KIEDY JECHAĆ NA WYPRAWĘ ŻYCIA? I CZY TRZEBA „ZDĄŻYĆ” ZANIM POJAWI SIĘ DZIECKO?

with Brak komentarzy

Jeśli fascynują Cię dalekie podróże to na pewno masz w głowie wymarzoną „wyprawę życia”. Podróż dookoła świata, Australia, Parki Narodowe USA, safari w Afryce, Eurotrip po wszystkich europejskich stolicach, a może po prostu wyprawa dookoła Polski… Często wydaje się, że w taką wyprawę można wyruszyć zanim się ustatkujesz: weźmiesz (lub szczęśliwie nie będziesz musiał) kredyt na dom/mieszkanie lub zanim pojawi się dziecko. Często jednak nie masz wystarczająco dużo odwagi lub funduszy na taki wypad. Potem praca, dom, dzieci i… kiedy już myślisz sobie, że jest „po jabłkach” w głowie pojawia się myśl: a może by tak pojechać z dzieckiem?

Obserwuję liczne blogi podróżnicze. Młodych ludzi w trakcie studiów, lub tuż po, którzy wyruszyli w nieznane by poznać świat, ale też przede wszystkim by dowiedzieć się w czasie podróży czegoś więcej o sobie, o tym czego tak naprawdę chcą od życia. Ci młodzi ludzie mnie fascynują. Mimo, że dzieli nas raptem kilka lat różnicy ja w ich wieku nie miałam w sobie wystarczająco dużo determinacji i odwagi, by spakować plecak i pojechać na Europtrip, a tym bardziej za ocean. Nie odważyłam się na „gap year”, mimo, że o tym zawsze mocno marzyłam. Podróżowałam więc z plecakiem po Polsce, często na stopa… ale nie jakoś specjalnie dużo.

podroz_zycia_zbierajsie_bieszczady

A potem przyszło życie…

Codzienność… a potem jedna podróż życia… druga… trzecia… ale na tą właściwą wciąż czekam :) :) :).

JAK TO JEST Z TYM PODRÓŻOWANIEM?

Tak naprawdę podróżować więcej (bo do dziś nie uważam, że podróżujemy dużo) zaczęłam kiedy poznałam Jacka. Co wcale nie znaczy, że Jacek podróżował wcześniej beze mnie, też nie. Po prostu dodaliśmy sobie nawzajem odwagi, a może po porostu wreszcie znaleźliśmy kompana do tego by tym światem się zachwycać i odkryliśmy wspólną pasję. Na pierwszy ogień poszła Norwegia samochodem. Żeby zarobić trochę pieniędzy pojechaliśmy… malować domy:), a przy okazji zaznaliśmy trochę skandynawskiego życia. Później kilka „bezpiecznych” wyjazdów do Chorwacji, Grecji, Tunezji, Turcji, na Wyspy Kanaryjskie, po Dominikanę… aż wreszcie polecieliśmy samodzielnie na północny-wschód Stanów i na Florydę i coraz bardziej zaczęliśmy marzyć o zachodzie Ameryki.

San Francisco, Los Angeles, Pak Narodowy Yosemite, Dolina Śmierci, Wielki Kanion… – wszystko to chcieliśmy zobaczyć na własne oczy! Najlepiej już. Natychmiast. Trzeba było jednak odłożyć trochę pieniędzy, bo to niestety „nie są tanie rzeczy” (<<FAQ, czyli ile kosztowała nas podróż po zachodnich Stanach USA>>).

I tak odkładając kolejne złotówki na wyprawę za ocean robiliśmy się coraz starsi, lata leciały (haha, wiecie, że żartuję, co nie? wciąż jesteśmy młodzi, a tych lat wcale nie upłynęło tak dużo), a my bardziej niż o podróżach marzyliśmy o dziecku. Nie chcieliśmy odkładać tego w czasie, bo z biologicznego punktu widzenia im szybciej tym lepiej, a i tak z różnych medycznych zawirowań nasze starania się o Sarę trwały więcej niż planowaliśmy.

DZIECKO?! KONIEC PODRÓŻY, CZY DOPIERO POCZĄTEK?

Przeszła nam przez głowę myśl, że skoro już podjęliśmy decyzję ostateczną: „chcemy mieć dziecko” to już nie uda się nigdzie pojechać, że trzeba poczekać aż dziecko „podrośnie”, a najlepiej to już w ogóle schować marzenia o „american dream” między bajki. Utwierdzały nas w tym głosy bardziej „doświadczonych” rodziców.

Pamiętam też jak powiedziałam koleżance z pracy, że lecimy w podróż życia, na Dominikanę, bo kiedy zajdę w ciążę i pojawi się dziecko to już koniec. Nie zaprzeczyła. Pewnie dlatego, że sama też nie miała dziecka i dała się zwieść, tym którzy macierzyństwem straszą. Dziś uśmiecham się na samą myśl, że tak myślałam, bo na Dominikanę owszem polecieliśmy, ale bardzo bezpiecznie i „lajtowo”. „W podróży” po wyspie spędziliśmy raptem 4 dni: pojechaliśmy w tropiki, góry, do lasów namorzynowych. Pozostałe 8 byczyliśmy się na plaży.

Nasza podróż życia odbyła się później…

CZY Z DZIECKIEM MOŻNA LECIEĆ ZA OCEAN? SPAĆ W SAMOCHODZIE?

Do dziś pamiętam wzrok babci Sary, która dowiedziała się o tym, że lecimy do Stanów, na 3 tygodnie, z półrocznym dzieckiem i wcale nie zamierzamy spędzić tego czasu w jednym hotelu (ostatecznie nie polecieliśmy w listopadzie, a w maju, z 13-miesięcznym, ale nie przez wiek dziecka, ale… brak możliwości urlopu). Podobny zresztą wzrok i konsternację zobaczyłam kilka dni temu, kiedy powiedzieliśmy o swoich aktualnych planach na przyszłość. Trochę szkoda, że nikt nie chce z nami na ten temat rozmawiać i traktuje nas jak wariatów :D. No, ale cóż 😉 😊 😊. Bywa i tak.

Więc żeby była jasność… Naszą podróż życia przeżyliśmy już z córką.

podroz_zycia_zbierajsie_wielki Kanion

Razem z 13-miesięczną Sarą polecieliśmy do Los Angeles (świetnie zniosła 12 godzinny lot z Warszawy do LAX, poprzedzony 45 minutami w samolocie z Wrocław), a później przemierzyliśmy 5 500 tys. kilometrów po czterech stanach w USA. Odwiedziliśmy razem 7 Parków Narodowych, 3 Parki Stanowe oraz 3 wielkie metropolie…. i cóż tu wiele mówić. Bez wątpienia to była najwspanialsza wyprawa jaką odbyliśmy w życiu. Wyprawa, która zapadnie nam w pamięć na długie lata.

Sara nie będzie pamiętała z niej pewnie nic poza tym, że miała szczęśliwą mamę i zadowolonego tatę na wyciągnięcie ręki. Resztę jej przecież opowiemy i pokażemy na zdjęciach, tak żeby wiedziała, że „chcieć to móc”, a „pojawienie się dziecka” w niczym jej nie ogranicza nie ma co specjalnie odkładać tej decyzji w czasie… Bo najważniejsze są priorytety i determinacja i jestem pewna, że ona to już wie:)

Zawsze kiedy pojawia się argument typu „po co jechać z dzieckiem, przecież ono nic nie zapamięta” zadaję sobie zawsze pytanie: „a czy ty do niego nic nie mówisz? Nie czytasz mu? Nie bawisz? Przecież ono nic nie zapamięta!”.

podroz_zycia_zbierajsie_wielki_kanion

PODRÓŻ ŻYCIA Z DZIECKIEM

Spacerowaliśmy wzdłuż Wielkiego Kanionu wypatrując w oddali rzeki Kolorado, staliśmy nad krawędzią Horseshoe Bend, miejsce w którym rzeka Kolorado zawraca niemal o 360 stopni bo stara się ominąć wielką skałę, wędrowaliśmy po górach Sierra Nevada w Narodowym Parku Yosemite i uroniliśmy łzy zachwytu na Glacier Point… zresztą najlepiej przeczytajcie nasze TOP 7 miejsc, które trzeba zobaczyć w zachodnich stanach USA. Spaliśmy na parkingu w Los Angeles, jedliśmy bajgle na plaży na Big Surze, a S. spróbowała pierwsze krewety na targu rybnym w San Francisco walcząc z żarłoczną mewą.

Wszystko to z małym, 13 miesięcznym dzieckiem pod pachą, które wcale nie było dla nas kulą u nogi, a co więcej wróciło do Polski CAŁE i ZDROWE!

Jesteśmy ostatni, którzy starają się mówić innym jak mają żyć i radzą niepytani, ale z lekkim zażenowaniem słucham jak ktoś mówi, że nie może jechać na wakacje, bo ma małe dziecko, że z „dzieckiem to się nie da”, albo „będziesz miał dwójkę to zrozumiesz”. Choć pamiętam z jakim przerażeniem, jeszcze jako bezdzietna, słuchałam jak koleżanka opowiada na urlopie, na którym nie wysunęła nosa za hotelowy basen, bo… dzieci nie chciały. Kto wie, może mnie to jeszcze czeka :). Uśmiecham się pod nosem jak ktoś mówi, że wakacje z dzieckiem to nie wakacje i lepiej zostać w domu… hmm… i teraz zdradzę chyba coś o czym te osoby zapominają: będąc w domu z dzieckiem też jestem czasem zmęczona, nawet bardzo. Ba! powiedziałabym nawet, że jestem bardziej zmęczona niż w podróży.

Nie mam w domu krasnoludków, które zaopiekują się dzieckiem! A w podróży jestem ja i mąż, 24 godziny na dobę razem, z dzieckiem. Robimy dokładnie to samo, co robimy w domu: opiekujemy się dzieckiem, tyle, że razem. Jeśli ktoś mówi, że nie robi czegoś, bo ma dziecko, to moim zdaniem, tak naprawdę nie robi tego dlatego… że tego nie chce. To wszystko kwestia priorytetów. Jasne, każdy z nas ma swoje własne, dla jednej osoby będzie to daleki wypad, góry na weekend z dzieckiem, a dla innego nowy telewizor, playstation, albo chociaż nowy rower (tak ku aktywności:)).

Każdy ma prawo do swoich wyborów, tylko niech nie mówi, że „z dzieckiem się nie da”, a kiedy usłyszy, że ktoś mówi do niego „chcemy jechać na Hawaje (strzelam, choć coś w tym oczywiście jest :))” to niech cieszy się jego szczęściem, radością i powie: „wow, ale super! trzymam za was kciuki, to na pewno będzie piękna wyprawa!”.

Ja powiedziałabym tak każdemu kto spełnia swoje marzenia!

 NIE PACHNIE FIOŁKAMI, ALE NA CO NAM FIOŁKI?

Nie będę jednak mówić, że podróż z dzieckiem pachnie fiołkami i w ogóle jest usłana różami. Nie pachnie.

To oczywiste, że z dzieckiem nie możesz robić wszystkiego tego, co robiłeś zanim zostałeś rodzicem: całonocna impreza na Key Weście raczej odpada, clubing w Nowym Jorku też nie… no i nie ponurkujesz sobie za rękę z mężem/żoną na rafie koralowej (chyba, że znajdziesz dla dziecka opiekę). Są też miejsca w które nie zabrałabym dziecka, ale jest też milion miejsc, w których bym właśnie zabrała. Jasne, podróżując z dzieckiem jest inaczej, na pewno trudniej niż samemu, czy we dwójkę, ale jest fajnie. Ale życie z dzieckiem, jeśli będziecie do tego tak nastawieni, w ogóle rzadko pachnie fiołkami i to jest normalne, że jest czasem trudno. W życiu w ogóle jest czasem trudno. Nie ma co lamentować, trzeba po prostu wziąć to na klatę i spełniać swoje marzenia! Jak najszybciej, bo nigdy nie wiadomo co czai się za rogiem i czy najzwyczajniej w świecie zdążymy ze wszystkimi :).

podroz_zycia_zbierajsie_san_francisco

O wiele bardziej niż słuchanie, czy oglądanie wyidealizowanej wizji macierzyństwa, na którą tak wszyscy psioczą, irytuje mnie ciągłe marudzenie niektórych #instamatek i robienie z siebie cierpiętnic… no nie… na takie Internety to ja się nie piszę. Świetny tekst swego czasu napisała na ten temat Natalia z bloga Tasteaway „Nie strasz mnie macierzyństwem” i ja podpisuje się pod tym wszystkimi kończynami. Tak w ogóle blog Natalii i Łukasza to punkt obowiązkowy dla każdego kto chciałby podróżować z dzieckiem. Kuszą nas mocno Tajlandią, a ostatnio zrealizowali moje wielkie marzenie o podróży do Australii! My jeszcze przez wyjazdem do USA namiętnie czytaliśmy Osiem stóp, skrycie marząc, że też nam się uda pojechać kiedyś kamperem do Stanów na dłużej.

NASZE DOŚWIADCZENIE TO NIC, W PORÓWNANIU Z INNYMI

Wiem, że nasze doświadczenia podróżnicze to jednak nic w porównaniu z innymi podróżującymi rodzinami. Tymi, którzy sprzedają wszystko co mają i ruszają hen, w podróż dookoła świata. Podróżującymi z niemowlakami do Azji (która nas trochę jednak jeszcze przeraża), czy tymi, którzy z dziećmi ruszyli w wielomiesięczne podróże camperem. Czy chociażby tymi, którzy podróżują z dwójką, trójką dzieci… a nawet czwórką… dla nas jest to na razie niewiadoma.  Podglądam ich na Instagramie, czytam ich blogi i … łapię odwagę, bo wiem, że największa podróż życia jeszcze przed nami.

Nie z jednym dzieckiem, a z dwójką.

Więc jeśli przypadkiem nie masz jeszcze dzieci, a trafiłeś na nasz blog z myślą o tym, że musisz zdążyć ze wszystkim ZANIM pojawi się dziecko, to powiem Ci jedno: nie musisz. Wiele zależy od Ciebie. Oczywiście jest różnie, jak to w życiu. Najważniejsze jest zdrowie. A potem, to już wszystko w Twoich rękach.

podroz_zycia_zbierajsie_joshua_tree

P.S. Nasza córka ma 2 latka. Była w USA, Grecji, Wielkiej Brytanii, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i w Portugalii. Prócz tego dużo podróżuje po Polsce, często chodzi w góry. Z rodzicami. Bo na razie nie ma wyboru😊. Więcej o naszej wyprawie przeczytasz pod tym banerkiem :).

Podróż życia_USA WEST TRIP - NASZA RELACJA

A jakie Wy macie zdanie o podróży życia? Marzycie? Macie już za sobą, czy wciąż jesteście przed?