Spis treści
Od kilku dni jestem z córką na feriach u mojej mamy. Idę na przedpołudniowy spacer i widzę Karkonosze. Czasem widać tylko ich zarys lekko majaczący zza mgły, a czasem wyglądają tak, jakbym mogła dotknąć je ręką. Wiem, że tam są i nic tego nie zmieni. Taki punkt odniesienia, którego tak bardzo brakuje mi we Wrocławiu. Bo Poltegor mógł runąć, a Śnieżka zawsze będzie na swoim miejscu. Taki życiowy pewnik. I mimo, że mojego domu już nie ma, bo mama mieszka gdzieś indziej, jest mi tu dobrze. W Karkonoszach, jak nigdzie indziej. Czy zatem chcę tutaj wrócić? Nie wiem.

Urodziłam się w Jeleniej Górze. Wychowałam 7 km od niej, w Staniszowie położonym na Wzgórzach Łomnickich z przepięknym widokiem na Karkonosze. Od 13 lat mieszkam we Wrocławiu, czego zawsze bardzo chciałam. To moje miasto. Mam swoje mieszkanie, ulubione sklepy, knajpy, parki. Tutaj urodziłam swoje pierwsze dziecko i chcę urodzić drugie… a mimo to nie czuję się Wrocławianką i tak naprawdę nie wiem, czy kiedykolwiek poczuję.
Kilka tygodni temu spotkałam znajomą, która powiedziała, że Wrocław nie jest dla niej, bo ona nie jest wielkomiejska i tak jakoś zaczęłam się zastanawiać… czy w takim razie ja jestem, skoro mimo tak wielu korzyści jakie oferuje mi duże miasto, tak bardzo brakuje mi „tego mojego powietrza”, „karkonoskiego lasu”, czy po prostu „przestrzeni” i „spokoju”? Przecież tak bardzo kiedyś marzyłam by się stąd wyrwać… wlaśnie do „wielkiego świata”.
BLASK WIELKIEGO MIASTA
Chciałam mieć wszystko w zasięgu ręki: szeroki wybór miejsca pracy, ciekawe wydarzenia, teatry, kina, sklepy, szkoły, przedszkola. Było też prozaicznie, chciałam po prostu, żeby autobus jeździł często. Serio. Tak po prostu chodziło o zwykły czerwony autobus. W miejscowości, w której się wychowałam, autobusy do domu miałam co godzinę. Jeśli spóźniłam się na ten o 7.20, nie miałam szansy już ani na pierwszą, ani na drugą lekcję. Ostatni powrotny był o 20.20. Dla nastolatki to był prawdziwy dramat.
Nie chciałam by moje dzieci też miały podobne pragnienia. Zwykły czerwony autobus – phi! Dlatego zawsze marzyłam, że wychowam je we Wrocławiu. Teraz, po tych kilkunastu latach tutaj, nie jestem już tego taka pewna.

MAMA Z MIASTA WROCŁAW
Dziś jestem mamą z wielkiego miasta. Tak, Wrocław to przecież Europejska Stolica Kultury i czwarte co do wielkości polskie miasto. Złoszczę się kiedy na ulicy nie ma podjazdu dla wózka, a krawężnik jest za wysoki, irytuje kiedy na parkingu w centrum handlowym szukam miejsca do parkowania dla rodzin, albo kiedy tramwaj nie przyjeżdża o czasie. Chodzę na zakupy o 22, często jem „na mieście” i lubię mieć świadomość, że wszystko mam na wyciągnięcie ręki. W czasach „sprzed dziecka”, częste wizyty w kinie, wieczorna sauna, czy włóczenie się po wrocławskim rynku około północy były moją codziennością.
- ul. Świdnicka we Wrocławiu
- widok z okien Narodowego Forum Muzyki
WIELKOMIEJSKIE DZIECKO
Moje dziecko, co prawda nie oddycha świeżym powietrzem, nie raczkuje po trawie i nie patrzy każdego ranka na góry, ale ma inne atrakcje. Podczas gdy „wiejskie” dzieci skaczą w kałużach i puszczają kaczki na stawie, my chodzimy na pływanie dla niemowląt. Mała nurkuje już jak zawodowy pływak. Bardzo to lubi, a ja wierzę, ze taka aktywność wpłynie pozytywnie na jej zamiłowanie i predyspozycje do sportu. Dbamy też o kulturę już od najmłodszych lat, w czwartki chodzimy na „Gordonki” w Centrum Edukacyjnym Narodowego Forum Muzyki. Pod okiem niezwykle utalentowanej Pani Martyny, Sara osłuchuje się z muzyką, poznaje instrumenty i ma kontakt z dziećmi. Później biegiem na seans filmowy podczas Wózkowni w kinie Era Nowe Horyzonty. Jeśli nie mamy ochoty na kino zawsze są zajęcia Buggygym we wrocławskich parkach (pisałam Wam o nich tutaj).
- basen z niemowlakiem
- Wózkownia w kinie
- joga dla mam z dziećmi
Na wyciągnięcie ręki są też sale zabaw, sensoplastyka, spektakle dla maluchów w Teatrze Lalek, czy też joga dla mam, salsa dla chustujących rodziców i wiele innych rzeczy, na które najzwyczajniej w świecie nie mamy już czasu. Prócz tego duże miasto to szerszy wybór żłobków, przedszkoli i klubów dla dzieci. Placówka państwowa, czy prywatna? Pedagogika Montessori, a może przedszkole katolickie? – naprawdę jest w czym wybierać. Jasne, mogłoby być ich więcej i mogłyby być tańsze, ale jest wybór! Mamy też dostęp do specjalistów. Począwszy od lekarzy, rehabilitantów przez promotorów karmienia piersią na doradców chustonoszenia kończąc.
MiIEJSCA PRZYJAZNE AKTYWNYM DZIECIOM
Na porządku dziennym są restauracje i miejsca przyjazne rodzicom z małymi dziećmi. Do dziś pamiętam pogardliwy wzrok pani z kawiarni w Cieplicach, którą zapytałam, czy przypadkiem nie mają miejsca, w którym mogłabym swobodnie przewinąć 3-miesięczną córkę. Podczas gdy kilka dni wcześniej obsługa nowej restauracji we Wrocławiu sama z siebie przepraszała nas, że jeszcze nie zakupili przewijaka, ale pomogą nam coś zorganizować, tak byśmy czuli się komfortowo. Oczywiście generalizuje, bo zarówno w małych miastach są miejsca przyjazne, jak i w dużych nieprzyjazne. W dużych jest po prostu większy wybór, a w mamłych czasem po prostu czasem nie ma gdzie pójść.
W MIEŚCIE JEST WSZYSTKO… CZY OBY NA PEWNO?
Miasto nakręca do działania. Tutaj nie sposób żyć wolno i nie wypada stać w miejscu. Kiedy wokół tyle możliwości to wstyd z czegoś nie skorzystać. Jarmark bożonarodzeniowy?! – Idziesz, czy tego chcesz, czy nie. No dobra, ja nie byłam :). Szeroki rynek pracy – super! Jednak, kiedy uświadamiasz sobie, że dojazd do biura zajmuje Ci minimum 45 minut, to nie jest już taki plus. W rezultacie, ta ciągła gonitwa sprawia, że miasto wysysa energię, nie dając nic w zamian. Całe dnie spędzasz w zamkniętej przestrzeni. Patrzysz w okno i … widzisz kolejne budynki. Idziesz do parku i napotykasz się na setki spacerujących ludzi, rowerzystów, psów…
Dlatego kiedy wracam „do domu”, w Karkonosze, uświadamiam sobie jak bardzo za tym tęsknię. Za górami, które towarzyszyły mi kiedyś w każdej czynności, patrzyły z oddali jak zaspana jem śniadanie, biegnę na autobus bo przecież nie mogę się spóźnić, czy zaraz po lekcjach idę na relaksujący spacer. I tak jak wtedy, kiedy miałam te naście lat… dopiero tutaj mam czas by spojrzeć w górę i rozkoszować się widokiem ośnieżonych szczytów. By spojrzeć w niebo i oddychać pełną piersią.

Powtarzając zatem pytanie z tytułu: czy kochasz miejsce w którym mieszkasz?
Nie. Nie kocham.
Sky Tower nie zastąpi mi gór. Dźwięki syren w niczym nie przypominają świergotu ptaków o poranku, a świecące całą noc latarnie nie są rozgwieżdżonym niebem. Park jest sztuczny i nie pachnie naturą, a plac zabaw pod blokiem otoczony płotkiem i nadopiekuńczym okiem innych mam i sąsiadek nie sprawi, że moje dziecko poczuje się wolne, samodzielne i nie rozwinie swojej wyobraźni tak samo jak skacząc po karkonoskich skałkach.
Miasto, które z pozoru daje nam nieograniczony wybór, bezpowrotnie coś nam odbiera. A wielkomiejskie atrakcje to tylko nagroda pocieszenia jaką otrzymujemy w zamian za utratę wolności i natury na wyciągniecie ręki. Czy są tego warte? Ja wciąż nie wiem.
A ty?
edit. Po 16 miesiącach, kiedy odświeżam ten tekst wciąż nie znalazłam odpowiedzi. Ciężko mi rozstać się z Wrocławiem, bo naprawdę doceniam jego olbrzymie możliwości i zalety, ale w środku serca wciąż tkwi olbrzymia tęsknota, która z każdym rokiem zamiast blednąć robi się coraz wyraźniejsza.












106 Responses
Urszula Beata Polowczyk
Ja mieszkam w Jeleniej Górze z widokiem na Śnieżkę :)
Kasia Lorenc
My mieszkamy pod Wrocławiem i mi że bardzo lubię to miasto to nie zmieniła bym miejsca zamieszkania.
Zbieraj się
a gdzie mieszkacie? my rozglądamy się po okolicy, żeby choć mieć kawałek ogródka, ale wciąż nas nic nie urzekło :(
Panna w sieci
A ja uwielbiam Wrocław, który po 5 latach wydaje mi się taki niewielki. Kocham to, że mam tyle możliwości na wyciągnięcie ręki. Moja rodzinna miejscowość wydaje mi się za mała i zbyt ograniczona. Autobusy też co godzinę, chociaż obecnie poruszam się już na szczęście autem, kiedy tu jestem. A gdybym miała wybierać gdzie chciałabym zamieszkać, to miałabym trudny wybór pomiędzy Warszawą, a Trójmiastem.
Kamila Modrzejewska
Świetny tekst. Ja też często się nad tym zastanawiam i mimo, że często wracam do domu rodzinnego na wieś i wypoczywam na łonie natury to czuję, że właśnie Wrocław to moje miasto. Już po pierwszym roku studiów wiedziałam, że tu zostanę :)
Zbieraj się
Ja też lubię to miasto, ale nie ma tej miłości. Doceniam wszystkie możliwości jakie daje mi mieszkanie tutaj i chętnie z nich korzystam. A jeśli chodzi o Trójmiasto to rozważamy :) bo tak samo jak góry kochamy morza i oceany :)
Zbieraj się
Ja im dłużej mieszkam tym mniej jestem tego pewna :) Kończąc studia kilka lat temu byłam przekonana, że zostanę tu na zawsze. Ba! nawet przekonałam do tego mojego męża, który miał w planach powrót do rodzinnego Wałbrzycha. Dzisiaj mam mega mieszane uczucia.
Zbieraj się
cudownie! zazdroszczę :) ale tak pozytywnie!
Rykoszetka
Wpis bliski mojemu sercu, bo ja teraz jestem rozdarta między Lubin a Wrocław, chociaż te miasta wcale nie są tak od siebie daleko…
Zbieraj się
trudne to takie, najlepiej byłoby móc być w dwóch miejscach jednocześnie :) A Lubin znamy, przejeżdżamy zawsze w drodze nad morze.
Edyta Bodzioch
Może nie mieszkam w najpiękniejszym miejscu Polski, ale z każdym rokiem lubię swoją wieś coraz bardziej :)
Edyta Bodzioch
Od kilku lat jeżdżę z Mężem właśnie w okolice Jeleniej, dokładnie do Lubiechowej (pisałam o nim u siebie „Pijani powietrzem”). Zakochałam się na amen. Marzy nam się tam dom z ogórdkiem. Z chęcią zamieniłabym miasto (nie, właściwie wieś, bo od kilku lat mieszkam już poza Warszawą) na życie bliżej natury. I choć ja od urodzenia mieszkałam w wielkim mieście (które kocham), to tak jak Ty tęsknię za ciszą, spokojem i zielenią trawy bez psich kolców na każdym kroku.
Urszula Beata Polowczyk
Obecnie Śnieżka pod pierzynką ;)
Magdalena Bodnari
Zazdro, my już po feriach!
Kasia Lorenc
Zbieraj się My mieszkamy w Miękini
Kamil Maka
Pochodzę z Wałbrzycha ale zawsze mi był bliski Walim i okoliczne góry Sowie. Od 27 lat mieszkam we Wrocławiu i jak tylko będę mógł to stąd znikam :)
Kamila Piotrowicz
Ostatnio ktos mnie zapytał czy czuje sie bardziej „karkonoszanką”, „wrocławianką”? Tekst idealnie w punkt :) ale Ty wiesz, ze to moj ulubiony. Myślę, ze każdy potrzebuję taki trwaly grunt jakim dla nas jest to miejsce :)
Aleksandra Wnuczek
Byłam niedawno w Jeleniej Górze. Nawet stworzyłam relację u siebie na blogu z tego wyjazdu :) Ja wręcz odwrotnie. Kocham miejsce w którym mieszkam. Kocham Warszawę i marzyłam o tym, żeby tu mieszkać. Za swoją rodzinną miejscowością nie tęsknię… ale może dlatego, że nie ma tam gór i takich pięknych widoków? Chociaż wątpię, żeby coś to w moim przypadku zmieniło, bo kocham Warszawę z całego serca i to moje miejsce na ziemi. :)
Cheap holiday - perfect stay
Mam podobne odczucia. Z jednej strony człowiek tak już przyzwyczaił się do tempa życia, ciągłego biegu i wyścigu z czasem, że w małym mieście czuje, że czegoś mu brak. A z kolei w rodzinnych stronach (zakładam w mniejszej miejscowości) może się zatrzymać i nie musi nigdzie gonić na złamanie karku, ale po jakimś czasie też zaczyna mu czegoś brakować. Myślę, że problem nie leży w tym gdzie mieszkamy tylko w tym czego oczekujemy od życia… I tak szukamy. Tylko nie wiemy czego… I nie osiągniemy pełni spokoju i równowagi dopóki tego nie znajdziemy. Ale przecież całe życie to podróż, więc szukajmy dalej, ale korzystajmy z wielkomiejskich dobrodziejstw i spokoju jakie oferuje łono natury.
Zbieraj się
Czasem śmiejemy się, że najlepiej byłoby mieć mieszkanie w mieście, a dom w górach na weekendy. Tylko te weekendy powinny wtedy trwać zdecydowanie więcej niż dwa dni :P
Zbieraj się
Góry Sowie, przepiękne i niezwykle tajemnicze :) Jacek pochodzi z Wałbrzycha.
Zbieraj się
wiem <3 ale zobacz, że na wszystko potrzeba czasu, także na to, żeby zrozumieć, jak bardzo się coś kocha <3
Zbieraj się
ooo! to lecimy czytać :) A jak dlugo mieszkasz w Warszawie? masz dzieci? U mnie trochę tęsknota za górami i naturą wzmogła się w momencie kiedy pojawiło się dziecko. ps. Warszawę też lubimy :)
Zbieraj się
Człowiekowi nigdy nie dogodzisz, chciałby najchętniej „i to, i to” :). Myślę też, że magia „powrotów” wynika z tego, że teraz to dla nas czysty relax, zapomnieliśmy trochę o codzienności, trudnościach, jakie bez wątpienia niesie mieszkanie na wsi, czy w małej miejscowości. Dziś wydają nam się takie błahe, kiedyś, często, byłu górami nie do przejścia.
Aleksandra Wnuczek
Zbieraj się W lipcu minie 6 lat. Dzieci jeszcze nie mam, ale szczerze wątpie, żebym i wtedy zatęskniła za domem rodzinnym. Za naturą może bardziej, ale znam miejsca w Warszawie, gdzie mogę ją poczuć. :) A jak tego będzie za mało to zaplanuje się jakiś wypad w góry. :)
Ania Amanowicz-Kluszczynska
Ja ostatecznie wybieram duże miasto. Teraz mieszkam pod Warszawą i to mi najbardziej pasuje. Na co dzień spokój, a kiedy mamy ochotę ruszamy do stolicy.
Zbieraj się
Ja mam trochę problem z mieszkaniem pod dużym miastem, boję się, że dojazdy do centrum zajmą mi wieki. A kiedy ma się małe dziecko i w przyszłości trzeba będzie je wozić do przedszkola, szkoły, na basen itp. to się niestety tego nie uniknie.
Zbieraj się
Aleksandra Wnuczek W Karkonosze <3
Aleksandra Wnuczek
Zbieraj się Mam w planach! :D
Zbieraj się
chociaż chyba powinniśmy kliknąć: nie lubimy! więcej ferii dla rodziny :(
Ania Amanowicz-Kluszczynska
Zbieraj się My mamy to wszystko na szczęscie na miejscu. Dopiero szkoła średnia będzie pewnie w Warszawie, ale mam nadzieję, że moja mała będzie już wtedy samodzielna.
Wilcza Spiżarnia
Lubię moje miasto, lubię całą aglomerację śląską. Ale od czasu do czasu marzy mi się domek na wsi bądź w środku lasu. Żeby tak uciec od ludzi, budynków, smogu… Nie wiem tylko jak długo tak naprawdę wytrzymałabym w takim domku ;)
Zbieraj się
To mamy ten sam dylemat :) Z jednej strony chcielibyśmy ciszy i spokoju wśród zieleni, ale miasto tak bardzo przyzwyczaja do wysokich obrotów, że cisza może być największym hałasem :)
Edyta Bodzioch
Zbieraj się Święte słowa!!