AZJA Z DZIEĆMI – PLAN PODRÓŻY TYDZIEŃ PO TYGODNIU

with Brak komentarzy

To wpis, który pisaliśmy na bieżąco podczas naszej 100 dniowej podróży po Azji Środkowo-Wschodniej. Jego chronologia jest odwrotna. Najstarsze rzeczy są na końcu. Na początku znajdziecie plan naszej podróży oraz informacje o tym co w nim się zmieniło w stosunku do początkowych założeń.

Wpis był aktualizowany na bieżąco. Początkowo planowaliśmy pisać jeden wpis tygodniowo (podczas podróży po USA z jedną córką pisałam jeden wpis DZIENNIE!). Niestety dwójka maluchów na pokładzie skutecznie wybiła mi to z głowy. Dokładniejsze przygody, relacje i poradniki napiszemy po powrocie.

NASZ PIERWSZY PLAN PODRÓŻY PO AZJI ŚRODKOWO-WSCHODNIEJ

Początkowo planowaliśmy odwiedzić 7 krajów. Chcieliśmy spędzić tydzień w Singapurze, 2 tygodnie w Malezji, 4 tygodnie w Tajlandii, tydzień w Wietnami, 2 tygodnie na Filipinach, tydzień na Tajwanie i 2 tygodnie w Japonii. Oczywiście z grubsza, bo podróż w dużej części planowaliśmy na bieżąco i chcieliśmy być elastyczni. Wiedzieliśmy, że ostatnie 2 tygodnie to będzie Japonia ze względu na możliwość zakupu biletów na pociag właśnie na 14 dni.

Po długich dyskusjach zdecydowaliśmy, że niestety rezygnujemy z Wietnamu. Ten kraj (podobnie zresztą jak wszystkie, które odwiedzamy w ramach naszej podróży) zdecydowanie zasługuje na więcej, a my mieliśmy na niego raptem 7 dni. Poza tym w Wietnamie aż prosi się o wynajęcie skuteru i samodzielne odkrywanie kolejnych miejsc, a to z naszymi dziewczynami było nierealne. Ze względu na drogie ceny biletów odpuściliśmy też Tajwan, mimo że na pewno jest miejscem, do którego chcielibyśmy pojechać.

NASZ OSTATECZNY PLAN PODRÓŻY PO AZJI ŚRODKOWO-WSCHODNIEJ

Ostateczie nasz harmonogram podróży wyglądał tak. Warto pamiętać, że podróżowaliśmy z dziećmi i mieliśmy „dużo” czasu więc czasem rozciągaliśmy pobyt w danym miejscu. Spokojnie można byłoby odwiedzić te miejsca w krótszym czasie, choć warto byłoby w dłuższym :) Poniżej (pod tabelą) znajdziecie szczegółówą rozpiskę konkretnych miejsc z naszą opinią, czy warto było spędzić tam tyle czasu, czy było to wręcz za mało.

AKTUALNE: JESTEŚMY W POLSCE, ZOBACZ CO ZACHWYCIŁO NAS NAJBARDZIEJ

I sprawdź, czy po 100 dniach poza domem nie mamy dość życia na walizkach. Czy nie żałujemy decyzji o tak długim wyjeździe? Czy powtórzylibyśmy go znów? 

TOKIO

Do Tokio dotarliśmy szybkim pociągiem Romancecar Odakyiu z Odawary. W zwiedzaniu skupiliśmy się na głównych atrakcjach miasta dorzucając do tego place zabaw. Pojechaliśmy na jeden dzień pociągiem do Nikko i żałowaliśmy, że nie zdecydowaliśmy się tu na nocleg.

liczba noclegów: 5

HAKONE

Do Odawary dotarliśmy około 15 po mega intensywnym roadtripie w Krajinie Pięciu Jezior Fuji. Czuliśmy się usatysfakcjonowani, bo widzieliśmy wulkan Fuji, ale czuliśmy niedosyt. Przed nami były kolejne dni szansy obcowania ze Świętą Górą Japończyków, tym razem od południa.

Śmierdząca siarkom dolina Owakudani, przepiękne jezioro Ashi z widokiem na Fuji, onseny z leczniczą wodą, intensywna zieleń lasów to tylko niektóre atrakcje regionu Hakone, których doświadczyliśmy podczas trzech dni spędzonych na południe od wulkanu Fuji. Nasz plan był dość napięty, ale znaleźliśmy chwilę na odpoczynek (przeczytaj tutaj dokładnie) i zachwyt nad regionem Hakone (zobacz tu dlaczego uważamy, że warto).

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

🇯🇵To, że w Dolinie Owakudani śmierdzi, to mało powiedziane! Zapach zgniłych jajek miażdży nozdrza już od samego wyjścia z autobusu. Wszystko to wina aktywnego wulkanu Hakone🌋🗻, jednego z 80 aktywnych wulkanów w Japonii. Jeśli stężenie gazów i aktywność sejsmiczna obszaru na to pozwala można przejechać koleją linową🚡 bezpośrednio nad dnem doliny. Z zawieszonych na wysokości 130 metrów nad ziemią widać kosmiczny krajobraz👨‍🚀👩‍🚀, kotły wrzącej wody oraz wydobywające się z ziemi białe kłęby gazu. Mówią o tym miejscu „wielkie piekło”. Nam się nie udało. Nie dość, że nie pozwalały na to warunki, to jeszcze podróżowaliśmy z niemowlakiem👶👨‍👩‍👧‍👧, a dzieci nie powinny przebywać bezpośrednio nad doliną, więc na górę dojechaliśmy komunikacją zastępczą i dolinę podziwialiśmy ze zdecydowanie bezpieczniejszego tarasu widokowego. Następnym razem! Na blogu pojawił się przewodnik z Japonii. Na pierwszy ogień poszedł region Hakone, w których można wyjechać na taras widokowy krateru wulkanu o tej samej nazwie.💪💪💪 #zbierajsie #100dniwazji #polishtravelblog #polskieblogipodroznicze #rodzina #family #asiatrip #coupleswhotravel #traveltogether #razemnajlepiej #wakacje #podroze #podrozezdzieckiem #littletraveler #explorewithkids #familyfirst #familygoals #familylove #familymoments #travelwithkids #malypodroznik #podrozemaleiduze #podrozowanie #travelfamily #familytravel #hakone #japantrip #japantravel #owakudani #visitjapan

Post udostępniony przez Jacek Zbieraj (@tato_zbierajsie)

liczba noclegów: 2

PÓŁNOC FUJI – KRAINA PIĘCIU JEZIOR FUJI

Do Odawary dotarliśmy pociągiem JR z Hiroszimy. Mogliśmy próbować dostać się do Krainy Pięciu Jezior Fuji/ Fuji GOKO komunikacjom zbiorową, ale z uwagi na fakt, że mieliśmy dwójkę maluchów na pokładzie, masę bagaży i bardzo mało czasu zdecydowaliśmy się na wypożyczenie samochodu i sprawdzenie jak jeździ się po Japonii autem.

Z przygodami, bo okazało się, że maps.me nie wie jak mamy jechać, w GPS samochodu nie można wpisać japońskiej wersji adresu, a my nie kupiliśmy sobie przenośnego internetu, dotarliśmy na miejsce do tradycyjnego rykojanu późnym wieczorem. Następnego dnia wstaliśmy skoro świt, bo Fuji najlepiej oglądać wczesnym ranem. Udało się. Fuji powitała nas już na drodze do Shibazakura Festiwal, czyli ogrodów pełnego floksów z widokiem na górę. Odwiedziliśmy też okolice jezior Yamanaka, Kawaguchi, Sai, Shōji, Motosu. Zobaczyliśmy, a właściwie próbowaliśmy, bo Fuji schowała się za chmurami, jedne z najpiękniejszych miejsc widokowych na wulkan Fuji. Więcej o tych miejscach napisałam w osobnym wpisie. 

Następnym razem spędzilibyśmy tu zdecydowanie więcej czasu.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Magda i Jacek Zbieraj (@zbierajsie)

liczba noclegów: 1

HIROSZIMA

W Hiroszimie spędziliśmy jedną noc. Pospacerowaliśmy po mieście, odwiedziliśmy zamek w Hiroszimie, Park Pokoju, Kopułę Bomby Atomowej i Muzeum Bomby Atomowej. Popłynęliśmy też na wyspę Miyajimę.

liczba noclegów: 1

KIOTO

W dawnej stolicy Japonii, która uchodzi za jedno z piękniejszych miast w Japonii, spędziliśmy 5 nocy. Nie pokochaliśmy tego miasta, choć nie uważamy tego czasu za stracony. Zwiedzaliśmy samo Kioto, odwiedziliśmy starą dzielnicę Gijon, Ogrody Cesarskie, Złoty i Srebrny pawilon, Fushimi Inari, dzielnicę Arashiyama z lasem bambusowym. Pojechaliśmy też do oddalonej o godzinę jazdy Nary, gdzie zaatakowały nas jelenie (one tylko tak niewinnie wyglądają, nie wolno zapominać, że to dzikie zwierzęta!)

liczba noclegów: 5

OSAKA

Przylecieliśmy wieczorem, a wyruszyć do Kioto zdecydowaliśmy się dopiero rano, więc noc spędziliśmy na lotnisku. Z uwagi na ograniczony czas nie zdecydowaliśmy się zostawać w Osace na dłużej.

liczba noclegów: 1

MANILA

O Manilii słyszy się głównie źle… nie chcieliśmy ryzykować jej zwiedzania więc traktowaliśmy ją jako transfer. Spotkaliśmy się jednak ze znajomymi z Filipin, którzy zabrali nas do największego centrum handlowego w mieście – jako jedna z atrakcji. Samo centrum jak centrum, ale jego położenie nad zatoką bardzo fajne. Niestety było już ciemno, więc nie mogliśmy ocenić tego w ciągu dnia.

liczba noclegów: 1

PANGLAO

Na deser naszej filipińskiej przygody pojechaliśmy na wyspę Panglao, która jest połączona z pobliskim Boholem dwoma mostami. Tu w przeciwieństwie do wcześniejszych miejsc noclegowych zdecydowaliśmy się na kilka dni w resorcie, z którego właściwie nie wychodziliśmy. Przepiękna szeroka plaża z palmami, hamaki, plac zabaw dla dzieci, basen – po długiej podroży tego w tym momencie nam było potrzeba! Tak się przyzwyczailiśmy do tych luksusów, że ciężko nam było wyjeżdżać. Z Panglao polecieliśmy bezpośrednim lotem do Manili, a tam po spędzeniu jednej nocy w przyhotelowym hotelu polecieliśmy do Japonii.

liczba noclegów: 3

PAMILACAN

Następne dni spędziliśmy na maleńkiej wyspie Pamilacan. Wyspie, na których nie ma samochodów, do niedawna nie było prądu, a to co było dla nas najbardziej egzotyczne to fakt, że nie ma tam bieżącej wody. Mieszkańcy wyspy każdego dnia wykonują około godzinny rejs na Bohol żeby pobrać słodką wodę do baniaków.

liczba noclegów: 3

BOHOL

Kolejną wyspą, którą odwiedziliśmy był wspominany Bohol, która przez wielu uchodzi za Filipiny w pigułce. Coś w tym jest! Zanim się tak jednak stało czekała nas przeprawa promem Bantayan-Cebu, później 2 godzinna podróż taksówką do portu w Cebu i znów prom z Cebu na Bohol. Na Boholu spędziliśmy 5 nocy, jedną przy porcie w Tagbilaran gdzie przypłynęliśmy z Cebu, 3 na farmie pośrodku wyspy, bo postanowiliśmy wypożyczyć auto i pojeździć po filipińskich bezdrożach oraz jedną noc przy porcie w Baclayon skąd płynęliśmy na Pamilacan. Z rzeczy, które udało nam się zobaczyć polecamy: Czekoladowe Wzgórza, Sanktuarium Tarsierów (Tarsier Sanctuary – na wyspie są dwa miejsca gdzie można zobaczyć tarsiery), rejs po rzece Loboc, wodospady na Bohol, pola ryżowe.

liczba noclegów: 5

BANTAYAN

Spędziliśmy kilka dni w małej filipińskiej wiosce na wyspie Bantayan. Był to idealny odpoczynek po mega turystycznym Boracay. Nasz czas na wyspie płynął wolno. Sara bawiła się z lokalnymi dziećmi, a my próbowaliśmy lokalnej kuchni przygotowywanej przez ciotki Grocha, a właściwie ciotki jego filipińskiej żony. Odwiedziliśmy kilka plaż na wyspie, tradycyjnym filipińskim bankiem popłynęliśmy na Virgin Island, ale przede wszystkim chłonęliśmy klimat życia w totalnie innym świecie.

liczba noclegów: 5

CEBU

liczba noclegów: 1

BORACAY – NIE POWTÓRZYMY TEGO

Na Borracay spędziliśmy 5 nocy, 4 w hotelu na północy wyspy w tak zwanym Boracay Newcoast przy plaży Ilig Iligan Beach, a jedną w małym hoteliku na White Beach. Standard i cena tego ostatniego pozostawiała wiele do życzenia, ale o było jedyne co udało nam się znaleźć w centrum.

liczba noclegów: 5

LOT Z KAMBODŻY DO MANILI

Z wielkimi przygodami (nie chcieli nas wpuścić na pokład samolotu z Siem Reap w Kambodży do Manilii, ale o tym za chwilę) przylecieliśmy do stolicy Filipin w środku nocy. Nie zdecydowaliśmy się brać hotelu w Manilii, chcieliśmy jak najszybciej przedostać się na południowe wyspy, więc poczekaliśmy na lotnisku na pierwszy samolot. Niestety okazało się, że lotu krajowe odlatują z terminalu 3, a zarówno my, jak i saloniki biznesowe, w których chcieliśmy spędzić czas oczekiwania wylądowaliśmy na terminalu 1. Niestety, na bilecie z terminala 3 nie mogliśmy z nich skorzystać. Cóż, tym razem noc na lotnisku okazała się być jeszcze głupszym pomysłem niż w Singapurze. O tyle, ile jeszcze terminal pierwszy daje radę, to terminal trzeci wola o pomstę do nieba! Co więcej żeby się do niego dostać trzeba pojechać autobusem (nie ma określonych godzin odjazdu, więc my pojechaliśmy ostatecznie taksówką), a potem stać w ogromnej kolejce do kontroli bezpieczeństwa.

liczba noclegów: 1

ZACHWYCAJĄCE ANGKOR WAT I NIEDOSYT KAMBODŻY

Nie będę ukrywać, bałam się tu przyjeżdżać z dziećmi. ba! bałam się przyjeżdżać tu nawet sama. Kambodża mnie jednak zauroczyła. Nie chodzi nawet o zachwycające Angkor Wat, jeden z architektonicznych cudów świata, ale uśmiechniętych ludzi, niesamowity klimat i powiew egzotyki pełną parą. Mimo, że to miejsce w ostatnich latach stało się dość turystyczne, wciąż czuć, że jesteśmy w innym świecie. W świecie, który z jednej strony jest piękny, ale z drugiej bardzo smutny, ale o tym napiszę Wam na pewno po powrocie.

W Siem Reap spędziliśmy 3 pełne dni (przylecieliśmy rankiem, a odlatujemy późnym wieczorem). 3 krótkie dni to zdecydowanie za mało na Kambodżę dlatego już wiem, że tu wrócimy. Nie podczas tej podróży, bo kwiecień i Kambodża to zdecydowanie za dużo dla naszych dziewczyn i dla nas z nimi (38 stopni Celsjusza i ŻAR, bo inaczej tego nie można nazwać).

O tyle, ile w Bangkoku nas oszczędzali, to w Siem Reap już nie. Dostaliśmy dwa wiadra na szczęście! A doprawiono to łyżką pudru.

liczba noclegów: 2

BANGKOK – NIE MA MIŁOŚCI OD PIERWSZEGO WEJRZENIA

Z Chiang Mai, które nas totalnie zachwyciło przyjechaliśmy do Bangkoku. Zrobiło się mega głośno, tłoczno i duszno. Odczuwalna temperatura wzrosła. Poruszanie się po Bangkoku nie należy do naszych ulubionych, choć może winą jest termin… trafiliśmy tu w czasie tajskiego Nowego Roku, czyli Festiwalu Songkram. Złapanie taksówki lub tuk tuka, który zawiózłby nas do hotelu, graniczyło z cudem, a przejście 600 metrów do metra, z którego i tak później mieliśmy całkiem spory kawałek było niemożliwe.

Z czym się je Tajski Nowy Rok? To 3 dni wielkiej fety, polegającej m.in. na oblewaniu się wodą i sypaniu talkiem… na szczęście. Na szczęście w Bangkoku nas oszczędzono, choć lawirowanie między oblewającymi nie było łatwe.

Co widzieliśmy? Oczywiście Wielki Pałac Królewski, Szmaragdowego Buddę, świątynię z leżącym Buddą (Wat Pho), Wat Arun. Patrzyliśmy na miasto ze Złotej Góry. Popłynęliśmy też w rejs kanałami, jeździliśmy tuktukiem, skytrainem odwiedziliśmy targ wodny i… szukaliśmy placów zabaw i dużo, dużo więcej… :)

liczba noclegów: 6

CHIANG MAI, CHIANG RAI I GÓRY W TAJLANDII

To, czy polecimy na północ Talandii stało pod wielkim znakiem zapytania. Wszytsko przez… smog. Tak, tak moi drodzy. W kraju, w którym nikt nie pali w piecu (bo nie musi), a większość ludzi jeździ skuterami smog jest wielką bolączką. Szczególnie właśnie na północy. Winowajcom w okresie wiosnnym (marzec-kwiecień) jest wypalanie traw. Kiedy wskaźniki zaczęły spadać, choć w dalszym ciagu przekraczały normy (było już zbliżone do naszych wrocławskich zimą) zdecydowaliśmy się polecieć.

Zaplanowaliśmy kilka dni na zwiedzanie świątyni w Chiang Mai oraz wypożyczenia auta by wyruszyć w góry. W najwyższych górach Tajlandii szukaliśmy wodospadów! Zajechaliśmy do Chiang Rai, blisko granicy z Laosem i Birmą by zobaczyć Białą Świątynie. Dwa dni pięknych widoków (góry i wodospady to po prostu WOW), ale też trudu. Iga totalnie odzwyczaiła się od jazdy w foteliku, a z zbiegło się to z przebijającymi górne dziąsło jedynkami. Łatwo nie było.

liczba noclegów: 6

KOH LANTA NA DESER

Dobiliśmy na Koh Lanta, a dokładnie do Saladan, małej wiosce na północy wyspy. Wyspa większa, bardzj gwarna i … zobaczymy jaka ;)

Ma około 30 km długości, więc mamy nadzieję objechać ją w dwa dni w poszukiwaniu najpiękniejszej plaży. W planach mamy także Old Town, wioskę morskich Cyganów, plantacje kauczuku, lasy namorzymowe, wodospad, snorkowanie na Phi Phi Island, plażowanie na Bamboo Beach no i oczywiście … las (oj przepraszam DŻUNGLA:).

We don’t know, what is more exhausting: weather, jungle or… children? #travelfamily #asiatrip // Wysoka temperatura, duża wilgotność, nieznany las, w którym czają się dziwne stwory i… dzieci… To ostatnie sprawia, że każdy metr spaceru po dżungli powinien być nam liczony podwójnie! Ba! Poczwórnie! No, ale dzięki temu satysfakcja po pokonaniu szlaku pomnożona razy 4! Na Koh Lancie mieliśmy wypoczywać, a skończyło się na łażeniu po lasach i jaskiniach. Nie leżymy na plaży kochani, oj nie 😂! My tu zwiedzamy świat. A wy? Chodzicie dużo z dziećmi? Czy czekacie na odpowiedni moment?⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ #100dniwazji #zbierajsie #hikeitbaby #familytravels #familyadventure #kidswhoexplore #podrozezdzieckiem #blogtroterzy #blogpodrozniczy #travelblogger #polishtravelblogs #travelingwithkids #travelwithkids #travelwithbaby #asiatravels #junglelife #jungle #kohlanta ⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ #amazingthailand #insta_thailand #igersthailand #ig_thailandia #thailandia #igthailand �#tajlandia #lostinthailand #travelasia #welltraveled

Post udostępniony przez Magda ZbierajSie (@mama_zbierajsie)

liczba noclegów: 7

PODBIJAMY KOH KRADAN – KOH MUK

Od 24. marca jesteśmy na Koh Muk. Po drodze widzieliśmy Koh Kradan, nad którą się zastanawialiśmy. Tamta jest jeszcze bardziej dzika i spokojna, ale Koh Muk bardzo na plus!

Porównując ją z Koh Lipe jest dużo spokojniej i … taniej. To co fajne, to można podpatrzeć życie lokalsów. Tuż koło naszego hotelu jest szkoła! Wybraliśmy się na rejs do Szmaragdowej Jaskini, która prowadzi do… zamkniętej laguny. Dostać się tam można tylko wodą w w czasie odpływu. W czasie przypływu wejście jest zalane wodą! Popłynęliśmy też na Koh Kradan i Koh Ngai gdzie Sara „stawiała pierwsze kroki” w snorkowaniu!

liczba noclegów: 4

CZY KOH LIPE JEST RAJSKIE?

19. marca po raz pierwszy raz w życiu postawiliśmy stopy na tajskiej ziemi! Nasz wybór padł na Koh Lipe. Przez jednych uznawanych za raj na ziemi, przez innych raj utracony przez intensywny rozwój turystyki. Wyspa przypadła nam do gustu. Nie znaleźliśmy rajskich plaż :(, choć ta przy naszym domku na plaży w ośrodku Castaway Resort była całkiem przyjemna i niezatłoczona.

Wyspa jest faktycznie bardzo popularna, ale dodaje jej to swoistego uroku.

liczba noclegów: 5

Koh Lipe, Tajlandia, Castaway resort, Zbierajsie (1)

LANGKAWI – PODNIEBNE WIDOKI I WAKACYJNA MIEJSCOWOŚĆ

Ostatnie chwile w Malezji spędziliśmy na Langavi. Stąd odpłynęliśmy promem na Koh Lipe. W lini prostej to niecałe 60 km! Na Lagkavi spędziliśmy 4 noce. Wypożyczliśmy auto by poszwendać się po wyspie, tak jak lubimy najlepiej. Prócz poszukiwania plaży idealnej, wjechaliśmy cable carem i popatrzyliśmy na wyspę z podniebnego mostu. Zdecydowanie najbardziej podbała nam się plaża Tajnung Rhu, jeśli chodzi zaś o najpopularniejszą plażę Cenang Beach… naszym zdaniem nic specjalnego. Bardzo podobał nam się spacer na wodospady Seven Wells Waterfall i krótki spacer po lesie.

Langkawi, Sky Bridge, zbierajsie

liczba noclegów: 4 (spokojnie mogliśmy zmieścić się w 2, nawet z dziećmi i zupełnie byśmy tego nie żałowali)

<< Podsumowanie 30 dni w podróży po Singapurze i Malezji – koniecznie przeczytaj! >>

TROPIMY MURALE W GEORGETOWN NA PENANG

Bardzo żałujemy, ale na Georgetown przeznaczyliśmy tylko 2 noclegi. Tak to jest jak się bookuje noclegi późną nocą, bo początkowo chcieliśmy spędzić tu 3 noce i 3 noce w Langkavi. Przyjechaliśmy późnym popołudniem 14. marca, w wyjechaliśmy 16. marca rano. Miasto ma swój klimat! A i sama wyspa Penang wydaje nam się być interesująca, choć przez nas nieodkryta ;(

liczba noclegów: 2 (brakło nam jednego dnia na szwendanie się po mieście i kolejnego na zobaczenie wyspy Penang)

CAMERON HIGHLANDS TO NIE TYLKO PLANTACJE HERBATY

Cameron Higlands to prawdziwe orzeźwienie. 22 stopnie Celsjusza przy 35, jakie mieliśmy w Kuala Lumpur to to na co czekaliśmy! W tym odświeżających warunkach spędziliśmy 4 noclegi w najpiękniej (i najwyżej) połozonym hotelu w całej okolicy – Strawberry Resorts! Gorąco polecamy. w Cameron Higlands odwiedziliśmy dwie plantacje herbaty, Mossy Forest i poszliśmy na prawdziwy treking w dżungli! Wybraliśmy najprostszy szlak, a i tak zmachaliśmy się jakbyśmy przeszli dziesiątki kilometrów w górach.

liczba noclegów: 4 (cudowne miejsce i chętnie powędrowalibyśmy po dżungli i plantacjach herbaty dłużej)

KUALA LUMPUR – SZUKAMY ZIELENI W WIELKIM MIEŚCIE

Nie mieliśmy wielkich planów na Kuala Lumpur. Chcieliśmy po prostu zobaczyć tą miejską dżunglę i… poszukać dżungli w mieście. Udało się! Eco Park z Canopy walk tuż obok centrum miasta to prawdziwy las deszczowy. Prócz tego świetny plac zabaw (tak wielkiego nie widzieliśmy nigdy) przy wieżach Petronas Tower, ogromny Park Ptaków, czy Ogród Botaniczny, który zwiedzaliśmy na Segwayach! Było też oczywiście China Town i Little India. Zwiedzając KL nie można pominąć Batu Caves, jaskiń z kolorowymi świątyniami hinduistycznymi.

Będąc w KL wybraliśmy się autem do Kuala Gandah, do Sanktuarium Słoni

liczba noclegów: 7 (spokojnie można mniej)

MALAKA – TU ZACZYNA SIĘ HISTORYCZNA MALEZJA

Żeby nie było, że zwiedzamy tyllko wielkie miasta i zapominamy o historii, zwiedzanie Malezji zaczęliśmy od kolebki Malezji, Malaki, która była kiedyś ważnym portem handlowym. Dziś stanowi atrakcje turystyczną, choć naszym zdaniem jest dość przereklamowana. Mimo, że ogólnie nie żałujemy (choć nie wrócimy) mamy dwa piękne miejsca, które warto odwiedzić. Pierwszym jest meczet na wodzie, a drugim Settlement hotel, tradycyjne malajskie domki położone w sercu portugalskiej dzielnicy Malaki.

<< 6 powodów by pojechać do Malakki >>

<< Gdzie nocować w Malace żeby poczuć klimat historycznej Malezji >>

liczba noclegów: 4 (spokojnie 2 by wystarczyły, koniecznie we wspomnianych malajskich domach)

SINGAPUR SKRADŁ NASZE SERCA

Przygodę z Azją rozpoczęliśmy od SIngapuru. Miasta trochę z innej planety. Ci, którym się nie podoba mówią, że jest mało azjatycki. Naszym zdaniem Singapur nie zasługuje na wkładanie go do żadnej kategorii. Jest jedyny w swoim rodzaju. podobał nam się tak bardzo, że chętnie byśmy w nim zamieszkali. Największe wrażenie zrobił na nas Garden by The Bay. Podobało nam się też na Singapore Flyer, czy podczas szwendania wokół zatoki, po China Town, czy w Little India.

liczba noclegów: 9 (tyle na ile starczy czasu i… pieniędzy)

<< Spłukaliśmy się w Singapurze, nocujemy na lotnisku! Nie byle jakim, bo najlepszym na świecie! >>

PLAN PODRÓŻY DO AZJI ŚRODKOWO-WSCHODNIEJ: Z DWÓJKĄ DZIECI DO SINGAPURU

Nie było tak źle. Podróżując z dziećmi grunt to nastawić się pozytywnie. Więcej o podróży pisałam tutaj.

lot: Wro-Waw-Sin – lecieliśmy PLL LOT

<< Przezorny zawsze ubezpieczony. Dlaczego wstąpiliśmy do klubu Diners Club i co daje nam prócz samego ubezpieczenia? >>

<<Azja z dziećmi, oni już tam byli. Jedziemy i my. Zobacz co o podróżowaniu do Azji mówią inni blogerzy >>

<< Rady przed podróżą do Azji jakie dostaliśmy od podróżujących rodziców >>