Czy zrealizowaliśmy wyzwanie #52oddechynatury?

with 16 komentarzy

To był dobry rok. Udowodniliśmy, że podróżowanie z dzieckiem i aktywne życie jest możliwe. Nie jest prosto i nie jest zawsze tak jak sobie zakładasz, ale jeśli tylko chcesz, to możesz spełniać swoje marzenia. My w 2017 osiągneliśmy ich wiele. Ten blog to dowód:). Niestety… nie zrealizowaliśmy wyzwania #52oddechynatury. Jak to się stało?

Rok temu, na naszym nowopowstałym blogu, napisałam:

Podejmujemy wyzwanie #52oddechyNatury. Chcemy żyć zdrowiej i aktywniej. W każdym tygodniu 2017 roku zamierzamy spędzić czas całą rodziną z dala od miasta, na łonie przyrody. Dodatkowo chcemy poznać 12 pasm górskich i spróbować 12 dyscyplin sportu. Udowodnimy, że dziecko, podróże, góry i sport to wcale nie jest niemożliwe. 

i dziś, kiedy od tamtej chwili minął rok przyszedł czas na podsumowanie i odpowiedź na pytanie o to, czy się udało?

52 RAZY ODETCHNĘLIŚMY NATURĄ, ALE WSTRZYMALIŚMY ODDECH JESZCZE WIĘCEJ… Z WRAŻENIA

To był dobry, aktywny rok. Wędrowaliśmy po ukochanych Karkonoszach,  Izerach i Górach Stołowych, ale i skalistych górach Sierra Nevada w Stanach Zjednoczonych. Pływaliśmy w Oceanie Indyjskim i moczyliśmy nogi w Oceanie Spokojnym, czy naszym polskim Bałtyku. Przemierzyliśmy 5500 kilometrów po amerykańskich pustyniach i równie dużo po polskich, czeskich i emirackich drogach. Zabłądziliśmy w Omanie. Unieruchomiliśmy auto w środku nocy na autostradzie w Los Angeles. Było dużo śmiechu, ale i chwile płaczu i bezradności. Było dużo aktywności, natury i gór… brzmi świetnie? Tak też było!

Przez ten rok wstrzymaliśmy oddech nie raz, nie dwa… nawet nie 52 razy. Widzieliśmy dziesiątki, jak nie setki pięknych miejsc i widoków. Dowiedzieliśmy się dużo, przeżyliśmy kilka fajnych przygód, ale przede wszystkim przez wiele dni byliśmy razem, 24 godziny na dobę, a co jak co, to właśnie to jest dla nas najcenniejsze :).

Sara widziała rodziców, którzy są szczęśliwi, bo spełniają swoje marzenia i pasje. My z kolei mogliśmy bacznie obserwować jak Sara z niemowlaka zmienia się w dziewczynkę. To jedna z najważniejszych części podróży z dzieckiem. Dziecko nie musi pamiętać tych wszystkich miejsc, które odwiedzicie, ale na pewno pozytywnie odczuje wspólny czas. Bo podróż, poza wszystkimi pięknymi doznaniami jakie was spotykają, pozwala skupić się na bliskich :). W 100%!

ZREALIZOWALIŚMY MARZENIE – ODWIEDZILIŚMY PARKI NARODOWE USA

Bez wątpienia, naszą najważniejszą wyprawą tego roku była podróż do Stanów Zjednoczonych. Marzyliśmy o tym od dawna, a bakcyla amerykańskim wojaży połknęliśmy kilka lat wcześniej podczas podróży po wschodnim wybrzeżu. Trzeba przyznać, że ta wyprawa wymagała od nas dużo organizacji, ale też (niestety)… pieniędzy, bo dolar trzymał się w tamtym czasie bardzo mocno. Wiedzieliśmy, że za taką sumę moglibyśmy odbyć kilka mniejszych wypraw gdzieś bliżej, ale plan był jeden: spełniamy marzenie, a mój urlop macierzyński to idealny moment! Europę i inne wydatki w Polsce zostawiamy na później.

park yosemite, zbierajsie.pl basen (14)

Tak, było trochę obaw, bo to jednak pierwsza długa podróż z dzieckiem i to za ocean, ale daliśmy radę. Nie straszny był nam 12 godzinny lot z Warszawy do Los Angeles z małym dzieckiem. Nie straszne nam były godziny spędzone w samochodzie przemierzając amerykańskie pustynie i bezdroża. Nie baliśmy się tego, co będziemy jeść, ani co stanie się gdy będziemy chorzy. Podjęliśmy wyzwanie, wierzyliśmy, że będzie niesamowicie i… udało się. Było niezapominanie!!! A podróż z maluchem wcale nie była taka ciężka :P, zarówno dla nas, jak i dla samej zainteresowanej :). Na bieżąco opisywałam nasze wrażenie na blogu, tworząc pamiętnik z podróży, który stał się pomocą dla wszystkich tych, którzy planują podobną podróż.

NIE TYLKO AMERYKA NAM W GŁOWIE

Zachwyciło nas Yosemite. Bez dwóch zdań! To zdecydowanie miejsce, do którego kiedyś chcielibyśmy wrócić i wdrapać się na Half Dome. Marzymy też by wrócić do Wielkiego Kanionu i zejść do dna by na własnej skórze przekonać się jak wielka jest rzeka Kolorado, która z góry wygląda niczym malutki strumień (o ile ją w ogóle widać).

Wielki Kanion Kolorado, Zbierajsie.pl_glowne

Nie poprzestaliśmy jednak wyłącznie na podróży za wielką wodę. Aktywnie jeździliśmy po okolicy, bliższej i tej trochę dalszej starając się odkryć jak najwięcej ciekawych miejsc. Przede wszystkim dla siebie, dla naszej córki, ale też dla czytelników bloga, których z miesiąca na miesiąc było coraz więcej.

W zrealizowanych planach zbierajsie były góry: Karkonosze, Izery, Góry Stołowe, Góry Wałbrzyskie, Góry Suche, Rudawy Janowickie, Wzgórza Łomnickie; ogrody zoologiczne: ZOO w Łącznej, Afykarium we Wrocławiu, Safari w ZOO Dvur Kralove; czy ogrody botaniczne: Wałbrzyska Palmiarnia i Arboretum w Wojsławicach.

Były też ścieżki i wieże widokowe, które na naszym blogu okazały się być wielkim hitem. Już od dawna planowaliśmy wizytę na Ścieżce w Chmurach w Dolni Moravie i wreszcie udało nam się tam dotrzeć. Poza tym odwiedziliśmy też nowopowstałą Ścieżkę w Koronach Drzew Karkonoszy. Co ciekawe, byliśmy tam jako pierwsi w Polsce, jeszcze przed otwarciem. To było bardzo miłe i satysfakcjonujące, tym bardziej, że to właśnie artykuł z tej wycieczki był najchętniej odwiedzany na naszym blogu (80 tys. odsłon!).

zbierajsie-pl-STEZKA-KRKONOSE (1)

Pod koniec roku relaksowaliśmy się nad Oceanem Indyjskim. Pływaliśmy razem z kolorowymi rybkami i … żółwiami morskimi.

wakacje-w-emiratach-arabskich-zbierajsie (8)-min

STARALIŚMY SIĘ ŻYĆ AKTYWNIE

Każdego tygodnia odkrywaliśmy kolejne ciekawe miejsca w Polsce. Najlepiej w aktywny sposób. Jeździliśmy na nartach biegowych w Izerach, które są świetnym sportem, możliwym do uprawiania także z małymi dziećmi. Mamy trochę obaw, czy do zrealizowania z aktywnym dwulatkiem, ale jak sprawdzimy w tym roku to na pewno powiemy Wam jak było:) :) :). Z kilkumiesięczniakiem jest super – przetestowane nie raz!

My zdecydowaliśmy się na przyczepkę Chariot Coguar 1 na płozach.

Wędrowaliśmy po górach z dzieckiem w nosidle. Zachwyciliśmy się po raz kolejny karkonoską Snieżką, Szczelińcem w Górach Stołowych, czy Sokolikiem w Rudawach Janowickich.

zbierajsie-sniezka-z-dzieckiem-wyciag-kopa (16)

Trochę biegaliśmy. Wspólnie (w trójkę) wystartowaliśmy z Jeleniogórskiej dziesiątce, biegu z widokiem na Karkonosze. We dwoje przebiegliśmy też The Castle Run, bieg górski wokół Zamku Książ, na którym myślałam, że wyzionę ducha. Mamy na swoim koncie także: 5km w Biegu Kobiet (ja), i dwa półmaratony (Jacek) – w Jakuszycach i we Wrocławiu.

Poza tym jeździliśmy na rowerze po Książańskim Parku Krajobrazowym. W planach była też pętla wokół Wrocławia, ale niestety zabrakło czasu… a może motywacji? Bo rower to zdecydowanie nie jest mój sport :p.

Pewnie można by (i trzeba! Bo nam w sporcie zdecydowanie zabrakło systematyczności) więcej, ale jak patrzymy na zdjęcia z tego roku i to podsumowanie to … wcale nie było tak źle :D.

Można powiedzieć, że jesteśmy dumni. Noooo, nie jesteśmy couch potato, mimo, że sylwetki czasem mówią co innego :P :P :P.

MIMO TO, NIE UDAŁO NAM SIĘ

Plan był ambitny. Każdy weekend w roku z dala od życia w mieście: smogu, korków, hałasu, tłoku w parkach. Brzmiało świetnie i takie też było. Rzeczywistość jednak okazała się mniej przewidywalna. Nie udało nam się wyjechać z miasta w każdym tygodniu 2017 roku. Mimo, że na naszej liście wyzwania mamy zapełnione 52 pozycje, to niektóre były robione w tym samym tygodniu, a początkowe założenie było jednak inne.

To co się jednak udało to, to, że powodem nie było lenistwo.

NIE DALIŚMY SIĘ LENISTWU… DZIĘKI WAM…

Zakładaliśmy, że blog to ma być motywator do działania.

ZBIERAJ SIĘ i działaj! Nie daj się lenistwu i rutynie. Nie wierz tym, którzy mówią, że pojawienie się dziecka to koniec wolności, podróży i pasji!

Tak też było. Mimo, że często nam się nie chciało i wiele rzeczy na pierwszy rzut oka wydawało się wręcz niemożliwe. Były momenty, kiedy najchętniej zaszylibyśmy się pod kocem z paczką chipsów w jednej, a puszce coli w drugiej ręce.

Jednak świadomość, że gdzieś tam za monitorem są ludzie, którzy nas czytają i dopytują: jakie plany na weekend? Gdzie jedziecie? Sprawiał, że dostawaliśmy sił i motywacji.

Dziękujemy Wam za ten rok i za to, że czytacie ten wpis :).

Co się zatem stało?

… POKONAŁY NAS JEDNAK WIRUSY  …

Zawsze wierzyłam, że hartowanie, zdrowy tryb życia, dużo czasu na świeżym powietrzu to idealny przepis na brak chorób u dziecka. A! i karmienie piersią, to właśnie ono miało uchronić moje dziecko przed infekcjami i wirusami. Okazało się jednak inaczej i wcale nie jest to takie proste.

Dzieci chorują. Jedne mniej, inne więcej, ale chorują i tego nie unikniemy. Jeśli dziecko ma kontakt z innymi, a to jest według nas bardzo ważne w prawidłowym rozwoju każdego malucha, to jest wręcz narażone na nowe wirusy i infekcje, z którymi prędzej, czy później musi się zmierzyć. Oczywiście, można starać się tego unikać, izolując dziecko jak najdłużej, ale z tego co zaobserwowałam i rozmawiałam z lekarzami i rodzicami starszych dzieci, takie maluchy odchorowują swoje później w przedszkolu, lub zdecydowanie gorzej, bo w szkole.

Nie, nie uważam, że mam chorowite dziecko (kiedy w grudniu po raz drugi poszłam do mojej pediatry mówiąc: Sara jest znów chora, spojrzała na mnie i powiedziała z uśmiechem i pocieszeniem „dopiero drugi raz i wciąż bez antybiotyku”.). Trzeba to jednak przyznać, zdarzyło się jej jednak być chorym w tym roku i to właśnie były te momenty, kiedy nie wyjechaliśmy z miasta na weekend i nie realizowaliśmy wyzwania.

Niestety mam tą przypadłość, taki rozwinięty poziom empatii (:P :P :P), że zawsze kiedy w domu choruje Jacek, albo Sara… po dwóch dniach ja choruje razem z nimi (albo jeszcze gorzej:).

Praktycznie cały lipiec spędziliśmy we Wrocławiu walcząc z przedziwną, 40 stopniową gorączką, której powodem w końcu okazała się mononukleoza, ale po drodze było też zapalenia ucha i zwykłe przeziębienie. Kiedy już poradziliśmy sobie z tym i Sara prawie była zdrowa (prawie, bo wciąż miała byliśmy pod kontrolą lekarzy z uwagi na przejście wirusa, właściwie to do dziś) we wrześniu przyszło przeziębienie, grypa żołądkowa i zapalenie układu moczowego… wylądowałyśmy w szpitalu. To był dla nas trudny czas. Kiedy Sara stanęła na nogi (a trzy pierwsze dni były naprawdę słabe) to za nic nie mogła zrozumieć dlaczego musi siedzieć w ciasnym pokoiku, kiedy na dworze taka piękna pogoda.

Później przyszedł grudzień… dwie infekcje Sary. Zapalenie zatok Jacka. Moja niedyspozycja trwająca praktycznie od powrotu z Emiratów (zmogło mnie do tego stopnia, że właściwie nie dotykałam komputera, a dla kogoś kto na nim pracuje i prowadzi bloga to strasznie kiepska sprawa… Skutkuje to tym, że statystyki blogowe poleciały na łeb, na szyję, a ja zaczynam rok z olbrzymimi zaległościami :(), no, ale z naturą nie wygrasz…

Koniec końców Sylwestra spędziliśmy: kichając i kaszląc, całą trójką we wrocławskim mieszkaniu, zamiast w domku pośród ośnieżonych gór (chlip, chlip). Jak jest dziś? Sara zdrowa. My mniej.

… CZAS I WŁASNE DZIECKO :D

Pokonało nas jednak coś jeszcze…

Trzeba pamiętać, że dziecko bywa nieprzewidywalne (szczególnie to pierwsze, kiedy nie wiesz czego się możesz spodziewać, chociaż… ponoć każde dziecko jest inne, więc z kolejnym wcale nie jest łatwiej) i to jest jedna z nauk, które wynosimy z minionego roku.

Na razie, z 20 miesięcznego doświadczenia, stwierdzamy: im dziecko większe, tym bardziej wymagające, więc jeśli macie w domu noworodka i planujecie daleką podróż to… nie czekajcie. Później będzie już tylko gorzej:P :P :P. Taki dwu i kilkulatek mają swoje potrzeby, pragnienia i pomysły na spędzenie wolnego czasu. Bardzo często, dla nas dorosłych, nieco absurdalne i psujące szyki :D :D :D. Przykład z ostatniego miesiąca, Sara nie chciała wejść z nami na Ślężę, bo wolała chodzić po krzakach :D. Oczywiście moglibyśmy ją na siłę włożyć w wózek, czy nosidło, ale nie o to chodzi by dziecko do czegoś zmuszać… no i nie taki model rodzicielstwa stosujemy. Poddaliśmy się ze Ślężą i tarzaliśmy się w liściach.

Spacer-na-sleze (8)

Ten rok nauczył nas elastyczności i tego, że plany są po to, aby je zmieniać.

W pewnym momencie okazało się, że Sara całkowicie odstawiła wózek… i pewnie nie jest to nic strasznego, ba! wręcz dobrego, ale córka odmówiła też noszenia w chuście i nosidle, a na własnych nogach nie ma jeszcze siły dojść tam, gdzie chcemy.

Niestety nasze ambitne założenie 12 pasm górskich z córką jest niemożliwe do spełnienia. Nie, nie zwalamy całej winy na córkę :P. Problemem okazał się też brak czasu. Pieniny i Tatry wypadły nam z kalendarza przez lipcowe choroby, a Kaczawskie, Sowie i Masyw Śnieżnika… jakoś tak samo wyszło. Może gdyby to był nas jedyny cel, a nie poboczny, skupilibyśmy się na tym, a tak… się nie udało.

Podobnie okazało się ze sportem. Sara nie chce już biegać z nami w wózku biegowym, a wiele sportów, które rok temu wydawały mi się możliwe do uprawiania z dzieckiem, dziś… z biegającym maluchem, który nie chce usiedzieć w miejscu… już takie nie są :D. Nie znaczy to jednak, że składamy broń i nie będziemy próbować w przyszłym roku :D. Będziemy!

CZY TO ZATEM (MA) MIAŁO SENS?

Okej, no to skoro się nie udało, bo będąc drobiazgowym nie zrealizowaliśmy wyzwania #52oddechynatury, to czy w ogóle warto było je podejmować?

Odpowiem słowami Michała Anioła:

„Najważniejszym niebezpieczeństwem dla większości z nas nie jest to, że mierzymy za wysoko i nie osiągamy celu, ale to, że mierzymy za nisko i cel osiągamy”

Nie czujemy się przegrani. Jesteśmy dumni i zadowoleni z tego co nam się udało. To był dobry, aktywny rok.

Cel był (i jest) słuszny: zdrowe i aktywne życie.

Tego zamierzamy trzymać się w kolejnym roku zarówno w życiu osobistym, jak i blogowym, bo blog oczywiście zostaje by motywować Was i… nas do aktywnego życia. Co prawda, musimy się trochę odbić, bo grudzień był dla nas najgorszy od pół roku. Pokazuje to jednak jak ważna jest systematyczna, codzienna praca i że blogowanie na poważnie… to nie jest taka bułka z masłem jak się niektórym wydaje :P. Będziemy dalej rozwijać www.zbierajsie.pl i nad nim pracować, aby dostarczać Wam jak najlepszych treści. Jeszcze wiele musimy się nauczyć i mamy nadzieję, że będziecie przy tym z nami :)

A o tym, co planujemy, o czym marzymy i co zamierzamy zrealizować w tym i w kolejnym roku napiszemy za jakiś czas, bo jeszcze zbieramy myśli :) :) :). Jedyne co mogę powiedzieć już teraz, to to, że to będzie trudny rok pełen życiowych wyzwań i zmian, ale damy radę, bo kto jak nie my!

To co? Zbieracie się z nami do działania i wchodzicie w 2018 roku z ambitnymi planami pełnymi aktywności, sportu i pięknych wycieczek?

PS. Nawet jeśli czasem trzeba będzie iść na czworaka, my idziemy! :D

Zjednoczone_emiraty_arabskie_fujairay_zbierajsie1 (265)