CO JEST ŁATWIEJSZE: PODRÓŻ Z DZIECKIEM, CZY PODRÓŻ W CIĄŻY?

with Brak komentarzy

Intensywność naszego życia w tym roku znacznie spadła… o cotygodniowych wypadach za miasto z cyklu #52oddechynatury możemy tylko powspominać, ale… BĘDZIEMY MIELI DZIECKO! Dziś kilka słów wyjaśnienia i próba odpowiedzi na pytanie: czy można podróżować w ciąży i żyć tak aktywnie jak dotychczas?

Tak, dobrze czytacie, do naszej Zbierajowej ekipy dołączy nowy członek rodziny. Będziemy zatem podbijać świat we czworo. A plany na podbój są wielkie, więc jak to przed każdą wyprawą bywa, zbieramy siły!

Pewnie trzymalibyśmy tego niusa aż do porodu, ale uznaliśmy, że należy Wam się kilka słów wyjaśnienia. Nasz projekt #52oddechynatury toczy się mniejszą intensywnością nie dlatego, że dopadło nas lenistwo i daliśmy się malkontentom, którzy uważają, że „z dzieckiem się nie da”, ale dlatego, że oczekiwanie na dziecko rządzi się swoimi prawami: aktywność w ciąży owszem tak, ale dużo mniejsza. Mimo, że bardzo nas korciło, nie pochwaliliśmy się tym w podsumowaniu roku w styczniu.

Naszym marzeniem było, żeby Sara miała rodzeństwo, najlepiej z małą różnicą wieku. Wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie. Bo jeśli ktoś myśli, że pierwsza ciąża jest ciężka, to… nie wie nic o drugiej – ha, ha, ha.

Kiedy po intensywnym dniu myślisz tylko o tym by położyć się na kanapie i zwyczajnie rozprostować nogi, a ty biegasz za szalonym dwulatkiem po placu zabaw, w głowie masz tylko jedno: wspomnienie pierwszej ciąży :P. Kiedy idziesz pod górę, bo chcesz zobaczyć zamek Pena w Sintrze (klik) i sama ledwo łapiesz oddech, a Twój maluch chce na rączki, koniecznie mamusi, urządzając wielką histerię na oczach innych, a ty wiesz, że jak spełnisz jego prośbę to nie przejdziesz ani jednego kroku, tylko padniesz, a jeśli jej nie spełnisz, to nie przejdziesz ani jednego kroku, bo…. nie… to wspominasz jak łatwo było poprzednio. Nawet nosidła porządnie nie możesz założyć, bo przeszkadza Ci brzuch!

Dziecko w podróży – zrobione!

Podróże, ciąża i dwulatek – to jest dopiero hardcore!

u nas aktualnie – in progress!

Oczywiście się śmieję i piszę to z nutką ironii, bo życie pisze różne scenariusze i nie zawsze to tak wygląda, ale o tym za chwilę.

CHCIAŁABYM, ALE SIĘ NIE DA…

Wiele osób odkłada decyzję o macierzyństwie, bo kariera, podróże, sport… i ja to naprawdę bardzo rozumiem, sama urodziłam pierwsze dziecko 3 miesiące po 30 urodzinach. Dziś nie żałuję decyzji, bo zrobiliśmy wiele fajnych rzeczy we dwoje i ten czas już nigdy nie wróci.

Wiem jednak jedno, z dzieckiem też się da. Jednym na pewno… wierzę, że z dwójką też (i z przymrużeniem oka słucham jak ktoś mówi „będziesz miał dwójkę to zrozumiesz”, bo Ci co mają trójkę mówią, że z dwójką to jest przecież bajka:P). Dlatego mimo wielu podróżniczych marzeń zdecydowaliśmy się na kolejnego potomka. Wiemy, że damy radę! Przecież się da, o czym świadczy wiele podróżniczych rodzin, jak chociażby Tasteaway, którzy praktycznie są non stop w dalekiej podróży, albo Podróżująca rodzina, która idzie sobie brzegiem Bałtyku (fajni są!).

Z jednym maluchem wyjeżdżaliśmy na bliższe i dalsze wycieczki praktycznie w każdym tygodniu ubiegłego roku (klik). Z kilkutygodniowym wybraliśmy się nad morze, z 10. miesięcznym wędrowaliśmy po górach (klik), z 13. miesięcznym wyruszyliśmy na roadtrip po USA (klik). Było super! My sprawdziliśmy się jako podróżujący rodzice, a nasza córka jako podróżujący maluch. Mogło być jednak inaczej. Nasze dziecko mogło nie znosić jazdy samochodem, czy lotów samolotem, a my zwyczajnie mogliśmy nie ogarnąć logistyki podróży we troje… Podróżowanie z małym dzieckiem jest to wykonalne (serio im młodszym tym prostsze) i w dużej mierze zależy od Was. W ciąży jest jednak inaczej. Tu od nas zależy zdecydowanie mniej.


Jeśli zastanawiasz się, czy w ciąży można podróżować, to tak: można podróżować, ale… nie zawsze i nie tyle, ile byś chciała.

Wiedz jedno… teraz nie wszystko zależy od Ciebie. Masz plany, spoko… ale musisz je zweryfikować z możliwościami swojego organizmu. Czasem organizm mówi: NIE! A ty zamiast zakładać górskie treki, a do plecaka pakować mapę gór, robisz sobie kolejną herbatę chlipiąc do poduszki… i myśląc tylko o tym, żeby dotrwać do porodu i urodzić zdrowego malucha. Bo w tym momencie, tak naprawdę, tylko to jest ważne.


ZAKAZ PODRÓŻY W CIĄŻY – TAK MOŻE SIĘ ZDARZYĆ

Zawsze marzyłam o aktywnej ciąży. Długie spacery na łonie przyrody, podróże, słońce, góry… Niestety, w pierwszej mój organizm powiedział: STOP. Nie wchodząc w zbędne szczegóły medyczne miałam zalecenie: oszczędny tryb życia, z naciskiem na bierny odpoczynek. Moje marzenia o „aktywności” rozbiły się o ścianę. Owszem, mogłam sobie pozwolić na krótki spacer, bo na szczęście nie byłam przywiązana do szpitalnego łóżka, ale wszystko musiałam robić w granicach rozsądku. Bardzo dużego rozsądku.

Będąc w ciąży każdą podróż, czy aktywność trzeba skonsultować z lekarzem. Jednak samo zielone światło od niego i dziesiątki przeczytanych artykułach mówiące „tak, w ciąży można podróżować”, nie zastąpi nam świadomości siebie i słuchania własnego organizmu. Najważniejsze to umieć postawić sobie pytanie: czy ja dam radę? Co z tego, że lekarz powie, że możemy jechać na drugi koniec Europy, jeśli wiemy, że nie zdołamy wysiedzieć 4-5 godzin w samolocie, lub większość czasu spędzimy w toalecie stresując się przy tym niemiłosiernie… to czy jest sens? Dlatego nie ma co się bać powiedzieć: „Nie dam rady, muszę przystopować”, marzenia nie uciekną. Wiem, że dzisiaj, kiedy bycie fit i aktywnym w ciąży jest uznawane za jedynie słuszną drogę, wstyd się przyznać do słabości i co gorsza być posądzonym o „bycie leniwą i roszczeniową ciężarną”. Czasem jednak właśnie wypada zrobić inaczej. Bo teraz priorytety są inne.

Nie jest to kwestia „pieszczenia się” ze sobą, ale odpowiedzialności. Nasz organizm jest mądry, skoro wysyła nam sygnały, chociażby w postaci nagłego ostrego zmęczenia to nie znaczy nic innego jak: „Kobieto zwolnij! Odpowiadasz za nowe życie”. A ty najzwyczajniej w świecie powinnaś tego posłuchać, bo medycyna owszem idzie do przodu, ale lepiej urodzić w terminie.

Mój organizm np. całą zimę wysyłał mi sygnał: uciekaj z Wrocławia, smog jest szczególnie niebezpieczny dla kobiet w ciąży. Niestety go nie posłuchałam i zamiast uciekać gdzie pieprz rośnie, siedziałam i chorowałam.

ZIELONE ŚWIATŁO NA PODRÓŻ W CIĄŻY, ALE INTENSYWNOŚĆ MNIEJSZA

Druga ciąża jest dla mnie łaskawsza. Mój organizm radzi sobie z nią całkiem dobrze, co nie znaczy, że czuję się dobrze:P. Lekarz nie widzi przeciwwskazań: mogę jeździć samochodem, latać samolotem, zwiedzać, wędrować… ale…. No właśnie.

Ciąża to nie choroba, ale z pewnością nie jest to normalny stan fizjologiczny. Nie chodzi tu o to, że nie wyglądam w niej jak milion dolarów i nie mam siły fikać nóżką, jak Anna Lewandowska w 8 miesiącu ciąży (a chciałabym :p, w sumie to nawet bez ciąży tak nie potrafię :p). Chodzi o BIOLOGIĘ. Anatomia i fizjologia w czasie ciąży zmienia się diametralnie już w pierwszych tygodniach. Układ krążenia ciężarnej jest przeciążony (pracuje z obciążeniem o 60% większym niż normalnie), a w układzie krwionośnym krąży więcej krwi niż u kobiet, które w ciąży nie są, nerki filtrują jej ponad półtora razy więcej… Dodatkowo, większa masa ciała i zmieniony punkt ciężkości obciążają stawy i kręgosłup. No łatwo nie jest, nawet jeśli czuję się świetnie :). Jeśli interesuje Was więcej na ten temat polecam świetny wywiad z Mamaginekolog, jak i jej blog]. Więc siłą rzeczy o takiej intensywności jak wcześniej często możemy zapomnieć.

PODRÓŻ W CIĄŻY – I TRYMESTR

Dla wielu kobiet ciąża wiąże się z ciągłymi mdłościami, zgagą i wymiotami, które wcale nie kończą się po pierwszych trzech miesiącach (ponoć 10% kobiet ma je całą ciąże, ja do nich należę). Przez pierwsze trzy miesiące nie mogłam właściwie jeździć samochodem, wszystko przez potężne mdłości i wymioty (trwające zresztą do dziś, ale już nie w samochodzie). Do tego mam znacznie obniżoną odporność i łapię każdego napotkanego wirusa, który krąży gdzieś w pobliżu (odporność ciężarnej jest podobna do tej, jaką mają małe dzieci). Myślałam, że kiedy zrobi się cieplej będzie łatwiej, ale nie jest… piszę to Wam z katarem i zatkanymi uszami.

W pierwszym trymestrze ciąży właściwie nigdzie nie jeździliśmy, no może poza wycieczką do Emiratów Arabskich (klik) skąd przywieźliśmy dodatkowego pasażera:) :) :). Później byłam wciąż przeziębiona, senna i wymiotująca. Nie w głowie były mi podróże, ani zwiedzanie… chciałam po prostu przeżyć :D.

PODRÓŻ W CIĄŻY – II TRYMESTR

Drugi trymestr okazał się zdecydowanie łatwiejszy, choć chcąc być szczerym to już w końcówce pierwszego skusiłam się na aktywność. W styczniu wybraliśmy się na sanki w Karkonosze (trzeci miesiąc) i odwiedziliśmy ponownie Ścieżkę w Koronach Drzew Karkonoszy w Jańskich Łaźniach.

W lutym (czwarty miesiąc) pojechaliśmy do Świnoujścia połazić po plaży. Długa podróż samochodem nie była dla mnie problemem, bo minął mi problem nudności w aucie. Zrobiliśmy sobie przedłużony weekend, podczas kiedy Jacek w kawiarni pracował nad jakimś nie cierpiącym zwłoki projektem, my z Sarą dotleniałyśmy się na plaży podczas spacerów, które czasem kończyły się tak… mama nie chciała wziąć na rączki, a wózek okazał się za mało komfortowy :D

W marcu (piąty miesiąc) polecieliśmy do Portugalii (4-godzinny lot), gdzie było naprawdę bardzo intensywnie, a we mnie wstąpiły jakieś mega siły. Tak, piąty miesiąc to idealny czas na wakacje w ciąży,  dolegliwości z pierwszego trymestru mijają (nie każdemu, ale da się przeżyć sic!), a brzuch nie jest jeszcze bardzo duży. Jest jednak już na tyle widoczny, że bez problemu i zażenowania można wymijać kolejki na lotnisku i korzystać z pierwszeństwa przy bramkach, szczególnie wtedy gdy prócz malucha w brzuchu, mamy jeszcze dwulatka.

 

Kwiecień (szósty miesiąc) to na razie krótki spacer na Zamek Henryka na Wzgórzach Łomnickich tuż pod Karkonoszami… choć brzuch już daje o sobie znać i nie wiem, czy dałabym radę iść pod górę dalej niż 2 km w jedną stronę :P… liczę na więcej, dlatego w najbliższy weekend planujemy małe góry.

Jak widzicie nie ma tu już tej intensywności co rok temu (tydzień w tydzień wycieczka). To nawet nie jest już kwestia braku sił w ciąży, ale obniżonej odporność i ciągłych chorób, które więżą nas w domu.

Mimo, że wszystko rozumiem, to brakuje mi naszych częstszych wypadów za miasto, co prowadzi do małej frustracji i … kryzysu na blogu.

ZBIERAJ SIĘ A PODRÓŻE W CIĄŻY I BLOG

Tu pojawia się wspomniany na facebooku kryzys.

Jest taki cytat Ryszarda Kapuścińskiego: „Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.”.  I ja tak stety i niestety mam… bo kiedy w kolejny weekend przez przeziębienie jestem uziemiona i nie mogę nigdzie jechać, albo wiem, że co bym nie zrobiła, to w 7. miesiącu ciąży nie mam siły i kondycji by wejść na Śnieżkę, a w 8. lecieć na Islandię… przychodzi frustracja i poczucie niespełnienia. Podróże palcem po mapie nie wystarczają. Oglądanie zdjęć, czy facebooka, na którym kolejni blogerzy inspirują do podróży zachęcając przepięknymi zdjęciami, potęguje poczucie, że „pojechałabym gdzieś”. Czuję, że stoję pod ścianą i jedyne co mogę to … czekać.

Tak więc, czekam… na czwartego członka załogi i wtedy w drogę!

Nie znaczy to jednak, że zamykamy bloga i nic na nim nie znajdziecie przez kolejne miesiące. Mamy dużo zaległego materiału, którym chcielibyśmy się z Wami podzielić, a nasze dziecko aż ciągnie na łono natury. Kto powiedział, że wędrować w górach z dziećmi można tylko we troje? TATA i CÓRKA to jest coś!