż nie mam czasu i zrobiłam go na razie do połowy. Prócz tego nie udało nam się odwiedzić wszystkich miejsc, które planowaliśmy, a jak pewnie wiecie podróżowanie jest naszym marzeniem. Takim marzeniem na życie, nie tylko na wakacje.

Punkt kontrolny, czy obrałaś dobry kierunek

Po głowie zaczynają kłębić się myśli, ale nie takie by pójść o krok dalej i zaryzykować jeszcze bardziej otwierając swoją firmę, ale czy oby to nie jest dobry moment by się poddać i zawrócić, ale zaraz… przecież to nie koniec roku, a to właśnie koniec roku miałam ustawiony jako punkt kontrolny moich planów. Jest dopiero 1. września.

Powtarzam sobie zatem, że plany są przecież po to by je zmieniać i dostosowywać do rzeczywistości. To, że coś nie wyszło tak jak byśmy chcieli, nie znaczy, że to co robimy jest złe i powinniśmy całkiem zawrócić. Czasem po prostu potrzeba czasu i zrozumienia, że są rzeczy od nas niezależne. Jak choćby choroba, czy pogoda za oknem.

Biorę więc w rękę ołówek i rewiduje plany z początku roku. Tu przekreślam, tu zmieniam, tu dopisuję coś innego… i nagle okazuje się, że co prawda za chwilę zaczną spadać liście i pojawią się pierwsze przymrozki, ale u mnie w głowie wciąż lato. Wierzę, że się uda.

Nie będę ukrywać, że jednym z ważnych dla mnie obszarów jest rozwój bloga. Dla tych, którzy blogują pewnie nie będzie tajemnicą, że zajmuje to naprawdę bardzo dużo czasu i wymaga wielu nowych umiejętności. Moja lista „must to do” i „Must to know” jest coraz dłuższa… i mimo, że wiem zdecydowanie więcej niż na początku, to łapię się za głowie myśląc o tym, co jeszcze powinnam robić. Statystyki bloga z ostatnich miesięcy są naprawdę dobre, a to, że na facebooku słabiej i zaangażowanie jakby mniejsze, to przecież jeszcze nie wieści końca blogowej „kariery”, a i Instagram wciąż jest dla mnie czarną magią. Mamy jednak jeszcze 4 miesiące do końca roku.

4 miesiące to dużo. Może się udać. Muszę tylko przegonić jesienną deprechę, wziąć się w garść i widzieć szklankę do połowy pełną.

Blog zbierajsie – po co to wszystko?

Pamiętacie o naszym wyzwaniu #52oddechynatury, od którego zaczęła się nasza blogowa przygoda? My pamiętamy i muszę Wam przyznać, że to całkiem przyjemne zobowiązanie, by w każdym tygodniu roku znaleźć czas, by uciec za miasto.

Nic nie ładuje tak bardzo jak zieleń drzew, szum fal, albo wiatr na szczycie gór. A jak pokazują wydarzenia z ostatnich miesięcy, natura i cuda przyrody nie są nam niestety dane na zawsze, może ich kiedyś zabraknąć bo… ktoś np. wytnie Puszczę Białowieską zanim zdążycie do niej pojechać.

Motywator do działania dla Nas i dla Was

Na początku roku na zbierajsie napisaliśmy, że to ma być przede wszystkim dla nas motywator do działania. Baliśmy się, że rodzicielstwo pokona nas do tego stopnia, że ugrzęźniemy na kanapie zawaleni przez setki pieluch i kaftaników do prasowania. Pomyśleć, że ostatnio pisałam, że przecież czasem takie lenistwo jest potrzebne :D :D. Tak się nie stało. Nie dajemy się lenistwu i rutynie, o czym staramy się Wam pisać każdego dnia, zachęcając przy tym do działania lub dzielenia się z nami swoimi aktywnymi poczynaniami. Niestety czasem przeginamy w inną stronę. Bo kiedy z jakiegoś powodu musimy zmienić plany jesteśmy sfrustrowani.

Bloger, który prowadzi bloga o „zbieraniu się” nie ma czasu na lenistwo i bezproduktywne spędzanie wolnego czasu. Haha :)

Tak niestety stało się w tym tygodniu. Plany mieliśmy bardzo ambitne. Bo nie dość, że chcieliśmy wybrać się na wędrówkę po Rudawach Janowickich, to jeszcze chcieliśmy przetestować dla Was nową perełkę turystyczną dla dzieci i nie tylko. A tu… dopadł nas wirus, skoki temperatury dochodzące do 40 stopni. Zostaliśmy w mieście. Dzisiaj rano udało nam się wyskoczyć do Lasu Rakowieckiego we Wrocławiu na krótki, 40 minutowy spacer, ale to był dla nas tylko substytut pięknego weekendu za miastem

Blog jako pokazanie, że podróże z dzieckiem są możliwe

Jeśli śledzicie naszego bloga regularnie, to wiecie, że na każdym kroku udowadniamy, że tak właśnie jest. Podróże z dzieckiem są możliwe i przede wszystkim są bardzo wartościowe. Razem z naszą córką zjeździliśmy zachodnie stany USA, przy czym nie ograniczaliśmy się tylko do zwiedzanie przez okna samochodu, ale także aktywnie wędrowaliśmy po Parkach Narodowych. Jeśli ktoś kocha podróżować, to się da. Po Polsce, ale także po świecie.

Blog, jako inspiracja dla Was

To naprawdę bardzo miłe kiedy dostajemy od Was prywatne wiadomości. Pytacie nas o nasze doświadczenia i opinie z podróży po Stanach, a my mamy szansę podpowiedzieć coś, żeby ułatwić Wam Wasze podróżowanie. Albo ostatnio, dostałam przemiłą wiadomość od pewnej Mamy, która wraz ze swoim jeżdżącym na wózku inwalidzkim synkiem chciała zobaczyć wodospad Podgórnej i miała wątpliwości, czy uda im się tam dojść. Tak trafiła na naszego bloga i po wymianie wiadomości, zdecydowała się spróbować. Było ciężko, ale udało się. Wodospad Podgórnej był ich! Fajnie czuć, że choć w jakiejś malutkiej części pomogliśmy jej podjąć decyzję.

Bo dzielenie się jest fajne!

Gdyby nie to, że postanowiliśmy stworzyć tego bloga nie mielibyśmy takiej szansy.

Ta myśl dodaje nam motywacji i nawet kiedy nam się nie chce, staramy się znaleźć coś fajnego. Na swoim podróżniczym koncie mamy takie hity jak Ścieżka w Koronach Drzew Karkonoszy (którą odwiedziliśmy jako pierwsi), czy Ścieżka w Chmurach, ale też mniej znane miejsca, ale takie, które darzymy ogromnym sentymentem jak Zamek Cisy w Świebodzicach, czy Wodospad Podgórnej w Przesiece, które może i nie są tak tłumnie odwiedzane, jak wspomniane ścieżki, ale jak napisałam wcześniej, SĄ!

Trzeba jednak przyznać, że NIESTETY ogranicza nas czas.

Zbierajsie – co zatem nie wyszło

Na koniec to, co trochę nam nie wyszło, bo gdzieś umknęło kilka planów. Pierwsza rzecz to 12 pasm górskich. Na razie mamy na swoim koncie pięć: Wzgórza Łomnickie, Góry Izerskie, Góry Suche, Karkonosze i Sierra Nenada w USA. W czerwcu nie udało nam się pojechać w Tatry, w lipcu walczyliśmy z trzydniówką, która trwała zdecydowanie dłużej niż trzy dni i zapaleniem ucha, więc nie wypaliły nam Bieszczady i Pieniny… no cóż, życie! Czy uda nam się pochodzić po kolejnych siedmiu pasmach? Zobaczymy.

Kolejna rzecz, w której mamy „tyły” to sporty, które można uprawiać z dzieckiem. Na początku roku, kiedy Sara była jeszcze niechodzącym maluchem, jakoś nie przewidzieliśmy, że kiedy zacznie biegać, naszym sportem będzie głównie bieganie za nią… a nie np. ćwiczenie jogi, czy siłownia :P.

Jesień u ekipy Zbierajsię zapowiada się zatem aktywnie! Bo jeszcze dużo do zrobienia.

Droga jesienna chandro: A sio! Chorobom też mówimy: papa!

Zbieramy się do działania!

A wy jak powitaliście jesień? Z powerem do działania, czy może na smutno?

 

 

  • Adriana Ikoniak

    Spokojnie, macie sporo czasu :) poza tym nie można się poddawać, a choroby niestety nie przeskoczycie :P tal samo gorszego dnia pociechy czy fatalnej pogody… My też sobie jeździmy i bywa różnie, ale generalnie jest ok i tego się trzymamy. Mieliśmy w ten weekend jechać z Bratkami do Arboretum, a oni (bo mają już swoje zdanie), że nie chcą do Ogrodu, że wilą do Dziadków na wieś. I to Arbiretum czeka na nas nadal, ale weekend jednocześnie był bardzo udany :) powodzenia Wam życzę i jestem z Wami myślami :)

  • Nawet nie wiesz jak bardzo trafiłaś z tym wpisem! Jako mam już dwójki małych dzieci, blogerka i przyrodnik mam identyczne dylematy jak Ty! Nie wiem czy ja jestem taka nieudolna, czy to inne mamy takie przebojowe, ale zwyczajnie czasem brak sił, bo jak dzieci w końcu zasną o tej 21 to łóżko wygrywa.. A to, że z dziećmi da się i trzeba podróżować to mogę potwierdzić, chociaż z naszym 3 miesięcznym szkrabem jeszcze za wiele nie pozwiedzaliśmy, ale jak piszesz rok się jeszcze nie skończył :)

  • Zbliżająca jesień rzeczywiście ogranicza. Podobnie jak Wy, ja ze swoją narzeczoną również ustalamy sobie plany na cały rok i też wiemy, że niektóre z naszych podpunktów ciężko będzie zrealizować podczas tej chłodniejszej części roku. Musisz jednak wiedzieć, że czytam waszego bloga regularnie i jestem pod wrażeniem tego, jak wiele rzeczy udaje wam się zrealizować! Podziwiam i dopinguję! Rewidowanie planów, to nie zła rzecz, a raczej dobra praktyka. Ważne żeby nie trzymać się kurczowo elementów, które okazują się z biegiem czasu nie tak istotne. Trzeba skupić się na tym co ważniejsze, co może doprowadzić do wyznaczanych na nowo celów. Trzymam mocno za was kciuki! :)

  • polegytravels

    Nienawidzę kiedy kończy się lato. Nie lubię podróżować w zimie lub kiedy pada… Najlepiej nam się zwiedza na wiosnę i w czasie lata. Później trochę tracimy motywację do wszystkiego. Nam też kilka planów nie wyszło. Miały być Bieszczady w tym roku i Morskie Oko, a niestety się nie udało i już w tym roku nie damy rady pojechać. Ale jest plan na przyszły rok :) Zawsze plany gdzieś po drodze ulegają zmianie, ale może to dobrze ;) Wtedy nie jest nudno ;)

  • Uważam, że tak czy siak sporo zobaczyliście i zrobiliście! Tak jak wspominałam w swojej wiadomości – jesteście wielką inspiracją :)