Bo kosz był za daleko, a śmieci za ciężkie – dlaczego zostawiamy śmieci w lesie?

with 21 komentarzy

Wiecie, że Lasy Państwowe wydają rocznie na sprzątanie lasów ponad 17 milionów złotych! To koszt wywozu 120 tys. m3 śmieci. Za taką kwotę można by posadzić ponad 2,5 tys. hektarów lasów.  Jednak po co komu las, skoro i tak z niego nie korzystamy. Dobra. Przepraszam. Korzystamy, musimy mieć przecież gdzie wyrzucać śmieci. Bo śmietniki to przecież za mało, chętniej wyrzucamy właśnie w lesie, ale i w parkach i na trawnikach. Dlaczego?

rama łózka w lesie

Uwielbiamy chodzić po lesie. Zarówno biegając, jak i spacerując. Niestety podziwiamy przy tym nie tylko kwiatki, ale też papierki po chipsach, butelki, kanapy, dywany, stare garnki, elementy garderoby etc. Wciąż nas to dziwi. Może jesteśmy ograniczeni i nie potrafimy szerzej spojrzeć na ten problem? Może to w ogóle nie jest problem. Być może ktoś wywożąc starą kanapę albo sedes do lasu traktuje to jako sztukę, instalację artystyczną – chce szokować i zmuszać do refleksji. Albo to kolejna zagadka z cyklu: co nie pasuje do tego obrazka, znajdź!

Niestety. Taki obrazek nas szokuje, zmusza do refleksji i doskonale potrafimy rozwiązać zagadkę, ale do sztuki i dobrej zabawy to temu daleko. Powiem dosadnie. Nie jest to nawet odrobinę zabawne, a wkurzające. Nie wiem jakim idiotom i ograniczonym człowiek trzeba być, żeby jechać do lasu i zostawiać siaty pełne śmieci. Jak bardzo trzeba być obłudnym, żeby po miłym czasie spędzonym na Wyspie Słodowej, czy Bulwarach nad Wisłą zostawić na trawniku butelki po piwie, czy paczki po ciastkach, a kiedy następnym razem tam się pojawi nie omieszka zrobić zdjęcia, wrzucić na insta, albo fb zdjęcia z adnotacją: „ale syf”.

puszki na łące

No tak. Syf się sam robi. Porządek też powinien

Pójdźmy zatem tym tropem i zastanówmy się, co może siedzieć w głowie osoby, która nie wyrzuca śmieci tam gdzie ich miejsce, czyli do kosza. Nie będę tutaj rozwodzić się nad śmieciami wielkogabarytowymi, typu wspomniany mebel, lodówka, czy sedes. Nie wiem jak to jest, że komuś chce się jechać daleko w las żeby je zostawić, podczas gdy opłata za wywóz śmieci dotyczy każdego zameldowanego.

Trzy powody śmiecenia w lesie:
  1. Przecież to tylko jeden śmieć

Zaczyna się niewinnie. Od gumy do żucia wyplutej na chodnik – „przecież to tylko guma”. Później jest chusteczka higieniczna wyrzucona w krzaki – „rozłoży się”. Niedopałek papierosa wyrzucony przez okno samochodu – „jest taki malutki, to sama natura”.

To nic, że guma do żucia rozkłada się 2-3 lata, a jeśli każdy mieszkaniec  Wrocławia wypluwałby codziennie jedną gumę, po roku mielibyśmy ponad 230 milionów gum na chodniku! Hmm.. w sumie to nie takie głupie, gumy na chodniku tworzą bardzo interesujące kształty. Może o to chodzi gumiarzom?

Chusteczka, czy niedopałek papierosa może rozłoży się szybciej niż guma (po 3 miesiącach), ale wcześniej będzie po prostu nieestetycznie wyglądać i pałętać się po parku, czy lesie.  Niedopałek papierosa, może i malutki, ale podobnie jak w przypadku gumy, ziarno do ziarna… Poza tym może wpaść komuś przez okno do samochodu, do oka przechodnia i wtedy jest już tragedia.

Jak wytłumaczyć butelki pozostawione na trawie, przecież każdy głupi wie, że butelki PET ani szklane się same nie rozłożą? Czy naprawdę to takie trudne poszukać śmietnika?

  1. Kosz jest za daleko a śmieci za ciężkie

Nie wiem jak to jest, że kupujemy drogie karnety na siłownie, basen, czy fitness. Wychodzimy skoro świt by uprawiać jogging, podnosimy ciężkie sztangi na siłowni. Jednak kiedy trzeba podejść kilka metrów do kosza, to okazuje się, że jest za daleko i nie będziemy nadkładać drogi. Poza tym śmieci sporo ważą, a my akurat jesteśmy zmęczeni. Lepiej zostawić je tam, gdzie skończyły być potrzebne.

Czy rozwiązaniem byłoby zatem dołożenie dodatkowych śmietników wszędzie tam, gdzie pojawiają się ludzie? Nie sądzę, bo problem leży gdzieś indziej.

  1. Ktoś posprząta za nas

Małe dziecko rzuca wszystko gdzie popadnie. Jeśli coś przestaje być mu potrzebne , po prostu wypuszcza to z rączki i idzie dalej. Mama posprząta i poukłada. Wynika to z faktu, że po prostu jeszcze nie wie, że powinno odkładać rzeczy na miejsce, a śmieć to śmieć. Proste.

Mam jednak wrażenie, że wielu z nas w dalszym ciągu zachowuje się tak, jak roczne dziecko. Czy zatem rodzice nie pokazują dzieciom, że po sobie trzeba sprzątać? Bo jak inaczej wytłumaczyć zachowanie śmiecących nastolatków, czy dorosłych. Może w domu mama wszystko robiła za nich i wynieśli przekonanie, że tak samo będzie w parku, czy lesie? Na nic zda się edukacja ekologiczna w szkołach, czy akcje społeczne, jeśli rodzice nie nauczą dziecka jednej podstawowej zasady: nabrudziłeś, posprzątaj. Tyczy się to zarówno zabawek, jak i opakowań po jedzeniu. Wszędzie, w domu, w szkole, na ulicy, w lesie… bo czym różni się wyrzucenie papierka po lodzie na środku pokoju, od wyrzucenia go na leśnej polanie. Dobrze wychowany człowiek nie zrobi tego ani w domu, ani na ulicy, ani tym bardziej w naturze.

Mam też takie przekonanie, że akcje typu „Wielkie sprzątanie lasu” nie do końca uczą tego co powinny. Bo jasne, w rezultacie las jest czysty. Pokazujemy dzieciom do czego prowadzi śmiecenie itp. Jednak pielęgnujemy też przekonanie, możesz śmiecić na co dzień, raz w roku jest akcja sprzątania, ktoś za Ciebie posprząta.

Może być też tak, że wiele osób myśli, że skoro miasto, albo Lasy Państwowe zatrudniają ludzi, to trzeba dostarczyć im pracy. A co się będą nudzić! Zostawmy śmieci na łące, w lesie, niech sobie zarobią.

Na koniec pytanie: Jak reagujesz kiedy ktoś wokół ciebie śmieci?

Przeglądając Internet w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, dlaczego śmiecimy, natrafiłam się na opinię, że robimy to żeby zaimponować swoim towarzyszom. Trochę mnie to dziwi, ale znów czuję, że jestem najwidoczniej z innej bajki, bo nigdy nie imponowali mi Ci, którzy nie wyrzucali śmieci do śmietnika. Niestety jednak tak jest. Młodzież czuje się bardziej dorosła robiąc rzeczy zakazane: pijąc, paląc i … wyrzucając lub właśnie wyrzucając śmieci.

Takim zbuntowanym nastolatkom trochę strach zwrócić uwagę. Bo niby jak? Dlaczego ja mam prawo mówić im co mają robić, a oni mi już niekoniecznie. Nie chciałabym usłyszeć przecież od napotkanej na spacerze pani, że moje dziecko powinno mieć czapeczkę, bo przecież jest zimno, albo wręcz przeciwnie.

 

Jest jednak coś co mogę zrobić: zawsze wyrzucam śmieci do kosza. Tego samego zamierzam nauczyć córkę.

Bo śmieć to śmieć, a jego miejsce jest w koszu.

Kosz nigdy nie jest za daleko, a ruch to zdrowie.

Naśmieciłeś, posprzątaj. Nikt za Ciebie tego nie zrobi.