Lepiej wyzionąć ducha pocąc się na podbiegach, czy niedzielę spędzić w śnieżnobiałej pościeli?

with 20 komentarzy

„Ile jeszcze?” „Już nie mogę!” To niektóre słowa, które można było usłyszeć ode mnie podczas biegu na 10 km podczas The Castle Run, biegu po Książański Parku Krajobrazowym. Prócz tego było wiele niecenzuralnych słów, których nie będę przytaczać. O ileż życie byłoby prostsze gdybym jednak na niedzielny, październikowy poranek wybrała wygodne łóżko, albo odstrojona od stóp do głów spacerowałabym za rączkę po wrocławskim rynku. Ja jednak wybrałam inaczej. Głupia jakaś? Szalona?!

Nie sztuką jest mieć kondycję i walczyć o sekundy na biegu, sztuką jest jej nie mieć, wstać rano z łóżka i pobiec… modląc się w duchu żeby w ogóle dobiec na metę. Sekundy? Jakie sekundy? Tu chodzi o przeżycie! Pamiętajcie, że ja przecież tak naprawdę to wcale nie lubię sportu (klik), a żeby wyjść na trening walczę ze sobą za każdym razem!!!

the castle run_zbierajsie

The Castle Run…

Nie wiem co miałam w głowie zapisując się jeszcze 30 czerwca na 10 kilometrowy bieg The Castle Run po Książańskim Parku Krajobrazowym. Nie wiem jak to się stało, że nie doczytałam, że to bieg górski w stylu anglosaskim, a więc taki, którego trasa wiedzie raz w górę, raz w dół… i tak przez 530 metrów przewyższeń. A to nie były takie zwykłe lekkie wzniesienia, oj nie, to często długie i strome podbiegi i szybkie zbiegi, na których aż prosi się o przyspieszenie, a później BACH… ostry zakręt… niejeden. Do tego leśna ścieżka, której daleko do parkowej alejki. Już sami organizatorzy napisali, że to trasa „dla wprawionych „górali”” i „do łatwych nie należy”.

No dobra, wiem co się stało. Wierzyłam, że trudny bieg zmotywuje mnie do regularnych treningów. Nie zmotywował. Mimo to, pobiegłam. Choć znaki na niebie i ziemi mówiły inaczej: od kilku dni padał deszcz, zginęła nam buffa na głowę i torebka na telefon, GPS mówił, że się spóźnimy a ja zapomniałam z domu dowodu, który uprawniłby mnie do odebraniu pakietu startowego.

trasa the Castle Run

… mordercza trasa

Mniej więcej od trzeciego kilometra, kiedy zaczął się długi podbieg klęłam w duchu… później zaczęłam na głos… (Swoją drogą, czy wiecie, że przeklinanie dodaje siły fizycznej podczas wysiłku?! Sprawdzili to badacze z brytyjskiego Keele University.). Naprawdę nie wiem czy dałabym radę gdyby nie to … :P :P :P

the castle run_zbierajsie (5)-min
Stromy, górski podbieg obok rzeki Pełcznicy

W pewnym momencie powiedziałam do Jacka, że ostatni raz byłam taka wyczerpana podczas porodu. Tylko sorry, tam nagroda była zdecydowanie większa. Później, gdzieś na 7 kilometrze, zobaczyłam moją nagrodę, która patrzy i bije brawo jak mama i tata przebiegają tuż obok niej <3 <3 <3. Od razu zrobiło się lżej i mimo, że chwilę wcześniej mówiłam, że jak dobiegniemy do tego miejsca, to ja spasuje, pobiegłam dalej.

Były momenty kiedy szłam. Miałam ochotę usiąść na brzegu rzeki Pełcznicy i rzewnie zapłakać, albo rzucić się z wieży na Starym Książu, bo trasa The Castle Run zapewnia biegaczom takie atrakcje. Nie, nie chodzi tu o możliwość rzucenia się z wieży, czy do rzeki, ale o podziwianie prawdziwych perełek Książańskiego Parku Krajobrazowego.

the castle run_Stary Książ
Ruiny Zamku Stary Książ

Wracając jednak do owego „rzucania się”. Nie wiem czy bym tak nie zrobiła, gdyby nie to, że Jacek widząc przerażenie w moich oczach zdecydował się biec cały bieg ze mną. Dużo motywował. Zdecydowanie częściej wkurzał, bo np. zastanawiał się podczas trasy, czy gdzieś spotkamy muflony. Jakie muflony? Kiedy ja nie widzę na oczy?! – krzyczałam i patrzyłam na niego wzrokiem mordercy. Przede wszystkim jednak był.

muflon
W Książańskim Parku Krajobrazowym mieszkają muflony. Nie, nie udało nam się ich zobaczyć, ani podczas biegu, ani w ogóle, ale są!

… czy (tylko?) dla wprawionych górali

Kiedy tak użalałam się nad swoim marnym losem i mówiłam, że nie dam rady, że już nie mogę, że nigdy więcej nagle, na zakręcie podczas podbiegu wyprzedził mnie Pan 50+ z widoczną nadwagą (brawo dla Pana, chylę czoła), a mi … robiło się mega głupio. Bo skoro on ma siłę walczyć i nie mazgai, to czemu robię to ja!?

Młoda. Zdrowa. Ambitna.

Tylko trochę leniwa na regularne treningi.

Może ta pościel lepsza niż medal the Castel Run?

Wielokrotnie podczas trasy pytałam siebie, dlaczego nie leżę teraz w śnieżnobiałej pościeli, co w niedzielę o 10 rano nie byłoby znowu takim głupim pomysłem. Tym bardziej, że na dworze szaro i buro! Dlaczego nie oglądamy teraz głupawego serialu tylko walczymy o życie (przynajmniej ja!)? Czemu później pięknie ubrani i wypachnieni, nie spacerujemy za rączkę z dzieckiem po wrocławskim rynku? No czemu?

Bo wybrałam inaczej. Proste.

Zamiast

Zamiast śnieżnobiałej pościeli wybrałam pięknie pachnący zielony las z widocznym podmuchem żółto-czerwonej jesieni.

kolorowe drzewa jesień

Zamiast serialu na ekranie laptopa, gdzie przeżywam wtórne emocje, górski bieg, podczas którego przełamuje swoje słabości i udowadniam sobie, że jestem silna skoro WSTAŁAM RANO (w niedzielę o 6!) i daję radę pokonać trasę, która do łatwych nie należy.

Zamiast ręki męża podczas spaceru po wrocławskim bruku, jego słowa: „Dasz radę!” „Mogę Cię pociągnąć jeśli chcesz” i jego miłość, którą widzę w tym, że chce biec ze mną i to, że robimy RAZEM coś więcej niż planowanie jadłospisu na kolejny tydzień.

Zamiast gonienia za córką po wrocławskim rynku, jej uśmiech kiedy mijam ją na 7 kilometrze, a ona wesoło spędza czas z babcią i dziadkiem podczas jesiennego spaceru wśród kolorowych liści.

Zamiast mówienia córce i pisaniu na blogu, że sport to zdrowie i trzeba być aktywnym, pokazywanie jak to wygląda w praktyce i że sport wcale nie jest tylko dla sportowców.

the castle run_zbierajsie (9)

Zamiast wrocławskich kamieniczek, ruiny Starego Książa majaczące w oddali na 5 kilometrze, kiedy w oczach mam już mroczki zmęczenia i widok przepięknego Książa tuż przed metą, kiedy na zawodników czekał stromy podbieg po brukowanej alejce.

Zamiast ulubionych perfum, makeupu i ułożonych włosów, pot, łzy i … satysfakcja na mecie. Bo w życiu nie liczy się przecież to co na zewnątrz, ale to co w środku. Torebka? Fryzura? Hart ducha to jest to!

Wybrałam tak i nie żałuję. Mimo, że przecież mogłam inaczej.

Ty jak wybrałeś?

ps. a dziś, po biegu, kawa i beza smakowała o niebo lepiej! :D


Podsumowując trasę biegu The Castle Run. Jest trudna. Niezwykle malownicza, chyba najładniejsza trasa biegowa, jaką poznaliśmy. Nie tylko dla „wprawionych górali”. Nawet taki „niedzielny” sportowiec jak ja da radę, ale jeśli jesteś rasowym sportowcem, to znajdziesz tu spore wyzwanie dla siebie! Więcej o biegu, przeczytasz tu.

the castle run_fot.Waldemar Łomża Photography-min
fot. Waldemar Łomża Photography(klik), The Castle Run(klik)

<< Męczący relaks, czyli biegi górskie – o tym jak Jacek przebiegłem swój pierwszy górski półmaraton w Górach Izerskich >>

Biegłeś z nami? Jak oceniasz trasę biegu The Castle Run?

Nie biegłeś? Nic straconego! Koniecznie wybierz się tam na spacer!